ARCKANUM „Helvitismyrkr” (Season Of Mist)

Kolejny rok i kolejny album Arckanum gotowy do tego, by poczynić zniszczenie w moich zwojach mózgowych. Całkiem niedawno wybrzmiały ostatnie akordy bardzo dobrego w moim mniemaniu „Sviga Lae” a tu dość, przyznam szczerze, niespodziewanie okazuje się, że Arckanum nie zwalnia morderczego tempa i zapowiada premierę następnego dzieła. Zanim się spostrzegłem, nastał dzień 16 września i światło dzienne ujrzał kolejny bękart Shamaatae zatytułowany  „Helvitismyrkr”…

Gdy tylko z głośnika zaczęły sączyć się pierwsze, zatrute dźwięki „Helvitt” przypomniałem sobie dlaczego uważam Arckanum za jedno z najważniejszych zjawisk w black metalu ostatniej dekady. Jak się dobrze zastanowić, to jakoś nie przychodzi mi do głowy inna formacja tak wspaniale nawiązująca w swej muzyce do black metalowej klasyki z początku lat 90. Jednak to nie tylko powiązania z brzmieniem Burzum czy Darkthrone czynią ten twór wyjątkowym. Przede wszystkim jest to muzyka pełna pasji i niesamowitej atmosfery. Słuchając nowego dzieła Arckanum poczujecie na własnej skórze, co znaczy zimno, niemoc i strach. Black metal według Shamaatae to muzyka na wskroś zła, w której nie ma miejsca na jakiekolwiek pozytywne odczucia.

Dlaczego tak dużo miejsca poświęcam atmosferze tej płyty? Otóż gdy spróbujemy przyjrzeć się muzyce od strony technicznej czy brzmieniowej to Arckanum nie prezentuje przecież niczego szczególnego. Ot, prymitywny, prosty black metal nie pozbawiony ciężkiego kopa i agresji. Gdy do klasycznej formy dźwiękowej dołożymy bezgraniczne oddanie czarnej sztuce otrzymamy muzykę wyjątkową; taką jak ta zawarta na „Helvitismyrkr”.

Arckanum w porównaniu do poprzedniej płyty trochę modyfikuje swój styl. Gitary jak na tak proste w sumie granie aranżowane są coraz gęściej co czyni muzykę  bardziej brutalną i dołującą.

Shamaatae po raz kolejny udowadnia, że w temacie black metalowej surowizny jeszcze długo nikt nie będzie w stanie zaszkodzić jego pozycji. Właściwie od czasu „Antikosoms” Arckanum dumnie kroczy na czele pochodu potępionych, czarnych dusz i „Helvitismykr” tylko potwierdza to, co piszę. Można zastanawiać się nad tym, kiedy Arckanum zacznie zjadać własny ogon i złapie zadyszkę od tego zawrotnego tempa i wydawania co rok długogrającej płyty z premierowym materiałem. Jak dla mnie, każdy kolejny album tego zespołu na jakimś subtelnym ledwo uchwytnym poziomie różni się od poprzednika, dzięki czemu fanom zespołu nuda nie grozi.

„Helvitismykr” to rzecz, której pominąć nie mogą wszyscy zdeklarowani kultowcy i „prawdziwi” czciciele ulubionej muzyki Rogatego. Płyta dla maniaków black metalu… tylko tyle i aż tyle…

Wiesław Czajkowski 4,5