AT THE DRIVE-IN – in•ter a•li•a (Rise Records)

Nie wiem, czy ktokolwiek wyczekiwał tego powrotu, ale faktem jest, że jedni z najbardziej prominentnych artystów w świecie post-hardcore’a przypominają o sobie bardzo przyzwoitym wydawnictwem. Znacznie lepszym niż się spodziewałem i zaskakująco świeżym. O ile w kontekście takiego grania, wciąż można mówić o czymś błyskotliwym i rewidującym znaną formułę.

Po siedemnastu latach studyjnej przerwy i dwóch oficjalnych powrotach do życia, kwintet z El Paso wypuszcza swój czwarty i jak dotąd najwścieklejszy album, będący rozwinięciem pomysłów sprzed lat, aczkolwiek ubrany w nowoczesne brzmienie i ozdobiony dojrzałością. Panowie nie chcą ścigać się z młodszymi od siebie, nie chcą też wychodzić przed szereg (może poza wokalistą), wszak zrobili to w 2000 roku, kiedy świat oszalał na ich punkcie (zamiast Rival Schools) i razem z Refused odmienili oblicze punka. Obecnie, At The Drive-In gra znacznie mniej chaotycznie, ale ekspresja, jaka towarzyszy tym jedenastu kompozycjom, nie ustępuje poprzednim materiałom, a metaforyczny wgląd na bieżące utrapienia ludzkości (rząd, wykorzystywanie seksualne, pedofilia, zagrożenia biologiczne, dystopijna wizja świata) czyni z „in•ter a•li•a” materiał godny uwagi przede wszystkim ze względu na bogatą zawartość tekstową.

Muzycznie panowie żonglują sprawdzonymi patentami, dbają o melodię (zerkają to w stronę emo, to w kierunku bardziej groove rockowo/metalowego grania), ale przede wszystkim, kładą nacisk na solidny rytm i zabawę słowem Cedricka. W szeregach doszło do kilku zmian, nowe twarze z post-hardcore’owej Sparty dodały nieco ciężaru, a w nośnych, niemal popowych partiach funkowego feelingu, przez co mniej obeznani z twórczością grupy nie odczują roszad. Wielbiciele Jima Warda będą zasmuceni, gdyż druga reinkarnacja At The Drive-In nie była mu potrzebna, dlatego jego miejsce zastąpił kolega Keeley Davis. Swoją drogą, kiedy doszło do rozłamu na Spartę i The Mars Volta, nikt nie przypuszczał, że w pewnym sensie te grupy będą się uzupełniać – nie personalnie, co kompozycyjnie, czego najlepszym przykładem jest „in•ter a•li•a”.At The Drive-In

Czy czwarty album gigantów post-hardcore’a ma swoje słabe momenty? Z punktu widzenia młodego słuchacza, jest to rzecz zbyt wymagająca i trochę jednowymiarowa (zwłaszcza w szybkich kompozycjach) i trochę na siłę ugrzeczniona. Dla bardziej wyrafinowanego odbiorcy, który woli smutny sos a’la Quicksand i ciężar zawarty w słowie nie w breakdownach i łamańcach, kolejna podróż z At the Drive-In będzie ekscytująca, ale tylko do momentu, w którym uświadomimy sobie, że ten powrót tak naprawdę nie był potrzebny. Swoje nagrali i za to im chwała. Pomijając takie trochę nostalgiczne myślenie, biorę ten album za dobrą monetę i prognozę na przyszłość. Nie powiedzieli ostatniego słowa, nadal chce im się grać ostro, budzić kontrowersje i mieszać style, a to po czterdziestce wcale nie przychodzi tak łatwo. Jeśli wczujemy się w trochę niepokojący klimat (teksty) z dość skoczną i nośną bazą (muzyka), okaże się, że Ci którzy widzieli ich na Open’er Festival rok temu, wygrali życie.

Grzegorz Pindor

Cztery i pół