ARMS – Blunk Alchemy

Ostatnia dziesięciolatka przyniosła takie zatrzęsienie zespołów ze sceny freak/post – hc, że szansa na ogarnięcie chociaż części tego nieustannie ewoluującego środowiska jest z góry skazana na porażkę. Dlatego uwagę zwraca się na zespoły, które intrygują i wybijają się ponad stawkę jakimś drobnym nawet elementem. Arms urzekli mnie tym, że swoją muzykę zamykają w zaledwie kilkudziesięcio – najwyżej dwuminutowych pigułach hałasu, co w tej niszy nie jest zbyt oczywiste.

 

Pochodzący z Orlando Arms w zasadzie nie jest specjalnie oryginalny. Główną cechą muzyki zespołu jest wieczne rozchwianie i poszatkowanie dźwięków a z drugiej wykorzystanie naturalnych przesterów gitarowych, przez co muzyka wydaje się być w kilku miejscach nieco bardziej przestrzenna. Reszta to maniakalne łamanie metrum i wykrzywianie harmonii na wszystkie możliwe i niemożliwe sposoby. Momentami muzyka Arms brzmi jak paranoiczna zabawa w wydobywanie co raz to nowych dźwięków, w zupełnym oderwaniu od kompozycji. Trudno zresztą mówić o kompozycji w kontekście minutowych, poszarpanych piguł hałasu. Od czasu do czasu grupa wpada w niemal katatoniczne zawieszenia („Index”) i próbuje bardziej rozbudowanych formalnie kompozycji w tylu „Grain”, gdzie obok twardych, poszatkowanych riffów mamy jakieś kosmiczne odjazdy bardzo przestrzennie zarejestrowanej gitary. Ideałem zespołowego chaosu (hałasu?) jest zapewne „Graph”, bo udało się tu upakować matematykę, noise ale i nieco awangardowych dysonansów. Co ciekawe, najdłuższy na płycie, trzyminutowy „Ambix” jest w zasadzie niby – filmowym, „horrorowatym” przerywnikiem.

Trudno po lekturze „Blunk Alchemy” czuć coś więcej niż ból głowy. Doceniam umiejętności w kreowaniu paranoicznych dźwięków, jednak przyznać trzeba, że zapamiętanie któregoś z kawałków jest niezwykle trudne. Niestety, do wyrazistości chociażby Dillinger Escape Plan jeszcze daleko, choć jakieś tam szanse na coś więcej istnieją. Problem w tym, że Arms, zapewne wzorem setek innych zespołów, zanim dojdą do wniosku, że łamać też trzeba z sensem, zdążą się rozpaść.

 

Arek Lerch