AFTER LAUGHTER – Quest for Sanity (Antena Krzyku)

Los Angeles leży w Małopolsce, a Waszyngton to stolica Śląska. W każdym razie takie wrażenie można odnieść w trakcie słuchania „Quest for Sanity”.

After Laughter to jedna z bardziej rozpoznawalnych grup krajowej sceny DIY. Już wydany przed czterema laty debiut „Said and Done” udowodnił, że zespół nie ma sobie równych w przywoływaniu wszystkiego, co najlepsze w amerykańskim hardcore punku. Nowa produkcja jedynie potwierdza tę oczywistologię. Wprawdzie obecne wcielenie AL działa w trójkącie Kraków – Katowice – Oświęcim, to lepszy meldunek znalazłoby w DC lub południowej Kalifornii. Koniecznie w połowie lat 80., kiedy chłopaki z Dag Nasty dopiero zaczynali farbować grzywki na blond, a kółka w deskorolkach członków JFA i The Faction nie przestawały się obracać. Na „Quest for Sanity” słychać moc klasycznych inspiracji, podanych jednak z nowoczesnym brzmieniem i bez poczucia stylizacji na starą szkołę.After Laughter

Muzycy, wcześniej udzielający się m.in. w Bomb the World, Minority i Castet, ewidentnie lubią Descendents, co słychać choćby w napakowanym dźwiękami „Huggy Bear + Regulatae Per Metum” (tytuł skądinąd niszczy system na własnych prawach), choć podejrzewam, że dawno też skompletowali dyskografie The Adolescents, TSOL i Circle Jerks. W szybszych fragmentach – punk as fuck, w tych wolniejszych odzywa się raczej emocore w duchu starego Dischordu, czego przykładem par excellance stosunkowo lekki i nie forsujący tempa „Reminder”, ewidentnie oglądający się jednym okiem na Verbal Assault. W przeciwieństwie do debiutu, na którym dziewięć tracków ledwo przekroczyło próg dwudziestu minut, tu utwory są dłuższe, pozostawiając więcej miejsca na wszelkiego rodzaju rytmiczne zawijasy (agresywne „Criminal Heroes”, „Collective Responsibillity”). Wbrew pozorom nie jest to wcale proste granie, a wszelkiej smarkaterii, jaka mogła urzekać na płytach weteranów (oczywiście w czasach, kiedy do statusu weteranów było im jeszcze daleko) ostateczne „nie” mówi świetny wokal Artura, w odpowiednim stopniu melodyjny i szorstki zarazem.

Chciałbym napisać na koniec coś mądrego, np. zapodać gierkę słowną na temat nazwy (jakby to przełożyć na polski? Beka Skończona?), ale… nie ma beki. Jest szacun.

Sebastian Rerak

Cztery i pół