AETHERNAEUM – Wanderungen durch den Daemmerwald (Einheit Produktionen)

W 2012 roku Alexander Paul Blake, na co dzień mieszkaniec Berlina, znany z projektów flirtujących z gotyckim metalem, postanowił wydać pod swoim nazwiskiem album wypełniony atmosferycznym black metalem. Udało się. W ten sposób „Die Rückkehr ins Goldene Zeitalter” można uznać za podwaliny Aethernaeum, do którego Alex zaprosił kilku muzyków zainteresowanych rozwijaniem nieco folkującej czarnej sztuki, opiewającej potęgę natury, istotę duchowości oraz romantyczne ideały. Pewnie nie brzmi to zbyt zachęcająco, ale…

Niemcy zaczynają niezwykle spokojnie, budując klimat ładnie ukręconym brzmieniem czystych gitar i nienachalnie sunącymi w tle plamami klawiszy. To naturalnie prosta droga do erupcji blackmetalowego wulkanu, który gwałtowne przebudzenia przeplata długimi momentami spokoju. Recepta wydaje się oczywista i Aethernaum realizuje ją nie tylko w przekraczających 10 minut „Auf den Nebelfeldern” i „Waldaura”, bo te wręcz zachęcają zespół do eksperymentów z czarcią aurą – nawet jeśli w drugim z numerów jest i więcej agresji, i więcej melodii; ale także w bardziej zwięzłych, bo sięgających maksymalnie ośmiu minut formach. I tak, raz tempo jest bardziej ślimacze, podlane gęsto klasyczną dla gatunku melodyką i post-opethowskimi, czystymi chórkami („Zur Mittwinternacht”), a innym znowu razem trzon utworu stanowi dużo żywsza praca blackmetalowych gitar, rozrywana klimatycznymi zwolnieniami, budowanymi przez nie do końca rockowe instrumentarium (m.in. wiolonczela) i nawiązujące do bardziej złożonych kompozycji struktury („Das Hügelvolk”). Z pewnością dużo uroku i klimatu dodaje muzyce twarda niemczyzna, którą Aethernaeum podaje w wielu formach – od tradycyjnego charkotu, przez natchnione szepty, aż po laibachowskie deklamacje. Zresztą wystarczy rzucić uchem w stronę najdobitniejszego przykładu – „Tanz der Sturmgeister”. Goethe z pewnością byłby z berlińczyków dumny.

Pomijając prywatne gusta – bo nie każdemu muszą podobać się wylewane na głowę hektolitry blackmetalowego klimatu i stosunkowo wolne tempa – pod adresem „Wanderungen durch den Daemmerwald” należy wysunąć jeden poważny zarzut: płyta jest po prostu za długa a przez to także zbyt monotonna. Osobiście walczę z nią od blisko pół roku i przebijanie się przez kolejne warstwy bogatego instrumentarium należy do zadań dość wyczerpujących, a wyjąwszy niespełna cztery minuty, które zespół poświęcił na trzy instrumentalne hołubce, debiut Aethernaeum to sześć numerów zamkniętych w blisko godzinie muzyki. Średnia doprawdy powalająca…

Dooban

Cztery i pół