AYAT – Six Years of Dormant Hatred (Moribund)

Większość nowości z prężnie rozwijającej się Moribund Records powoduje u mnie odruch chowania głowy w poduszkę i obsesyjno-kompulsywne tarcie uszu w obawie przed krwotokiem. Płyt wydali co niemiara, a ich katalog mieści zarówno nieprzebrane pokłady syfu totalnego, jak i kilka porządnych lub świetnych pozycji. Nie napiszę jednak, że te dobre mógłbym wyliczyć na palcach jednej ręki, bo od kiedy usłyszałem debiutancki album Ayat, musiałbym sobie zapuścić szósty palec.

Z wiadomych przyczyn libański metal nie będzie nigdy triumfować na świecie. Odnotowano jednak w historii ciekawe (choć jednostkowe) przypadki, kiedy pojedyncze zespoły tworzyły w oderwaniu od jakiejkolwiek „sceny”, w nieprzyjaznym otoczeniu, inspirując się czym popadnie i co w ręce wpadnie, a wychodziły z tego rzeczy wspaniałe – pamiętacie pierwsze płyty Sigh i Master’s Hammer? Nie twierdzę bynajmniej, że Ayat to muzyka tej klasy co „Jilemnicky Okultista” czy „Scorn Defeat”, ale ich nieortodoksyjne (chociaż zbudowane na dość oczywistych inspiracjach) podejście do black metalu bardzo mi odpowiada. Ściana solidnie napisanych riffów, wariackie solówki, i monotonne łupanie programowanych bębnów (czy wspominałem kiedyś, że uważam automat perkusyjny za jedną z najlepszych rzeczy w historii muzyki?) jako żywo kojarzą się z Anaal Nathrakh. Przekrzykujące się wokale i szczypta sampli tworzą klimat jak z blackmetalowej inkarnacji Atari Teenage Riot, a „The Fine Art. of Arrogance” to niemal odpowiedź na niezapomniany „Psalm 69” Ministry. Black metal, trochę grindcore’owo-punkowych gitar, industrialny posmak całości – wszystko to już teoretycznie było, ale w wykonaniu Ayat brzmi świeżo i wciągająco, a przede wszystkim zalatuje klimatem wkurwienia i apokalipsy, bez którego ta płyta byłaby tylko nudnym hałasem podpartym terkoczącym z trupa werblem.

„Six Years of Dormant Hatred” to blackmetalowy album zbudowany na bazie dość nieblackmetalowych środków. Można mu zarzucić pewne nieokrzesanie, gatunkową nieczystość i korzystanie z dobrodziejstw studyjnej technologii w miejsce przepisowej surowizny – dla mnie jednak wszystko to świadczy o sile Ayat. Kiedy i czy w ogóle powstanie drugi album, czas pokaże, warto jednak dać szansę wznowionej właśnie debiutanckiej płycie Libańczyków, bo chociaż wbrew wytwórni nie nazwałbym jej „współczesną klasyką”, to i tak zawiera ona kawał ciekawej muzyki nie tylko dla poszukiwaczy ekstrem z egzotycznych zakątków globu.

Bartosz Cieślak 4,5