BESATT – Tempus Apocalypsis (Witching Hour Productions)

Zawsze, gdy przychodzi mi zetknąć się z twórczością Besatt, zastanawiam się nad swoistym antyfenomenem, który dotyczy tego zespołu. Besatt regularnie nagrywa płyty, koncertuje w Europie i na świecie, nagrał materiał live w Ameryce Południowej a mimo to w naszym kraju ciągle egzystuje w głębokim podziemiu. Być może jest to świadomy wybór Beldaroha lecz moim zdaniem zespół ten zasługuje na zdecydowanie większe uznanie. Nowe dzieło Besatt to dziewięć piekielnie intensywnych, chorobliwie brutalnych i totalnie obłąkanych kompozycji, które być może nie wprowadzą Besatt na salony, ale z pewnością zostaną docenione przez miłośników metalowego grania na wysokim, światowym poziomie.

 

„Tempus Apocalypsis” to płyta, która traktuje black metalową formę jako fundament, na którym zbudować można brutalne, wielowątkowe i zróżnicowane dzieło. Być może po pierwszym przesłuchaniu trudno Wam będzie uwierzyć w napisane wyżej słowa lecz ten album to zdecydowanie coś więcej niż dźwiękowy kataklizm, który dominuje na pierwszym, eksponowanym planie. Od samego początku Besatt preferuje mordercze, superszybkie tempa. Jednak grając szybko i intensywnie, unika powszechnej dla preferujących podobną stylistykę zespołów a trudnej do strawienia jednostajności. Podoba mi się, że słuchając „Tempus Apocalypsis” nie nudzę się ani przez chwilę. Kompozycje naszpikowane są pomysłami i to zarówno na płaszczyźnie gitar jak i zdawałoby się podporządkowanej wyłącznie blastom rytmiki. Gitarzyści preferują dość otwarte spojrzenie na grę, dlatego też w muzyce Besatt usłyszymy nie tylko czysty gatunkowo, szybki black. Sporo w tym graniu dość w sumie czytelnych odniesień do dzikiego, maniakalnie brutalnego thrashu. Pojawiają się fragmenty bardzo melodyjne, które stanowią swoisty kontrapunkt dla obłąkanego wydźwięku całości. Jednym słowem, w muzyce Besatt dzieje się naprawdę sporo i jest to jeden z wielu plusów jakie można zapisać na koncie zespołu.

Płyta brzmi świetnie, zawiera naprawdę dobre kompozycje lecz ma jedną zasadniczą wadę, która wpływa na moją subiektywną ocenę „Tempus Apocalypsis”. Wiem, że Beldaroh ulokował swój zespół w bardzo specyficznej i dość mocno ograniczonej niszy lecz chwilami aż razi brak oryginalności. Nie jest to wielki grzech, bo jak pisałem wcześniej, zespół naprawdę dużo kombinuje by takich zarzutów uniknąć. Nie będę wracał do tego albumu zbyt często, ale dobrze jest wiedzieć, że w naszym kraju działa grupa, którą zaliczyć można do światowej pierwszej ligi brutalnego, black’owego grania.

Świetny, mocny materiał…

Wiesław Czajkowski