BACKSTAGE – Backstage DVD (Flowerskull)

Mimo ogromnej sympatii dla dokumentów muzycznych, większość z nich, choćby nie wiem jak dobrze zrealizowana (vide: „The Artifact”) w głównej mierze opowiada bliźniaczo podobne historie, w których najistotniejszą rzeczą jest przeciwstawienie się realiom w jakich przychodzi żyć muzykom, a ich jedyną bronią jest muzyka. Nie było jeszcze dokumentu mówiącego o sile oddziaływania fanów na artystów, ani jak bardzo liczy się ich wkład w działalność niezależnych wykonawców. „Backstage” w reżyserii Mariexxme nie opowiada historii z drugiej strony barykady. Wręcz przeciwnie, po raz kolejny wnika w środowisko D.I.Y i muzyków bezpośrednio związanych ze sceną około hardcore’ową lub post-punkową i – wbrew pozorom – robi to znakomicie.

Zasadnicza kwestia poruszana w obrazie to poświęcenie dla samorealizacji w muzyce. Rola muzyki w życiu m.in. muzyków Baroness, Converge, Kylesa czy Neurosis w przytaczanych przez francuską reżyser kadrach z wypowiedziami artystów, muzyka staje się wartością samą w sobie nadającą kierunek całej egzystencji. Z punktu widzenia przeciętnego widza – dokument jak każdy inny. Z punktu widzenia muzyka, osoby oddającej całe serce swojej pasji – rzecz portretująca własne doświadczenie. Obraz uzupełniają rarytasowe nagrania z koncertów grup, których przedstawiciele mają swoje niemałe pięć minut aby opowiedzieć czym jest muzyka i… to by było na tyle. Formuła prosta jak budowa cepa a jednak spośród wielu podobnych dokumentów robi piorunujące wrażenie ze względu na często smutną szczerość i chęć uzasadnienia braku zrozumienia dla własnej działalności wśród szeroko pojętej sceny sprzed lat (casus brak wydawcy dla Converge). Wypowiedzi tytantów pracy jak Steve Von Till czy Kurt Ballou utwierdzają w przekonaniu, że pewne rzeczy trzeba wziąć we własne ręce i w tym wypadku, muzyka i to co za jej pomocą chcemy osiągnąć, ma priorytet.Backstage 1 (1)

Obecnie, gdyby większość z gości „Backstage” zaczynała swoją karierę, prawdopodobnie ponownie zwróciliby się w stronę D.I.Y. Obecny charakter rynku muzycznego wymusza działalność na własny rachunek, bez wsparcia ze strony wytwórni żerujących na prawach autorskich do muzyki. Aktualne możliwości jej zarejestrowania, czy wreszcie sprzedania w dowolnym formacie za pośrednictwem licznych platform służących do dystrybucji, niwelują barierę dzielącą młodego artystę od sukcesu w wymarzonym środowisku. Czekam zatem na dokument nie o muzykach walczących o własny byt na scenie, a o tych, którzy podchodzą do aktywności swoich projektów w sposób biznesowy, ale nie pozbawiony ducha D.I.Y. „Backstage” oraz wnikliwa postawa francuskiej reżyser mogą być zapowiedzią czegoś znacznie większego. Oby.

Grzegorz „Chain” Pindor