A TRUST UNCLEAN – Reeality Relinquished

Deathcore od jakiegoś czasu jest mocno nużący. Gdyby nie Within The Ruins i im podobni (a co za tym idzie, grający melodyjnie) ten nurt stałby się kalką. W pewnym sensie tak jest, a dzięki kolejnym opusom hord takich jak Thy Art is Murder czy Black Tongue tylko utwierdzam się w tym przekonaniu. Czy istnieje zespół, który przywróci wiarę w ten gatunek? Czy na scenie pojawi się drugie All Shall Perish? Nie. Co zatem z bohaterami tego tekstu? Nic. Po prostu są, robią wrażenie a potem…

Znikają w zalewie identycznych zespołów. W starciu z byle technicznymi mordercami z Petersburga przegrywają z kretesem. Co z tego, że umiejętności mają mistrzowskie, skoro w parze nie idą z muzyką. Pomysły są, skondensowane w trzyminutowych ciosach, ale na dłuższą metę lepiej posłuchać Aborted niż kolejnych wypocin młodych gniewnych. Mogli zapatrzyć się w Job For A Cowboy a jednak z uporem maniaka A Trust Unclean babrzą się w najmniej interesującym odłamie deathcore’a, który niby aspiruje do tego by walić po pysku prawie rdzennym death metalem jak u Carnifex, a z drugiej skręcają w stronę odrobinę niedocenionego Catalepsy.Band

Co więcej, załoganci z wyraźnie chcą szybko wskoczyć do pierwszej ligi takiego grania. Według mnie, musieli by najpierw stawić czoła takiemu My Autumn, a dopiero potem myśleć o tym, aby w niedalekiej przyszłości otwierać koncerty Archspire. Kiedy już do tego dojdzie i pokażą, że napierdalanie byle do przodu to nie wszystko co mają do zaoferowania, będą z nich ludzie. Na razie najjaśniejszy punkt tej niezbyt wesołej ekipy do gardło Joe Corcorana, który niewątpliwie zasługuje na to, by dołączyć do panteonu najbrutalniejszych głosów w tej wciąż popularnej zabawie. Poza tym, jednym uchem wpada, drugim wypada. Ot, osiemnaście minut rzeźni.

Grzegorz „Chain” Pindor

Dwa i pół