7 SECONDS – Leave A Light On (Rise Records)

Jeśli nie wiesz, kto nagrał taki nieśmiertelny hymn jak „Young Till I Die”, radziłbym nadrobić zaległości w muzyce rozrywkowej. Czternaście soczystych i pozytywnych pieśni, zatytułowanych do kupy „Leave A Light On” to prawdziwe światło w ciemności hc/punk, zarazem kolejny album w dyskografii 7 Seconds, którzy chyba gdyby nawet chcieli, nie dają o sobie zapomnieć, a niejednemu przypomną jak kiedyś napierdalał na deskorolce katując ich płyty sprzed 30 lat.

Podobno punk już dawno umarł, w zasadzie ciężko nie zgodzić się z tym stwierdzeniem, patrząc na to co dzieje się choćby tv, stacjach muzycznych, czy radio. Małe, punkowe zespoły, które kiedyś grały w garażach dla znajomych, albo nielegalnych miejscówkach, pod groźbą przyjazdu kilku radiowozów, oberwaniem policyjną pałą i spędzeniem nocy w areszcie, dawno odeszły w zapomnienie. Co więcej, niektóre z tych zespołów podpisują milionowe kontrakty, grają na popowych festiwalach dla rzeszy nastolatków, którym tylko wydaje się, że są bardzo źli i zbuntowani. Takie nastały czasy, kiedy celowo wyświechtane kurtki z naszywkami dawnych bohaterów sceny można kupić w wielkich sklepach gigantów „mody”. Co zrobić?

Ale co by tak bardzo nie płakać nad rozlanym mlekiem, zabrałem się niedawno za odsłuch nowej płyty weteranów pozytywnego hardcore’a, wspomnianego wyżej 7 Seconds. Muszę tu powiedzieć, że był to przed nastoma laty jeden z pierwszych moich ulubionych zespołów, jeśli już o takim graniu mówimy. Zupełnie bez rozgłosu, bez jakiegoś specjalnego promowania, sam chyba trochę przespałem ten moment, a staram się monitorować co się dzieje dookoła, natrafiłem na zupełnie nowy album tych chciałoby się powiedzieć – dziadów. Ha! Od pierwszych dźwięków czułem się jakby czas stanął w miejscu, a oni nagrali kolejny long po sławetnym „Walk Together, Rock Together”. Wszystkie kawałki kręcą się jak 4 kółka w deskorolce, szybko, prosto i do przodu. Kevin Seconds w znakomitej formie, w czasach kiedy nie ma się przeciw czemu buntować, mający wciąż dużo dobrego do powiedzenia. Kolejnym ze znaków naszych czasów to ultra krystaliczne brzmienie, niestety lekko kłuje w ucho, tego chyba nie da się powstrzymać – a może to ja zatrzymałem się gdzieś w ’85 – chociaż pewnie dałoby się uzyskać mniej profesjonalny sound, coby miał trochę więcej kurzu i bałaganu, ale ok, tyle biadolenia.7 Seconds band

Ten album to idealny soundtrack na nadchodzące lato i pomimo totalnej ulewy za oknem cieszę się jak głupi do sera. Po pierwsze dlatego, że te kawałki to istna dawka pozytywnej energii, którą możesz wciągnąć uchem, a po drugie – teksty, mógłbym równie dobrze odnieść do swojej obecnej sytuacji i uciekających, jak przez palce lat. Przez te kilkadziesiąt minut poczułem się znowu jak 15-latek, który ma wszystko w poważaniu, a jedynym zmartwieniem to wyjść z domu na deskę i spotkać paru ziomków. Super sprawa, polecam. Tylko raz przeżyłem chwilę grozy, nagle w tym wszystkim usłyszałem jakąś popową szmirę, lekki beat, przesłodzony wokal, ale na całe, kurwa (!), szczęście okazało się, że włączyła się gdzieś reklama pewnego napoju z bąbelkami, o brązowym kolorze. Uff… Reasumując, takich płyt jak najwięcej, co więcej, życzyłbym typom, którzy przekroczyli pół wieku tak fajnych pomysłów i tyle radochy z życia. PMA!

Sam Tromsa

Sześć