ABUSIVENESS – Bramy Nawii (Arachnophobia Records)

Pogańscy wojowie z Abusiveness mają już ciężki okres za sobą. Skład, który w ostatnich kilkunastu miesiącach przeszedł bardzo dużo, stanął silnie na nogach i nagrał płytę, która jest zdecydowanie najlepszych dziełem jakie do tej pory spłodziła ta horda. A drogę Abusiveness przeszedł naprawdę długą – od debiutanckiego „Krzyk Świtu” po dziś dzień zespół rozwinął się w sposób jaki lubię najbardziej: zachowując własną twarz. Ok, koniec tego przydługiego wstępu a poniżej słów kilka, dlaczego to warto mieć egzemplarz „Bramy Nawii” na swojej półce.

Nowe dźwięki Abusiveness to w pewnym sensie nic innego jak kontynuacja dotychczasowych dokonań hordy. Jeśli ktoś cenił sobie poprzedni album zespołu to i w nowym dziele odnajdzie się bez problemu. Zespół nie sili się na często wymuszone, rewolucyjne zmiany a konsekwentnie ulepsza to z czego jest znany. Tak, „Bramy Nawii” to kolejna porcja black metalu czy pagan black metalu, jak kto woli, choć osobiście uważam, że ten drugi termin jest trochę mylący i tak naprawdę może kojarzyć się z równymi marnemu kabaretowi popłuczynami jakich wiele na scenie. A Abusiveness gra z furią i polotem, trudno byłoby zatem zaliczyć tych zawodników do grona zespołów nudnych czy słabych. Od pierwszych taktów wręcz uderza to, że Wizun wrócił już do pełni sił, tworząc tak wściekłe i gęste partie bębnów iż w szybszych fragmentach album przypomina mi nic innego jak bitewną rzeź. Gro tej płyty to granie brutalne, dzikie i szybkie oparte na opętanych blastach lecz mimo tego, że taki kierunek przeważa to nie stanowi o ostatecznym wydźwięku całej płyty. „Bramy Nawii” oprócz brutalności i wspomnianej furii to również całkiem sporo utkanego pomiędzy riffami patosu, cały czas obecna gdzieś na drugim tle posępna melodyka partii gitarowych i naprawdę pysznie zaaranżowane wokale. Że podniecam się nad miarę? Możliwe, ale i tak trudno jest mi zgasić entuzjazm z jakim polubiłem tę produkcję i ocenić ją niczym krytyk jazzowy, analizujący każdą nutę.SONY DSC

„Bramy Nawii” to siedem bardzo dobrych kompozycji, które powiązane są ze sobą w jeden organizm. Niby nie jest to typowy koncept album, ale sam sposób konstrukcji sprawia, że płyty słucha się jednym tchem. Utwory gasną by po chwili rozgorzeć ogniem nowego kawałka. Dzięki temu jest to płyta bardzo dynamiczna, zdecydowanie bardziej „słuchalna” i zaaranżowana niż album złożony po prostu z sześciu zblastowanych numerów, od początku do końca zagranych na pełnej „kurwie”. Brawo. Kolejnym aspektem, nad którym warto pochylić się na dłużej niż chwilę, jest to, że oprócz dynamicznej konstrukcji, zespół zadbał też by w każdym z siedmiu prezentowanych kawałków działo się naprawdę wiele. Do moich faworytów należą najdłuższy na płycie, nieco epicki, ale nie pozbawiony też brutalności „Walesowy Cień” i zamykający całość dziki i brutalny „Proces”, w którym zespół przemyca bardzo ciekawie zaaranżowane tempa i mocne, wbijające w ziemię solówki. Oczywiście to, że wybieram utwory z końca płyty nie znaczy, że początek jest kiepski. „Bramy Nawii” to siedem równych, ciekawych kompozycji.

Abusiveness na czwartym LP prezentuje się jako zespół dojrzały muzycznie, ale też zespół, który doskonale zdaje sobie sprawę ze swoich korzeni i przeszłości. Jak dla mnie jest to jedna z bardziej wartościowych premier jakie tej jesieni objawią się na polskiej scenie.

Wiesław Czajkowski

Pięć