A FOREST OF STARS – Beware The Sword You Cannot See (Prophecy)

Od dziecka czymś nadzwyczajnym wydawało mi się to, że tzw. dorośli zajmują się rzeczami, którymi interesują się dzieci. Ależ byłem szczęściarzem, że za mojego życia kilku dziwakom pokroju Lucasa czy Carpentera chciało się realizować swoje niepoważne wizje, które stały się potem częścią popkultury dorosłych. Dzisiaj wiem, że dojrzały człowiek, to starsze dziecko i nie robię już wielkiego halo, gdy napotykam fanaberie, których dorosłym ich autorom nic a nic nie wstyd, że zamiast robić sztukę dla ludu pracującego, upatrują sobie słuchaczy w takich dzieciakach jak ja.

A Forest Of Stars to brytyjska formacja o black metalowej proweniencji, lubująca się w cylinderkach i laskach z ozdobnym uchwytem. Atrybuty to starcze, ale przez swą obciachowość dziecinne. Mnie natomiast wystarczy, że muzyka jaką grają to demonstracja artystycznego nieskrępowania, gdzie pan artysta nie kontestuje, a prawdziwie tworzy. „Beware The Sword You Cannot See”, czwarty album tej formacji, otwiera coś co trudno nazwać black metalem. Jest w tym Grafika progresywno-rockowe zacięcie Sigh, powaga My Dying Bride, folk Agalloch i apokaliptyczna psychodelia Aphrodite’s Child. Po wszystkim stąpa brytyjskie alter ego Alana Averill’a z Primordial, żarliwie deklamując swoje filozofizmy. Powyższa wyliczanka może sprawiać wrażenie jakiegoś muzycznego Frankensteina, który nie wie dokąd iść i paple o wszystkim co pomyśli jego porażony piorunem mózg. Nic bardziej błędnego. Urzekająca jest swoboda i płynność zespołu w przechodzeniu między tematami, gracja z jaką prowadzi je w różnych kierunkach, zachowując przy tym obecny na pierwszym planie ten nieco naiwny folk-black metalowy pierwiastek. Nie doświadczamy kosmicznej awangardy, technicznych popisów czy współczesnej post black metalowej alternatywy. Zespół konsekwentnie pławi się w „dawnych” klimatach, w okiełznanym rockiem progresywnym muzycznym średniowieczu. Dlatego nie jestem przekonany czy do A Forest Of Stars pasuje określenie „awangardowy”. Gdy ucho oswoi się z obecnością instrumentów smyczkowych i wspierającą wokalnie frontmana Katie Stone, wydaje się, że zespół ma tradycyjne podejście do melodii i cały ten szum wokół niezwykłości tego typu zespołów jest mocno przesadzony.
Tym niemniej, z satysfakcją obserwuję, że dorosłym chce się jeszcze nosić ubrania z atłasu, odwoływać do czasów romantyzmu i nie wyśmiewać z obecności skrzypiec i fletu w muzyce co się metalem zowie. Zresztą, nadal trudno mi zdecydować się czy metal to muzyka poważna czy nie. Póki co, ustaliłem tylko, że dla dzieci.

Kuba Kolan
Cztery