BACKTRACK – Lost In Life (Bridge Nine Records)

Dalej nie rozumiem hajpu na Backtrack. Ba! Od czasu koncertu tegoż bandu na trasie z Terror w Katowicach (2011 rok) byłem mocno zniesmaczony prezencją podopiecznych Bridge Nine Records. Nie wiem, może mieli wtedy zły dzień, cholera ich wie. Kilkadziesiąt tysięcy lajków na fejsie później i okazuje się, że załoga z Long Island to jeden z popularniejszych, a sądząc po wpisach fanów w sieci, jeden z bardziej chwalonych, młodych zespołów.

Zwolennicy NYHC zazwyczaj kochają ten band. Częściowo zgadzam się, że Backtrack to pełne odzwierciedlenie tej sceny, ale już w peanach wznoszonych na cześć tych panów nie za bardzo. Kompletnie nie siada mi wokal, co więcej rytmicznie chłopaki grają niemal prymitywne dźwięki i nie tłumaczy ich to, że grają hardcore. Jak na kapelę z 7 letnim stażem (na światowej scenie!) powinni grać nieco ambitniej. Nie chce mi się wierzyć, że (zwłaszcza perkusista) lubi grać w tak prosty sposób. Kanony kanonami, ale z każdym kolejnym utworem muszę się mocno postarać, aby znaleźć motyw, który by mi się podobał – nie mówiąc już o tym, że ciężko odróżnić poszczególne tracki od siebie wzajemnie.

To jednak tylko i wyłącznie moja opinia. Inni, mniej wymagający zwolennicy hc pewnie będą klękać przed Backtrack, bo w końcu, jakby nie było, każdy z tych numerów to koncertowy szlagier. Całkiem dobre teksty, dobra produkcja i solidna dawka wściekłego łojenia – tyle, że na moje ucho bez polotu, którego ostatnio w tym gatunku brakuje.

Grzegorz „Chain” Pindor

Trzy