ALL GODS ARE DEAD – s/t

Zbyt często byłem świadkiem zgonów fajnych zespołów. Nie chodzi mi o stołeczne projekty, dożywające jednej demówki, ale o grupy, które po latach działalności, mając przecież jeszcze coś do powiedzenia, dawały za wygraną, składając broń w lepszym lub gorszym momencie. Tak właśnie zakończył działalność zespół No Heaven Awaits Us, zrobił to – na szczęście – po wydaniu najlepszej, zdaniem piszącego, płyty „Residence of Evil”. Osieroceni muzycy taktycznie rozpełzli się po świecie…

Niedawno dał znać o sobie Kvaśny, krzesząc świetne riffy pod szyldem Schizmy, teraz na powierzchnię wypłynął perkusista NHAU, Michał Kozłowski, tłukąc zawzięcie w nowej formacji All Gods Are Dead. Opisywana tu demówka, to sympatycznie wydany krążek, z wkładeczką zawierającą polskojęzyczne teksty, napisane do jedynie pięciu krótkich utworów, które, jak rozumiem, są zapowiedzią czegoś większego w przyszłości…

Proponowany materiał to przede wszystkim powrót – w kontekście No Heaven Awaits Us – do muzycznych korzeni. Czyli jest klasycznie pojmowany hardcore, ale z licznymi odchyłami i dodatkami. Przede wszystkim zespół wyraźnie stroni od koneksji z metalem. Riffy ostre i ciężkie, owszem, są, ale ich charakter to już zupełnie inna bajka, zbliżająca zespół do hc/punkowego podziemia. Także aranże, podkreślające agresję a nie techniczne niuanse wyraźnie uwypuklają nastawienie i aspiracje zespołu.

Czas na krotki przegląd muzyczny. Mamy więc na demo czystej wody hc w postaci „Z Mordą Przy Ziemi”, jest crustowy czad z pięknie warczącym basem („Od Piekła Bram Pod Nieba Kres”), jest zły i surowy d – beat („Luksus Kupiony Za Kości I Smród” czy „Na Kolana”, gdzie mamy także delikatne wtręty z blastami…). Takiego „Dla Owiec Na Drogę” nie powstydziłby się sam Disfear.

Obojętnie jednak, jak zakwalifikujemy te dźwięki, uwagę przykuwa niewiarygodna wręcz nienawiść, złość i agresja, jaka bije z tych nagrań, mam wrażenie, że chłopaki pisząc te utwory byli czymś straszliwie wkurzeni i swoje frustracje przekuli na muzykę. Czyli tak, jak powinno się to odbywać. Inna sprawa, że nazwa zespołu, motywy z okładki, tytuły i same teksty są bardzo jednoznaczne i dosadne, stawiając grupę na pierwszej linii frontu walki z wszelkimi przejawami religii. Taka postawa jest godna pochwały, zastanawiam się tylko, czy aby nie stawiają sobie zbytnich ograniczeń, bo w przyszłości mogą one grupę nieco uwierać.

Tak czy inaczej zespół zaliczył solidny i dający duże nadzieje na przyszłość debiut a jeśli wytrzyma, nagrywając równie porywający album, może stać się znaczącą siłą hardcore’owej sceny w Polsce. Czego im z sympatii życzę jak najbardziej…

Arek Lerch 4,5