ANCIENT VVISDOM – Deathlike (Prosthetic)

Jeśli zespół debiutuje splitem z Charlesem Mansonem a w składzie ma dwóch byłych muzyków Integrity, trudno spodziewać się czegoś innego niż brutalnego, hardcore’owego brzmienia. Otóż Ancient VVisdom nie gra ani hardcore’a, ani metalu, ale muzyka Amerykanów mieści się w pojęciu ciężkiego grania, ze względu na nastrój. To wyjątkowo udane połączenie blues rocka, country i neo-folku z elektryczną gitarą, wyraźną sekcją rytmiczną i melodyjnymi wokalami. Nad całością unosi się demoniczna aura i gęsty dym. W procesie powstawania tych ballad rogaty z pewnością nie szczędził muzykom natchnienia.

Pierwszy album AVV „A Godlike Inferno” wywołał w 2011 zachwyt, na który z całą pewnością zasługiwał. Na luty 2013 ustalono premierę jego następcy, który także nie zawodzi. „Deathlike” to dwanaście nowych, stonowanych i utrzymanych w lirycznej atmosferze kompozycji, które wpadają w ucho tak szybko, jak te z poprzedniej płyty i posiadają podobny ładunek emocji i mroku. Akustyczna gitara prowadzi dialog z elektryczną siostrą, bębny i instrumenty perkusyjne dostarczają pierwotnych rytmów, a zawodzące wokale nadają tym piosenkom niepowtarzalny klimat psychodelicznej hipnozy. Prawdopodobnie w tych dźwiękach można doszukać się wspólnych elementów z twórczością Alice In Chains, Death In June czy Sol Invictus, ale to tylko luźne skojarzenia.

Choć na płycie jest kilka zupełnie spokojnych, akustycznych kawałków, to jednak te bardziej hałaśliwe, z wyraźnymi bębnami i gitarami należą do najmocniejszych. Takie diabelskie szanty jak „Rebirth”, „Far Beyond Good & Evil”, „Death Or Victory” czy „Waiting To Die” to jedne z najlepszych piosenek, jakie wyszły do tej pory spod pióra nawiedzonego, teksańskiego kwintetu. Melodie, choć proste czy wręcz banalne, zapadają w pamięć, niewolą umysł. Nie sposób się od nich uwolnić, jeśli raz łyknie się przynętę.

Ancient VVisdom to zespół, który znalazł dla siebie niszę. Swoim brzmieniem nie zachwyci mainstreamowej publiki, nie zmieni trendów panujących w rocku, ale konsekwentnie buduje własną markę, co zaowocowało choćby trasami z Ghost czy Enslaved. Nie ma po prostu drugiego takiego zespołu i drugiej takiej płyty jak „Deathlike”.

Adam Drzewucki

Pięć