ANOHNI – Hopelessness (Rough Trade/Sonic)

Transseksualny punk na elektronicznych resorach czyli zaangażowana płyta niegdysiejszego lidera Antony and the Johnsons, tutaj występującego pod pseudonimem Anohni. Zmiana orientacji (jak zwał tak zwał…) oraz współpraca z Hudsonem Mohawke i Oneohtrix Point Never doprowadziły do powstania zestawu „Hopelessness”. Abstrahując od prywatnych zakrętów i rzucenia się na głębokie wody czystej elektroniki, powstał bardzo ciekawy i wciągający, a przy tym całkiem taneczny materiał.

Nie do końca rozumiem, skąd ta moda wśród rockmanów. Najpierw przemiana Keitha Caputo, szefa Life of Agony, w Minę, potem wielkie zmiany u Thomasa Gabela (Against Me!), dzisiaj znanego jako Laura Jane Grace, teraz Antony Hegarty. Nie jest to jednak dywagacja o meandrach orientacji seksualnych a recenzja płyty „Hopelessness”, skupiamy się zatem na muzyce.

Przede wszystkim – wymiana instrumentarium. Płyta została zarejestrowana tylko i wyłącznie w oparciu o instrumenty klawiszowe czy samplery, jednak myślenie o kompozycji pozostało w zasadzie rockowe. Zatem całość brzmi mocno, zdecydowana rytmika trzyma za ryj melodie a głos Anohni fajnie komponuje się z podkładami. Wszystko jest przemyślane a przede wszystkim – zróżnicowane, przez co nie będziemy się nudzić a raczej szukać w tym gąszczu ciekawych brzmień i elektronicznych faktur. A jak ktoś lubi poskakać – tanecznych bitów (ale bardzo dobrze skonstruowanych) jest tu sporo, za co odpowiadają specjaliści od tego typu produkcji czyli wspomniany Hudson Mohawke i Oneothrix Point Never. Co ciekawe, tematyka, w odróżnieniu od tego co działo się na płytach Antony and the Johnsons (stękania o samotności…), jest mocno, hmmm, punkowa. Śpiewa się i o dronach, śmierci, niebezpiecznych zabawach z klimatem a  także o coraz większej inwigilacji i kontroli. Wypisz wymaluj, czekamy na dezerterowe rytmy i zgrzytającą gitarę. A dostajemy co najwyżej eksperymentalny hip – hop i ambitny pop. Znak czasów zapewne, na szczęście, płyta to efekt bardzo inteligentnej zabawy konwencjami, dzięki czemu mamy do czynienia z ambitną muzyką, w dodatku tak nagraną, że po chwili zapominamy o braku tzw. żywych instrumentów… anohni03a1_by_alice_omalley

Może nie ma tu ewidentnych hitów, ale jeśli chcemy poczuć mrowienie, zapraszam do lektury „4 Degrees”” – żar w głosie, mocne nasycenie emocjonalne i ciut za duży patos robią swoje. W sumie to moja ulubiona kompozycja na tej płycie. Tu właśnie wychodzi rockowe traktowanie synth popowej powierzchowności muzycznej „Hopelessness” – jest to oczywiście balansowanie po krawędzi, bo gdyby artyst(k)a nie zdecydowała się na mocne zaakcentowanie strony rytmicznej i dość twardą produkcję (momentami te wszystkie plastiki stają się zaskakująco szorstkie…), muzyka mogłaby być zbyt mdła – w tej ostatniej kategorii rządzi niepotrzebny na płycie „Violent Men”, który mógłby z drugiej części krążka spokojnie wylecieć. Mamy tu za to fajny dark synth w postaci „Obama” a ci co lubią jak elektronika i odpowiednie subbasy walą po ryju, z wypiekami posłuchają „Why Did You Separate Me From The Earth”.  To tylko wyciąg z płyty, która jawi się jako nieźle upichcony kawał niezłej muzyki. W sumie słuchając tych nagrań, zastanawiałem się, dlaczego artyst(k)a zdecydowała się na nagranie muzyki z użyciem li tylko elektroniki, skoro całość ma mocno rockowy posmak. Na pewno nie chodziło o oszczędności i ukrycie braków kompozycyjnych, bo akurat muzyczno/melodyczny potencjał jest bardzo duży.

W każdym razie – jeśli lubicie inteligentną elektronikę, mocny przekaz i odpowiednio zaawansowane dłubanie producentów w warstwie aranżacyjnej, „Hopelessness” przyniesie parę mroczno/miłych chwil.

Arek Lerch

Cztery i pół