AUTOKRATOR – Autokrator (Third Eye Temple/Godz Ov War)

Określanie muzyki za pomocą słów często przybiera wymiar co najmniej kuriozalny. Weźmy pierwszy z brzegu przykład czyli moim zdaniem bzdurny termin (którym przyznaję bez bicia, często się posługuję) muzyka ekstremalna. Ktoś, chyba niespełna rozumu, ukuł to określenie by opisać muzykę, której nie rozumie, nie zna. Metalowcy bardzo chętnie podpięli się pod to hasło a wynika to moim zdaniem z chęci podkreślenia twardego i „męskiego” charakteru tej subkultury. Tyle, że jeśli 25 lat temu metal rzeczywiście był szokujący i ekstremalny to dziś jest już w większości tylko swego rodzaju kabaretem dziwadeł i określanie go tym mianem może budzić co najwyżej pusty śmiech. Metal jest dziś powszechnie akceptowalnym produktem, który pochłaniają konsumenci niczym szczególnym nie wyróżniający się na tle przeżuwaczy innych dóbr kultury. Dlatego też za bardzo cenne uważam te zespoły, które swoją muzyką są w stanie choć na chwilę wyrwać słuchacza z fotelowego marazmu. Autokrator to przykład kapeli, do której określenia ekstremalny i radykalny pasują doskonale a ich debiut to świetne lekarstwo na marazm i nudę.

Debiutancki album francuskiego (?) Autokrator to niebagatelna dawka muzyki trudnej i cholernie brudnej. Nie jest to zespół, który sprawdzi się nam jako zakąska do leniwego, słonecznego popołudnia z piwkiem w ręku. Właściwie to w kontakcie z muzyką Autokrator jakikolwiek udział środków zmieniających świadomość powinien być zakazany. W tym konkretnym przypadku to muzyka zmieni waszą świadomość. Zgniecie ją i zniszczy. Zacznijmy jednak od początku, gdyż o rzeczach trudnych wypadałoby mówić w sposób przystępny. Autokrator to muzyczne zespolenie cech, które sprawiają, że czuję się wytrącony z równowagi i przytłoczony. Zespół tworzy coś na kształt opętanej hybrydy industrialu z obskurnym death/black metalem i robi to tak, że przysłowiowe ciary przechodzą po plecach.Autokrator grafa

Nieco ponad pół godziny gruzu jaki serwują Francuzi to potężna dawka muzyki dzikiej i wulgarnej. Ten intensywny set przypomina oczywiście dokonania tak wielbionych twórców jak choćby Godflesh czy Immolation lecz jest tak naprawdę inny, bardziej dołujący i surowy. W muzyce tej hordy nie ma miejsca na wydumany humanizm, tu każdy dźwięk jest niczym zardzewiała igła, którą naćpany psychol wbija Wam w oko. Autentycznie kontakt ten nie należy do zdarzeń przyjemnych. Pisząc o aktach tak bardzo określonych przez narzuconą sobie wyrazistą formę jak Autokrator, dość szybko docieramy do ściany określeń boleśnie oczywistych. No cóż z tego, że to industrial? Cóż z tego, że death metal? Cóż z tego, że być możne nawet black? „Autokrator” to debiut, który sprawia, że ponury świat staje się jeszcze bardziej ponury. Ta płyta to nic innego jak podróż bez wyjścia przez płonące, pełne zagrożeń miasto…

Wiesław Czajkowski

Pięć