BEEHOOVER – Concrete Catalyst (Exile On Mainstream Records)

Niemiecka muzyka, trzeba to przyznać bez żalu, już jakiś czas temu pozbyła się krzywdzącej etykietki wszechobecnego plagiatu. Ordnung muss sein, owo sztandarowe hasło nadal przyświeca muzykom, jednak coraz częściej można trafić na zespoły z wszech miar oryginalne. W tym gronie, w minionym roku, najbardziej mile zaskoczyła mnie trzecia płyta duetu Beehoover.

Zespół to niezwykły – śpiewający basista i perkusista o wyglądzie niedorobionego grunge’owca. Tylko duecik, a potrafi wytworzyć świetną atmosferę. Wbrew instrumentarium nie mamy do czynienia z Saboto – podobnym kierunkiem. Behooveer nie bawi się w jazzowe poszukiwania, nie improwizuje. Tworzy za to natchnione piosenki, oparte o mocno transowe struktury. Bas traktowany jest niejednokrotnie niczym gitara, bardzo często wydobywane są z niego sekwencje akordowe, ciekawe harmonie, raz prostsze, to znowu sympatycznie zapętlone („Sultana”), gdzie indziej tajemniczo minimalistyczne. Zespół potrafi bawić się aranżacjami, o czym może zaświadczyć rozbudowany „Rocking Chair”, gdzie pierwsza część kawałka to akustyczna ballada, zagrana na gitarze klasycznej, przechodząca w nieco emo – rockowe podniosłe canto. Słychać, że jedną z główniejszych inspiracji jest amerykański zespół Girls Against Boys („Counted Is Bygone” jest chyba najbliżej…) – gra bębnów, charakterystyczne prowadzenie basu nie pozwalają uciec od takich porównań. Co zresztą wcale Behooveer nie ujmuje klasy i talentu. W ramach przerywnika mamy deszczowo – akustyczny „Wild Geese Yell”, po którym następuje siedmiominutowe szczytowanie płyty – „The Dragonfighter”. Zamyślona, jakby zawieszona w powietrzu partia basu. Niesamowity, nostalgiczny klimat. Wolne, oszczędne partie perkusji. Znowu nasuwa mi się porównanie, tym razem z Harvey Milk. Gdzieś z tyłu głowy kołacze mi się jeszcze nazwa Fugazi…

Zadziwiające jest to, że za pomocą dwóch instrumentów zespół wspaniale zapełnia przestrzeń, hipnotyzuje prostymi z jednej strony i porażająco intensywnymi emocjonalnie kompozycjami. Bezpretensjonalnie zbudowane, oparte o naturalny puls piosenki wpadają w ucho demolując jaźń. Bardzo amerykański jest ten niemiecki zespół… Bardzo ciekawy i przełamujący stereotypy. Dobrze zagrana i pomysłowa muzyka, opierająca się o niebanalny pomysł, ale także i talent muzyków.

Arek Lerch

Pięć