ANIMALS AS LEADERS – The Joy of Motion (Prosthetic)

Zwierzyniec Tosi’ego Abasi lideruje dzisiaj tym, których metal zmęczył, ale nie potrafią bez niego żyć. Z zazdrością łypią na jazz, ale nudzi ich on jako zbiór zakochanych w sobie dźwięków, które nigdy nie szczytują. Wśród nas już trzecia odsłona nadziei tej bardziej kumatej części ludzkości.

„The Joy of Motion” to plac zabaw muzyką, hołd złożony rytmowi. Pod tym względem nowe dzieło cudownego dziecka gitary nie różni się od swoich poprzedników. Kolorowe huśtawki, karuzele, trochę dyskretnego, męskiego potu na drążkach do podciągania. Jeśli jest tu jazz, to kręci się wokół jazzopodobnych Bella Fleck & The Flecktones czy Alana Holdswortha, swobodnie zaprzęgniętych do powozu ciągniętego przez mamuta-akrobatę. Kiedyś krzyczelibyśmy Meshuggah!, dzisiaj ja z podziwem, inni z obojętnością przytoczylibyśmy przykłady Tesseract i Periphery.Animals Band

Nie sposób do czegoś się tutaj przyczepić. Dehumanizacja muzyki poprzez kosmiczną mechanizację rytmu i implementację elektroniki? Rezygnacja z opowiadania na rzecz zapisu błyskotliwych dźwięków? Istotnie, warsztat i pomysł na aranżację wypełniają cały świat Animalsów. Ich muzyczne uniwersum złożone jest z szeregu doskonałych i doskonale do siebie pasujących, morderczo precyzyjnie zaprojektowanych bytów. Ów perfekcjonizm nie przynosi tak oczywistych w swym wyrazie manifestacji uczuć i kulminacji tychże, jak zdarzało się to w czasach gdy metalowi herosi nosili białe adidasy (np. Jason Becker w „Altitudes”). Jednak Abasi w przeciwieństwie do Beckera i tabunów hair-gitarzystów nie wypełnia metalowej czy parajazzowej formy tylko dźwiękami lecz tę formę buduje od podstaw. A proces to złożony, w którym rwąca serce melodia ma prawo utknąć gdzieś w limbus puerorum, gdy nasz czarny koleżka zajęty jest akurat majstrowaniem przy czasołamaczu.

Myślę, że bijąca z muzyki Animals As Leaders afirmacja ciągłego ruchu, życia, muzyki nie potrzebuje wyczekiwanych, staromodnych kulminacji, będąc (wystarczającą) wartością samą w sobie. Dla takiego dziada jak ja, ciągły ruch bywa męczący, chciałoby się rzec – wręcz szkodliwy, ale dla młodzieży? Ci zawsze znajdą sobie coś do roboty.

Kuba Kolan

Cztery i pół