AMERICAN HERITAGE – Sedentary (Solar Flare Records)

Chicagowski American Heritage (swoją drogą – co za durna i pretensjonalna nazwa…) na fejsbukowym profilu za swoje inspiracje podaje min. Whitney Houston i Toma Cruise’a. Jawna kpina stoi jednak w opozycji do całkiem poważnej i ciekawej muzyki. Album „Sedentary” miał swoją premierę w ubiegłym roku, jednak przy okazji tegorocznej, winylowej reedycji, postanowiłem wspomnieć o nim w kilku słowach…

 

Hardcore niejedno ma imię – to idealna reklama tej płyty. Mocny, metalowo gęsty i emocjonalnie duszny hard core, zagrany ze swadą i dbałością o odpowiednie zróżnicowanie. Czego chcieć więcej? American Heritage nie stroni od klasycznych, szybkich ciosów, choć potrafi je bardzo sprawnie ożenić z łamańcami po mathcore’owej linii („City of God”). Najciekawszej ewolucji ulegają tu partie gitar – zespół zagęszcza je w najlepszej, death’owej tradycji, nerwowo łącząc otwarte riffy z gęstym kostkowaniem, ale dba też o to, by w obrębie aranżacji działo się jak najwięcej. Wychodząc od szybkiego hc, przelatuje przez d – beat („Chaotic Obliteration”), gdzie na bazie synkopowanego rytmu rozjeżdża wspomniane partie gitar na wszystkie możliwe sposoby – tu nie ma nudy. W kilku miejscach wpada też w manierę Mastodon („Vessels/Vassals”), mieląc tematy z maniakalnym zapamiętaniem, doprowadzając tym samym do niezłego, emocjonalnego natężenia muzyki. Na płycie dominują tempa średnie i wolne, które są bardzo fajnie wymieszane, miejscami mocno odchodząc od hardcore’owej szkoły, co szczególnie słychać pod koniec w walcowatym kawałku „WWDHD”, który jest wyraźnym ukłonem w stronę post metalowej, neurotycznej maniery. Cała płyta aż skrzy się od świetnej motoryki, która napędza poszczególne tematy, dając wyobrażenie o tym, co dzieje się na koncertach.

Amerian Heritage to jeden z wielu zespołów, które hardcore uczyniły jedynie punktem wyjścia. Należy jednak dodać, że zespół, mimo całkiem ciekawie brzmiących pomysłów, bazuje na sprawdzonych rozwiązaniach, które przez amerykańskie, niezależne granie już się nie raz przewijały. Nie wymagajmy więc od nich odkrywania czegoś zupełnie nowego, ani zabawy w djenty czy post  – nowinki. Tego tu nie ma – na szczęście. To po prostu solidny, poszukujący reprezentant nowoczesnej odmiany hc.

 

Arek Lerch