AIRBOURNE – Black Dog Barking (Roadrunner/Warner)

Australia to piękny, tajemniczy i dziki kraj. Warto przypomnieć sobie, że pierwotnie zaludniony przez zesłańców/skazańców, kontynent przez wieki zmienił się w jedno z ciekawszych (i nowoczesnych, dodajmy…) miejsc życia ludzi, pomijając rzecz jasna dziką przyrodę. Być może owa nowoczesność i dzicz jednocześnie, w połączeniu z temperaturami zasadniczo trzymającymi się dużo powyżej 30 stopni powodują, że rockowy riff w australijskim wydaniu brzmi tak rasowo i dobitnie?

Nigdy nie byłem jakimś szczególnie oddanym fanem AC/DC. Owszem, „Highway To Hell” czy „Back In Black” parę razy pohulały w odtwarzaczu, jednak wolałem rock’n’rollowy feeling Motorhead. Przez lata ekipa Angusa Younga stworzyła pewien kanon, szczególny katalog zachowań, riffów, aranży, które mają tyle samo zwolenników jak i przeciwników. Dzisiaj, kiedy od 2008 roku AC/DC milczy, ta pierwsza grupa fanów rocka może spać spokojnie. Trzecia płyta młodziaków z Airbourne to wiernopoddańczy, głupawy wręcz, ale jednocześnie – w co nie wątpię – absolutnie szczery hołd złożony starszym kolegom. Po lekturze krążka nasuwa mi się tylko jedno słowo – „soczystość”. Taka jest ta płyta. Soczysta, korzenna i pachnąca. Rasowa, rockowa i metalowa. Prosta. Dawno nie słuchałem muzyki tak banalnie prostej, że aż fajnej. Zespół ma w składzie znakomitych gitarzystów tłukących riffy, które Young łyknąłby bez popitki, świetlnego krzykacza oraz pałkera, który zna tylko jedno metrum – 4/4. Dzięki temu dostajemy do rąk granat, który eksploduje w momencie, kiedy przekręcimy pokrętło „volume” do oporu. W przypadku „Black Dog Barking” jakiekolwiek silenie się na analizy muzyki naraża piszącego na śmieszność, bo… nie ma czego analizować. To płyta będąca idealnym prezentem dla znienawidzonego dziennikarza – co można o tych dziesięciu rockersach napisać? W zasadzie nic. I to jest najlepszy komplement dla Airbourne.

„Black Dog Barking” sprawdza się najlepiej jak soundtrack samochodowego tripu, ale tylko poza Polską, bo muzyka jest tak rytmiczna, że w zderzeniu z krajowymi śmierć – drogami wywołać może co najwyżej wkurwienie. Jeśli lubicie ROCK, taki prawdziwy i żywotny, pobawcie się przy „Black Dog Barking”, wyrzućcie telewizor przez okno i napijcie wódki. Tym razem pozwalam…

Arek Lerch

Cztery