ANUS MAGULO – Chain Erection (RedRum666)

Granie grind core’a to w naszym kraju zajęcie bardzo niewdzięczne. Nie wiedzieć czemu aktywność fanów tego gatunku ogranicza się jedynie do ściągania płyt z sieci i ględzenia na forach jak to jest źle. Widać to bardzo dobrze w chwili, gdy ktoś spróbuje zorganizować u nas stricte grind’owy koncert – praktycznie klapa murowana. Nie zamierzam jednak wylewać tu swoich frustracji, lecz napisać parę konkretnych słów w temacie debiutanckiego krążka warszawskiej formacji Anus Magulo. Kilka słów na temat dobrego krążka…

Grind  według Anus Magulo to muzyka na wysokim poziomie; warszawiacy od pierwszych sekund zapodają muzę po prostu wgniatającą w fotel. Dość prosta, gitarowa rzeź w wydaniu tego zespołu przypadnie do gustu wszystkim maniakom sceny białostockiej (Dead Infection, Squash Bowels, Neurophatia…) jednak nie ma mowy o kopiowaniu kogokolwiek. Anus Magulo bardzo dobrze rozumie granice między słowami inspiracja a kalka i w miarę możliwości nadaje muzyce własny styl. Podstawą jest tu mocny, gitarowy łomot, zagrany z polotem i dużą dawką energii. Dobre wrażenie robi też brzmienie, które jest zasługą warszawskiego DBX studio. Materiał ma moc i ciężar a jednocześnie, jak na grind, pozostaje całkiem czytelny. Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić to moim zdaniem przydałoby się lekko urozmaicić partie wokalne, bo prawdę mówiąc, dominujący „świński” wokal może trochę nudzić. Wprawdzie wokalista stara się w kilku utworach podejść do swojej pracy z większym rozmachem, ale przydałoby się pójść jeszcze krok dalej…  Anus Magulo udała się dość trudna sztuka nagrania klasycznego, grind’owego materiału, który w sferze muzycznej jest całkiem zróżnicowany. Dużą rolę odgrywają w tym sample, których sporo znalazło się na „Chain Erection”. Wstawki z różnych mniej i bardziej romantycznych produkcji filmowych doskonale wpasowują się w materiał i dzięki tym chwilom oddechu dominujący, gitarowy atak kopie jeszcze mocniej. Jeśli chodzi o grę gitar to jak na grind również dużo się dzieje – a to błyśnie fajny riff w innym kawałku znowu lekko odbiegająca od sztampy aranżacja. Generalnie nie ma tu miejsca na nudę. Skoro napisałem o samplach, nie mogę pominąć również tytułów utworów, dzięki którym uśmiałem się po prostu do łez. W warstwie lirycznej mamy do czynienia z całą gamą absurdalnych żartów i wielkie brawa należą się zespołowi za takie kompozycje jak choćby „Sraczka” czy „Mormon Pt I”. Zdrowy dystans do własnej twórczości to podstawa.

Mimo tego, że materiał na „Chain Erection” nie jest tak do końca premierowy (większość ukazała się już na demo „Octopussy”), jest to w moim odczuciu najlepsza w tym roku, grind’owa propozycja, jakiej miałem okazję i patologiczną przyjemność słuchać.

Wiesław Czajkowski 4,5