ASPHYX – Incoming Death (Century Media)

Nie wiem czy też tak odczuwacie, ale duża część młodych zespołów death metalowych strasznie, ale to po prostu wręcz gargantuicznie, śmieszy. Nie to żebym uważał, że ta młoda scena jest zła. Co to, to nie, ale 99% procent nowych, zorientowanych na old school składów nie potrafi wiele więcej niż poprawne, ba, nawet bardzo umiejętne odegranie utworów skomponowanych pod trend. A gdzie death metalowy, cuchnący grobem feeling?! Tego się podrobić nie da. I diabłu dzięki, bo ciągle są takie zespoły jak Asphyx, który wraz z „Incoming Death” prezentuje całkiem wysoką formę. Włos już siwy, lat na karku coraz więcej, a stateczni Panowie walą w pysk materiałem, który kipi młodzieńczą werwą… Cóż z tego, że działo czasem strzeli ślepakiem gdy maszyna wojenna ciągle pracuje… 

Kariera Asphyx pełna jest wzlotów, upadków, ciągłych wznowień i zawieszeń aktywności zespołu tak, że wiele razy można się było solidnie zastanawiać nad faktem czy zespół jeszcze gra czy może już odszedł w niebyt. Ale wszystko to nic. Historie bez znaczenia, które do istoty badanego obiektu nie wnoszą za wiele a prawdopodobnie nawet nic. Asphyx gdy tylko ma na to ochotę, „powraca” z absolutnie korzennym, death metalowym wyziewem, który nigdy nie schodzi poniżej pewnego poziomu a praktycznie zawsze daje nam 200% old schoolowego metalu prosto z grobowej krypty.

„Incoming Death” przy pierwszym zeń kontakcie odebrałem bardzo entuzjastycznie. Kopara opadła, a nieliczne zęby posypały się po świeżo wypastowanej podłodze. No i właściwie mógłbym w tym stanie trwać nadal. Rozwodzić się nad agresywnym, w prosty, wulgarny sposób początkiem płyty. Ślinić się w powolnym, doom’owym rytmie gdy płyta dojrzewa ku ostatnim taktom. Bo tak! To jest świetny materiał. Nasycony feelingiem starej szkoły tak, że już bardziej nie można. Tyle, że nie do końca umiem tak po prostu w muzyce zatracić się bez reszty, a Asphyx wcale mi tego nie ułatwia. Owszem, biją po pysku aż robi się naprawdę miło, ale czasem jakby trochę tracili orientację i, mam takie wrażenie, że „Incoming Death” mogłoby być materiałem jeszcze lepszym.Asphyx band

W czym rzecz? Może to tylko subiektywne odczucie, ale pierwsze kompozycje, którymi Asphyx wita słuchacza wydają mi się być zrobione lekko na odpierdol. Wiem, ten zespół nigdy nie grał blastów i nie wgniatał w ziemię strzałem w tempie błyskawicy, ale i nie o to zamierzam kruszyć kopię. Agresja, wkurwione rytmy, na samym początku płyty wydają mi się być pozbawione emocji. Brzmi to trochę tak jakby zespół zaplanował sobie, że początek albumu ma być z większą werwą a finał tonąć w ciężarach, tyle, że gdy przyszło do realizacji, nie bardzo było wiadomo co z tym fantem zrobić. Może czepiam się na wyrost, wszak – powtórzę po raz kolejny – jest to naprawdę dobra płyta.

Mimo wszystko, uważam jednak, że Asphyx było dziś stać na materiał lepszy. Mniej więcej od połowy album ten to tak esencjonalny, death-doom’owy kolos, że aż ciary przechodzą po plecach. Chciałoby się rzec: dajcie sobie spokój z kombinowaniem, ale przecież i w tych szybkich fragmentach zespół obronić się potrafi (patrz numer tytułowy). „Incoming Death” to kawałek niezłego materiału szkoleniowego dla wszystkich tych, którzy marzą o szybkiej karierze prawdziwego old schoolowca no i do tego po prostu dobra płyta nagrana przez ekipę starych wyjadaczy. A to, że chwilami brak jej trochę wyrazistości to tylko moje odczucie.

Wiesław Czajkowski

Cztery i pół