BALACLAVA „Crimes Of Faith”  (Forcefield Records)

Balaclava to band zupełnie mi do tej pory nie znany lecz to, że nie znam ich twórczości nie przeszkodziło muzykom tej formacji w rozsmarowaniu mojej osoby po dywanie o czym uprzejmie Wam donoszę… Balaclava to zespół zaangażowany nie tylko w kreację ciekawej i poruszającej dźwiękowej formy, ale również politycznie. Jest to banda rewolucjonistów zafascynowanych postacią Emilliano Zapaty i powstańczego ruchu Zapatystów (po szczegóły odsyłam do podręczników historii…). Jednak tym co sprawiło, że Balaclava wywarła na mnie wrażenie nie są polityczno rewolucyjne teksty, lecz muzyka najwyższej próby.

Skoro powiedziało się A to nie ma wyboru i należy powiedzieć też B w związku z czym w kilku słowach postaram się wyjaśnić, dlaczego tak entuzjastycznie wyrażam się o formacji Balaclava. Niby wszystko w tej muzyce jest proste, skrojone z ciężkich, brudnych riffów i nie zaskakujące niczym szczególnym, lecz takie wrażenie można odnieść jedynie po pobieżnym kontakcie z muzyką Balaclava. „Crimes Of Faith” to materiał przesycony niesamowitą atmosferą, muzyką pełną emocji i to właśnie wyróżnia tą płytę z setek innych, gnijących w zapomnieniu na sklepowych półkach. W tych dźwiękach pełno jest rozrywającego uszy gniewu, dołującej samotności, emocji skrajnych i pozornie sprzecznych. Mimo to muzyka Balaclava jest bardzo spójna i  przemyślana. Dlatego też, moim zdaniem, pisanie o poszczególnych kompozycjach trochę mija się z celem i album należy rozpatrywać jako całość a nie rozmieniać na drobne. Podoba mi się to, że „Crimes of Faith” to płyta, która wszystkim uwielbiającym szufladki sprawi niezły kłopot. Zespół bez skrupułów łączy elementy doom, sludge czy chamskiego, brudnego stonera z hard core’wym wrzaskiem wokalisty. Chwilami muzyka płynie niespiesznie, niosąc nas na prostym, gitarowym riffie. Powoli odpływamy, zatapiamy się w myślach, by po chwili dostać w twarz kakofonią dźwięków i rozrywającym uszy wrzaskiem. Osobiście bardzo lubię, gdy muzyka mnie zaskakuje a słuchając „Crimes Of Faith” kilkakrotnie doświadczyłem takiego uczucia…

„Crimes Of Faith” to dzieło surowe i raczej odpychające i miłośnicy sterylnych, wypolerowanych w studio produkcji powinni się trzymać od niej z daleka. Ciężkie, toporne, doom’owe riffy mogą Wam zrobić krzywdę a jeśli nie, to zrobią to  metalowo-hard core’owe eksplozje syfiastego czadu, których również tu nie brakuje. Podoba mi się ta płyta i słucham jej na okrągło już od ładnych paru dni. To faktycznie muzyka przez duże M. Polecam…

Wiesław Czajkowski 5