ALTAR OF PLAGUES – Mammal (Candlelight)

Autorzy entuzjastycznie przyjętego albumu „White Tomb” z 2009 roku nie spuszczają z tonu. Po kapitalnej epce „Tides”, ukazuje się ich druga duża płyta, która nie przynosi rozczarowania. Należy powiedzieć wprost, jest to dotychczas ich najlepszy materiał.

Irlandczycy kontynuują owocne uprawianie hałasu, w którym mieszają się elementy black, post-metalu i zacięcia do przestrzennych, atmosferycznych pasaży, które w zderzeniu z dusznymi i intensywnymi blastbeatami stanowią o ich oryginalnym stylu. Nie są to jednak proste i banalne kawałki. Choć płyta ma ponad pięćdziesiąt minut, znalazły się na niej tylko cztery kompozycje. Każda z nich posiada dramaturgię, własną historię, sprawiając momentami wrażenie muzyki ilustracyjnej, ponieważ niesamowicie działającej na wyobraźnię. Tu ujawniają się fascynacje zespołu twórczością Emily Dickinson, dziewiętnastowiecznej amerykańskiej poetki, która „jak nikt inny potrafiła pisać o śmierci” – mówi jeden z członków Altar of Plagues. Chłodnymi, niepokojącymi, a momentami wręcz industrialnymi aranżacjami, kapela bezbłędnie buduje wrażenie napięcia posługując się stosunkowo mało efektownymi środkami, co skutkuje dużą siłą wyrazu i ciężarem emocji. Ten album żyje własnym życiem. Ma swoich bohaterów, których los wypełniony jest melancholią i nastrojem nieuchronnego końca. Irlandczycy z południa stworzyli wspaniały, lecz wymagający album, który z pewnością wymaga cierpliwości i uwagi.

Adam Drzewucki

Pięć