ABORYM – Shifting.Negative (Agonia Records)

Pecetowi blackmetalowcy z Aborym od lat telepią się w ogonie peletonu. Nie pomogły modne swego czasu industrialno-blackmetalowe brzmienia. Nie pomogły „duże” nazwiska za instrumentami i konsoletą. Nie pomogła nawet wytwórnia z szacownym katalogiem, od lat gromadząca pod skrzydłami odpady z większych stajni dogorywające w agonii. Mija grudzień za grudniem i płyta za płytą, a Aborym wciąż jest daleko od podium. Nazwa oczywiście jest znana i wciąż wybrzmiewa, ale nowe, industrialno-metalowo-rockowe otwarcie po Dirty nie przyniosło przełomu. „Shifting.Negative” nic tu raczej nie zmieni.

Przyznaję że otrząśnięcie się z resztek black metalu wyszło Aborym na dobre, bo przynajmniej moim zdaniem nigdy specjalnie na tym polu nie zabłysnęli. „With No Human Intervention” był albumem przyzwoitym, ale kolejne trafiały już do tego samego bezperłowego lamusa, w którym lądowały Sirius, Tidfall czy inny Myrkskog. „Shifting.Negative” jednoznacznie opowiada się za opcją tzw. industrialnego metalu, czy tam rocka, jak kto woli. Nic nie starzeje się tak szybko jak nowoczesność, więc nowy album Aborym wypada paradoksalnie całkiem „retro”, a cała elektroindustrialno- syntezatorowo-drummaszynowa otoczka jest równie rewolucyjna co produkcje wytwórni SyFy dla współczesnego kina science fiction. Nie miałbym z tym problemu, gdyby „Shifting.Negative” nie przypominał dzieła fachowca, który wykafelkował łazienkę tym, co zostało mu z pięciu poprzednich remontów. Można po tym chodzić, kafle nie odpadają, fugi położono jak trzeba, ale patrzeć się na to nie da. Album brzmi jak patchwork wątków z dorobku ulubionych zespołów członków Aborym. Są neurozy Nine Inch Nails („Precarious”), są „psalmowe” czady Ministry („You Can’t Handle the Truth”), są nawet piosenki w stylu Shining („Decadence in a Nuthsell”). Mignie Front Line Assembly i Revolting Cocks. Wszystko to dobre zespoły grające świetną muzykę. „Shifting.Negative” nie stanowi jednak sumy ich fajności. aborym

Naturalnie oryginalność jest przereklamowana jak sam Aborym. Bolączką nie byłoby czerpanie z cudzych pomysłów, jest nim natomiast używanie ich jako protezy przy braku własnych. „Shifting.Negative” męczy poczuciem zażenowania podobnym do oglądania kogoś, kto stara się sprawiać wrażenie światowca. Jest jak filmy Patryka Vegi zestawione z kinem Martina Scorsese. Jak Troy Duffy i jego „Święci z Bostonu” przy „Wściekłych Psach”. Nawet jeśli słuchamy tego samego kawału po raz sześćsetny, to i tak inni opowiadali go lepiej. Sorry Aborym.

Bartosz Cieślak

Dwa