ARRM/LONKER SEE – Split (Instant Classic)

Kiedy piszę ten tekst, jesteśmy kilka godzin po gali Oscarów. Nie to, żebym zarwał nockę oglądając – niespecjalnie mnie to interesuje, ale słucham splitu ARRM/Lonker See i wyświetlają mi się w głowie przeróżne obrazy, także te filmowe. Kiedy ARRM przemierza pełne peyotlu północnoamerykańskie pustynie (specyficzny rodzaj napięcia – jak w „To nie jest kraj dla starych ludzi”), Lonker See dryfuje po orbicie okołoziemskiej proponując smakowite połączenie space rocka i hałaśliwego jazzu. A wszystko to w Polsce – w Sosnowcu i Trójmieście. Co nie powinno nikogo dziwić. Poza redakcją Teraz Rocka, oczywiście.

Ale opuśćmy już świat, w którym rządzi Metallica i Kult, i przejdźmy do konkretów. Jeżeli ktoś słyszał debiutanckie albumy ARRM i Lonker See, nie będzie tym splitem zaskoczony. Oba zespoły rozwijają znaną wcześniej formułę. „Brightblack Journey”, 20-minutowa kompozycja ARRM to leniwie snuta, powoli rozkręcająca się opowieść, w której główną rolę grają ambientowe klawisze i oszczędne gitarowe partie. I znowu, jak na wydanym parę miesięcy temu „ARRM”, jest bardzo sennie i ascetycznie; znowu mamy charakterystyczną, rozedrganą gitar, która hipnotyzuje, chociaż nie nudzi. Bardzo przyjemne rozwinięcie klimatów z debiutanckiej płyty. Jestem sobie w stanie wyobrazić, że właśnie tak brzmiałyby tamte kompozycje po rozwinięciu do 20 minut.copyright MACIEJ MUTWIL

W muzyce Lonker See pobrzmiewają podobne wibracje. Wspólnym mianownikiem jest trans i szeroko pojęta psychodelia, ale w przypadku grupy z północnej Polski dochodzi nam jazz, który wprowadza element chaosu i buduje zupełnie inny rodzaj napięcia. O ile w kompozycji ARRM mieliśmy do czynienia z typową „ciszą przed burzą”, tak w „New Motive Power” burza już nadeszła i czekamy, aż nam piorun rozpieprzy chałupę. Jest głośno, momentami aż kakofonicznie i tylko gitarowy motyw trzyma wszystko w kupie – przez pierwsze 10 minut, bo potem gaśnie i zostaje sam jazz, żeby nie powiedzieć free-jazz. Saksofon Gadeckiego robi robotę.LS

I tak mija blisko 40 minut, które może być kolejnym argumentem dla tych, którzy są zdania, że polska muzyka jest w rozkwicie. Wielkie oczekiwania wiązały się z tym splitem – bo przecież i ARRM, i Lonker See już zdążyły wyrobić sobie markę na rodzimej scenie – i oczekiwania te udało się spełnić. Bo to dobra płyta. Kolejne dokonania obu zespołów – już solowe, jak sądzę – można brać w ciemno.

Paweł Drabarek

Zdjęcia: Maciej Mutwil (ARRM)/Marcin Pawłowski (Lonker See)

Pięć i pół