BASEMENT – Colourmeinkindess (Run For Cover)

Nie rozumiem dlaczego tak genialne kapele jak Break Even rozpadają się. Nie wiem też, dlaczego ich śladem idą inni, nie mniej genialni artyści. Mowa tutaj o brytyjskiej formacji Basement, która po kilku udanych wojażach, w tym do kraju kangurów i do krainy hamburgerów, postanowiła zakończyć działalność. Zastanawiam się, czy to koniec aspiracji tych zakochanych w grunge’u  i hc chłopców, czy po prostu poddanie się w walce z przemysłem muzycznym, który nie daje nawet cienia szansy na wybicie się.

Wspomniane trasy i tak były na kredyt, więc domyślam się, że przerwa spowodowana jest przymusem zarobku w celu spłaty zobowiązań, ale moje niezrozumienie potęguje fakt, iż nowy album tejże formacji jest jedną z lepszych pozycji wydawniczych w tym roku i idealnie trafia na jesienno-zimową aurę. Klimat „Colourmeinkidness” jest nieziemski, powalający, depresyjny, a jednak momentami wydaje się być paradoksalnie, pozytywny. Niektóre fragmenty tego albumu nie przypominają nam o ‘’śmierci” Basement, ale o niejako rozkwicie tej kapeli. Bo ich ostatni i zarazem drugi długograj, dopiero teraz ukazuje cały drzemiący w tym zespole talent. Szkoda tylko, że ten potencjał został uwolniony na pożegnanie, a może nawet na ‘’odpierdol’’? Ktoś im się naraził? Oby nie, i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś wrócą, bo tak emocjonalnej, utrzymanej wyłącznie w średnim tempie muzyki, w dodatku mocno kojarzącej się z dźwiękami z lat 90., za wiele teraz nie ma i pewnie już nie będzie. Po prostu – takich grup jak Basement nie będzie. A to przecież jakby nie było, mimo ‘’dwójki’’ w dyskografii, wciąż debiutanci.

Sprawdźcie koniecznie dość gęste „Covet”, mocarne nawet jak na ten band (i bardzo długie) „Breathe” czy piekielnie nośne „Bad Apple”. Zresztą, nie słuchajcie tylko pojedynczych kompozycji, nie warto. Tutaj chłonie się całość. I uzależnia. Szybko i bezterminowo.

Grzegorz „Chain” Pindor