BASTARD PRIEST – Ghouls of the Endless Night  (Blood Harvest Rec.)

Gdy z Waszych głośników wylewa się hektolitrami opętany hałas; gdy sąsiedzi znieść już nie mogą obskurnego, tłustego brzmienia katujących uszy gitar; gdy wciąż słychać krzyk potępionej istoty, która śmie nazywać siebie wokalistą …to znak, że coś się dzieje! Dokładnie mówiąc, może to być znak tego, że w Wasze łapska wpadł nowy krążek formacji BASTARD PRIEST

Bastard Priest pochodzą ze Sztokholmu i od ponad dekady kroczą jedyną słuszną ścieżką czystego gatunkowo metalu, jaki grało się w Szwecji na początku lat 90-tych. Nie podejrzewam tutaj muzyków formacji o próbę bycia old school na siłę czy też kreowania się na kolejną gwiazdkę gównianego retro – trendu. W przypadku tego zespołu mamy do czynienia z czystą fascynacją, która daje o sobie znać również za sprawą image’u jakim otaczają się muzycy, grafikach, jakimi ozdabiają płyty (skład stylizowany na xerowane wyklejanki…), ale przede wszystkim w samej muzyce, która w takiej formie dość rzadko gości na salonach…

„Ghouls of the Endless Night” to kult dokonań starej sceny i jak każdy kult jest bezkrytyczny względem swoich bożków. Brak oryginalności nie przeszkadza jednak w tym, by odbierać płytę bardziej niż pozytywnie. Warunek jest jeden. Jeżeli początki szwedzkiej sceny to dla was czas muzycznie magiczny, łatwo przyjdzie Wam przymknąć oko na kilka aż nazbyt czytelnych nawiązań do tego, co działo się w death metalu sprzed 25 lat. Czasem warto jest zwrócić uwagę również na te zespoły, które nie zamierzają odkrywać nowych światów czy na siłę stać się objawieniem w muzyce metalowej; często większe znaczenie ma dla mnie szczerość przekazu i zaangażowanie a tych dwóch aspektów muzyce Bastard Priest odmówić nie można.

Trudno jest jednoznacznie wyróżnić, która kompozycja szczególnie zwala z nóg. Raczej skłaniałbym się ku temu, że mamy tu zestaw solidnych, death’owych ciosów zagranych na dobrym, rzemieślniczym poziomie. Brzmienie żywcem wyjęte z grobu, pełne jest zgrzytów, pogłosów jakby album nagrywany był w piwnicy na sprzęcie sprzed dwudziestu lat. Nie jest to zarzut, bo mimo wszystko płyt z naprawdę ciekawym, old schoolowym soundem nie ma obecnie na rynku aż tak wiele. Odsłuch „Ghouls of The Enless Night” spowodował u mnie chęć zadania pytania o przyszłość tego zespołu… Jestem ciekawy, ile jeszcze można obracać się w małej, zamkniętej krypcie z napisem old school? Album mi się podoba, ale powiem szczerze, że nie wiem, czy sięgnę w przyszłości po nowe, obskurne dzieło Szwedów. Nie sądzę, by zespół ten był w stanie nagrać coś, co choć w minimalnym stopniu świadczyć będzie o poszukiwaniach własnego stylu czy też próbie urozmaicenia dźwiękowej formuły. Na dzień dzisiejszy Bastard Priest to propozycja dla zdeklarowanych maniaków starej szkoły… Dla wszystkich innych – interesująca ciekawostka.

 Wiesław Czajkowski

Cztery