AMON – Liar in Wait

Nazwa tego zespołu bardzo słusznie wydaje się Wam znajoma. Tak, to właśnie TEN Amon, w którym pierwsze, death metalowe kroki stawiała ekipa znana później jako Deicide. O tym co działo się wokół zespołu nikomu przypominać nie trzeba. Niesforni panowie H. przywracając do życia formację Amon pokazują panu B. iż nie gęsi i swój death metal mają. „Liar in Wait” jest albumem bardzo solidnym, ale mimo wszystko przewidywalnym…

Trochę dziwnym wydawać się może fakt, że jak do tej pory panowie H. nie znaleźli labelu chętnego, by wspierać swoją marką tworzone przez nich dźwięki. Cóż, widocznie układy i układziki rządzą również światem metalu po drugiej stronie Wielkiej Wody…

Zajmijmy się jednak muzyką, bo mimo przewidywalności, o której pisałem wyżej, Amon prezentuje się naprawdę z dobrej, mocnej strony. Myślę, że nie należy traktować „Liar in Wait” jako kontynuacji tego, co zespół stworzył w latach 80-tych; inne czasy, standardy brzmieniowe, po prostu inna muzyka. Amon pozostaje wierny brutalnej szkole technicznego death metalu (trudno było spodziewać się, że będzie inaczej), który czerpie z klasyki gatunku (co również dziwić nikogo nie będzie). Mimo tego, że panowie H. z pewnością chcieliby odciąć się od porównań do zespołu, który jeszcze niedawno współtworzyli, takowe konfrontacje są nieuniknione. Dzieje się tak w głównej mierze dlatego, że muzyka jaką pokazał Amon na „Liar in Wait” nie jest tak bardzo odległa od tego, czym na ostatnich płytach uraczył nas (już bez panów H. w składzie) Deicide. Nie będę oceniał, które dźwięki podobają mi się bardziej, bo w mojej ocenie obie grupy prezentują dziś podobny poziom. Solidny, profesjonalny, rzemieślniczy death metal. To właśnie nieznośny smrodek bardzo dopracowanego, ale jednak rzemiosła sprawia, że nie jestem w stanie pokłonić się przed tą płytą. Owszem, „Liar in Wait” to cała masa doskonałych, brutalnych riffów, sporo świetnych, technicznych solówek i zmieniających się niczym obrazki w kalejdoskopie temp, ale wszystko jest po prostu niczym innym jak wykalkulowanym produktem powstałym w death metalowym zakładzie produkcyjnym panów H. Na „Liar in Wait” próżno szukać tej opętanej, bluźnierczej furii jaką nacechowane były riffy tworzone przez nich we wczesnych latach 90-tych. To se ne vrati… Można nad tym ubolewać, ale można też przyjąć „Liar in Wait” z całym dobrodziejstwem muzycznego inwentarza – jeśli podejdziemy do tego albumu bez nadmiernie wyśrubowanych oczekiwań materiał ten potrafi całkiem nieźle sponiewierać. Oprócz wspomnianej, stojącej na wysokim poziomie warstwy instrumentalnej moją uwagę zwróciła też unosząca się nad płytą mroczna, lekko orientalna atmosfera, dzięki której brutalny death wyziew nabiera ciekawszej, pełniejszej barwy.

„Liar in Wait” to solidny kawał death metalowego mięcha wykrojony w sposób, którego można się było po Amon spodziewać, ale mimo wszystko całkiem smakowity. Warto odnotować, że panowie H. wreszcie pokazali światu pełny obraz swojej twórczości, bowiem myślałem już, że prędzej się zestarzeję niż usłyszę jakieś premierowe dźwięki z tego obozu. „Liar in Wait” to dzieło nie-wybitne, ale po prostu dobre. Płyta dla maniaków death metalu i tyle, czekamy na dalszy rozwój sytuacji…

 

Wiesław Czajkowski