ASKING ALEXANDRIA – The Black (Sumerian Records)

Nawet bez słuchania tego albumu, wiedziałbym, że Asking Alexandria wyraźnie się pogubiła, a sprawcą zamieszania jest, a raczej był, jeden z najlepszych wokalistów młodego pokolenia, Danny Worsnop. Była twarz międzynarodowej gwiazdy metalcore’a wyniosła formację na wyżyny, zapewniając jej uznanie u słuchaczy na co dzień stroniących od podobnych dźwięków. Hard rockowe inklinacje w twórczości podopiecznych Sumerian Records pozwalały wierzyć, że jest przed nimi coś więcej niż tylko kariera wśród nastolatek i wraz z odejściem „faceta po przejściach”, bój o lepszy byt i pozycję na rynku muzycznym został niestety przegrany z kretesem. Czemuż to? Ano, z dość prostej przyczyny – unikalny głos zastąpiono li tylko wściekłym rykiem Denisa Shaforostova z Make Me Famous i tak oto panowie wykonali kilka kroków wstecz, przywracając do żywych brutalno-cukierkową formułę utworów, za co serdecznie im nie dziękuję.

Przyznam jednak, że raptem dwa lata młodszy od Wornsopa Shaforostov przynajmniej w kwestii charyzmy na scenie dorównuje Danny’emu, podobnie jeśli chodzi o growle i screamy, ale śpiewać, a tym bardziej, jak to się mówi, chwytać za serducho – ni cholery. I tu upatruję fiaska „The Black”, dzieła produkcyjnie doskonałego, ale kompozycyjnie i pod względem aranży cofającego grupę do swoich początków. Ponadto, panowie wyraźnie odżegnują się od heavy metalowych wpływów, dzięki czemu słuchacz otrzymuje podręcznikową, niestrawną i zdecydowanie kierowaną do nastolatków papkę, będącą miksturą absolutnie wszystkiego co obecnie najgorsze; brakuje jedynie silenia się na stadionowe refreny a’la Linkin Park (a są zespoły-kopie, którym to wychodzi).

Obrońcy zespołu zarzucą mi, że przecież Denis potrafi śpiewać, a schemat brutalna zwrotka – słodki refren – wyciszenie – breakdown, to przecież dobry, sprawdzony patent, za który warto się pokroić. Dziesięć lat temu owszem, dziś nie robi to ani wrażenia, ani tym bardziej nie zachęca kolejnego pokolenia do sięgnięcia po nowy album danej grupy. Zresztą, ten ostatni krążek z Worsnopem też miał słabe momenty, zwłaszcza kiedy panowie spuszczali ze smyczy swoje stricte metalcore’owe pomysły i dlatego po „From Fear To Destiny” stacjonująca w Londynie ekipa powinna się zwyczajnie, dla dobra ogółu rozpaść.AA

„The Black” niestety, nie oferuje niczego, czego bym już nie słyszał, nie odczarowuje wizerunku zespołu ani tym bardziej nie pokazuje, że bez tak charakterystycznego głosu można kontynuować swoją karierę. Tym, którym jest obojętne kto stoi u nich za mikrofonem, bez względu na to, czy panowie niebezpiecznie zbliżają się do Hollywood Undead („The Lost Souls”) czy puszczają oko do poprzedniej formacji swojego nowego wokalisty, album rzeczywiście może się podobać. Nie brakuje tu melodii a i pierwiastek typowego dla gatunku wkurwienia został zachowany. Tylko, to już nie dość, że było, ale zostało przemielone przez Bena Bruce’a i spółkę na poprzednich płytach. Nie pomagają balladowe zapędy („Gone”, „Send me Home”) i co rusz ujawniające się smyczki. Wbrew opiniom pismaków z zagranicznych mediów, panowie polegli w starciu z własnym dorobkiem. Tyle w temacie.

Grzegorz „Chain” Pindor

Dwa