ATTOMICA – Attomica/Limits of Insanity/4 (Thrashing Madness)

Krakowski Thrashing Madness, kontynuując serię wykopaliskową, wyciągnął z niebytu dwa pierwsze albumy nieco zapomnianych brazylijskich thrashmetalowców Attomica, do kompletu dorzucając reedycję ostatniego albumu „4” z 2012 roku. Coś, co na pierwszy rzut oka wyglądało na średnio pasjonujące grzebanie w pachnącej naftaliną szafie metalowego antykwariusza, okazało się dla mnie radosną przejażdżką w świat thrashowych fantazji, który ominął mnie za młodu. Ale po kolei.

Wydana w 1987 debiutancka płyta „Attomica” uderza przede wszystkim słabą produkcją i skopanym miksem, co usłyszy każdy, kto słucha muzyki na studyjnycAttomicah słuchawkach, a nie głośnikach od laptopa. Nie powinno to dziwić nikogo, kto jako tako zna pierwsze nagrania Sepultury czy Holocausto, nie wspominając o rozczulającym debiucie Sextrash – takie czasy i takie okoliczności geopolityczne były, że żaden Phil Spector do studia nie zajrzał. Muzycznie Attomica wypada jak typowa solidna ówczesna druga liga – niby technicznie są lepsi niż Kreator czy Sodom byli na tym samym etapie, gitarzyści znają swój fach, ale z drugiej strony teutońscy wojownicy na swoich pierwszych albumach mordowali wyłącznie niszczącymi metalowymi hymnami, których na „Attomica” raczej niewiele… Ognia i surowizny jest tu jednak wystarczająco dużo, by każdy chory na wściekliznę thrasher znalazł tu coś dla siebie (4 punkty). Wydany dwa lata później „Limits of Insanity” to już zupełnie inna bajka. Techniczny, bardziej rozbudowany materiał nosi brzemię przerostu ambicji nad możliwościami, w dodatku na wokal wskakuje basista Andre Rod, produkując jLimitsedne z najbardziej irytujących wokali w historii gatunku, wliczając w to dokonania Toxik. Słychać wyraźny kompleks Sacred Reich, Vio-lence, a w warstwie wokalnej – nieszczęsnej gwiazdy porno z Anthrax. Rozbudowane kompozycje mają swój urok, a opozycja Attomica względem dyszącego coraz głośniej death metalu wydaje się dziś rozczulająca, ale sam materiał próbę czasu znosi dość średnio. (2,5 punkta).

Największym zaskoczeniem w tym zestawie jest dla mnie najnowszy album Attomica. „4” Po 27 latach od powstania należałoby się spodziewać raczej smutnego odcinania kuponów i totalnego wypalenia. Tym bardziej, że thrash metal jest z gruntu muzyką ludzi młodych, co dobitnie potwierdzają nowe al4bumy niegdysiejszych tytanów… Tymczasem Attomica nagrała swój najlepszy album. Wiem jak to brzmi, ale takie są fakty. Nie wiem, z czego to wynika – może brak gwiazdorskiego statusu i realnych profitów z grania nie zmusił zespołu do nagrywania rokrocznie coraz słabszych materiałów z byle czym? Gdziekolwiek upatrywać przyczyn, „4” zawiera wszystko, czego można się spodziewać po dobrym thrashowym albumie XXI wieku – doskonałe riffy, przemyślane, ale energetyczne kompozycje i pełen ekspresji, krzykliwy wokal. Dodatkowo, bodaj po raz pierwszy w historii Attomica, brzmienie nie podskakuje na wybojach. Głowa się kiwa, palce gonią za solówkami a domowe kapcie zmieniają się w wielkie białe adidasy – i jest pięknie (5 punktów).

Niby trudno tu mówić o jakimś spektakularnym przebiciu się do ekstraklasy, ale z prawdziwą radością odnotowuję fakt, że płyta kapeli powracającej z otchłani jest bardziej godna polecenia niż jej „klasyczne” dokonania (choć „Attomica” zasługuje na miejsce na półce). Kochani thrashmaniacy, nie musicie już oszukiwać się, że nowe płyty Exodus czy Heathen są „całkiem fajne”. Chłopcy z Brazylii przypomną wam, że thrash nie umarł, on tylko wkroczył w erę atomu.

Bartosz Cieślak