BELPHEGOR – Blood Magick Necromance (Nuclear Blast)

Austriacki Belphegor to twór w swej istocie skrajnie konserwatywny – od lat idzie w nim o wulgarność, bluźnierstwa i pochwałę wszelakich zboczeń. Nic nie wskazuje na to, by dziewiąty w dyskografii Helmutha & co. krążek choćby na krok odstępował od tej koncepcji.

Naprawdę nie wiem, jak to możliwe, by ktoś rok rocznie wydawał płyty, które zasadniczo niezbyt się od siebie różnią, a ich słuchaniu wciąż towarzyszyła pewna niezdrowa radocha. Dokładnie tak wygląda sytuacja w przypadku trzech ostatnich wydawnictw Austriaków. Na „Blood Magick Necromance” nie czekają nas żadne niespodzianki, a mimo to człowiek odczuwa jakąś (perwersyjną?) przyjemność, obcując z tym materiałem. To wciąż jeden wielki black/deathmetalowy rytuał, nad którym unosi się aura rozpusty i wyuzdania. Mamy tu zarówno kruszący krzyż, gęsty przemiał podwójnych stóp w otwierającym „In Blood – Devour This Sanctity”, jak i pompatycznie poniżające, nieco wolniejsze zagrania w stylu lekko symfonicznego „Rise to Fall and Fall to Rise”. Duch dewiacji przenika również strone werbalną „Blood Magick Necromance”, a posługiwanie się przez Helmutha od czasu do czasu ojczystą mową idealnie go uwydatnia; kwiatki pokroju „der Rosenkranz im Arsch” czy „der Phallus ist dein Gott” powinny skutecznie odstraszyć wszystkie wychowanki instytutów życia konsekrowanego. Pomimo bezwzględności i chorego majestatu, Belphegorowi zawsze udawało się sprytnie przemycić do swoich kompozycji odrobinę śpiewnych melodii. Dzięki „Discipline Through Punishment” i „Possessed Burning Eyes 1997” dziewiąty opus nie zawodzi i pod tym względem. Nie wiem jedynie, czy na dobre wyszła materiałowi realizacja Petera Tägtgrena w Studio Abyss. Można mieć bowiem wrażenie, że zawierający tak okropne i gorszące treści album, został zanadto wypolerowany i w paru miejscach aż prosi się o bardziej obskurne potraktowanie. Cóż, może jednak i tutaj przemawia przesadne wyrafinowanie, skądinąd często przypisywane mieszkańcom niemieckojęzycznych zakamarków Europy. A w wypadku tak opętanych osobowości, jakie tworzą ten zespół, wydaje się to nad wyraz prawdopodobne. Orgia trwa.

Cyprian Łakomy 4.5