1000MODS – Repeated Exposure To…

Trwa w Polsce, od jakiegoś czasu, hype na stonery i trudno tego nie zauważyć. Scena rośnie w siłę, powstaje coraz więcej kapel – część jest zwyczajnie słaba, cześć przeciętna, a większość całkiem słuchalna. W każdym razie, jest ciekawie. I tak sobie myślę, że można pod tym względem zauważyć powinowactwo pomiędzy Polską, a Grecją, tyle że kiedy u nas rządzi raczej black metal, tak Grecja stonerem stoi. Planet Of Zeus, Nightstalker, 1000mods… I właśnie o nowym krążku tych ostatnich rozmawiamy z kolegą Adamem. Repeated Exposure To… to krok w nowym kierunku. Mniej ciężko, bardziej rock’n’rollowo i jakoś tak… przyjemnie.

Paweł: Muszę Ci powiedzieć, że mnie ostatnio stoner nudzi. Jak już najdzie mnie na niego ochota, puszczam sobie stare dobre Kyuss, Monster Magnet czy inne Acrimony, natomiast nie ciągnie mnie zupełnie do większości nowości, które, sorry, ale brzmią jak z jakiegoś generatora – wszystkie tak samo. Trochę się duszno zrobiło w tym pokoju i może warto by otworzyć okno.

Adam: Masz oczywiście rację, bardzo rzadko ostatnio pojawia się na tym polu coś naprawdę godnego uwagi. Owszem, wychodzą płyty dobre, ale im lepsze, tym bardziej wtórne. Taka zasada. I tu wracamy do oklepanego stwierdzenia, że wszystko już było, a jeśli tak, to lepiej przecież włączyć sobie jakiegoś klasyka niż płytę ślepego odtwórcy. Myślę, że gdzieś w całym tym zalewie stonerowych nowości można dokopać się do prawdziwych perełek, ale to naprawdę syzyfowa praca. Bo jak głęboko można szukać… A popularność dość często zyskują zespoły totalnie przeciętne. dobierane chyba na zasadzie geograficznej – o, nie ma jeszcze ciekawego zespołu stonerowego w Grecji, wykreujmy ich na takich prekursorów.

Paweł: Coś w tym jest. Chociaż z tym, że im lepsze, tym bardziej wtórne nie do końca się zgodzę, podając przykład „Lore” Elder, która zdecydowanie nie jest takim archetypicznym stonerem i która ładnie podsumowuje to, co się w ostatnich latach działo w tej muzyce, wynosząc ją na wyższy poziom. Ale być może to tylko wyjątek potwierdzający regułę.

Adam: Nie jedyny. Mnie na przykład bardzo przypadł do gustu debiut The Devil And The Almighty Blues, który brzmi świeżo, zaskakująco i surowo, a koła wcale na nowo nie odkrywa. Nie zmienia to faktu, że cały ten wysyp nowych kapel nie przyniósł żadnej rewolucji. Ilość nie przeszła w jakość. Coraz częściej zdarza mi się kręcić głową z niedowierzaniem, gdy czytam masę pochlebnych opinii na temat płyty, która brzmi jak popłuczyny po popłuczynach… Może po prostu lubimy słuchać piosenek, które już kiedyś słyszeliśmy. I wiesz, 1000mods do tej pory był dla mnie takim typowym przykładem zespołu znanego nie wiadomo dlaczego. To chyba problem tych wszystkich współczesnych kapel – kup takiego fuzza, albo taki wzmacniacz, przestrój gitarę do C, już brzmisz jak Kyuss. Pod tym całym przesterem ginie muzyka, giną melodie i piosenki. Bo po co się wysilać, ważne, że zagruzujemy wszystkich brzmieniem. To zdecydowanie nie był mój ulubiony zespół, ale ta płyta, muszę przyznać, naprawdę mi się podoba.1000

Paweł: Identycznie jak w moim przypadku. Lubiłem poprzednie płyty, ale nigdy jakoś specjalnie za Grekami nie szalałem. Natomiast nowy krążek podoba mi się bardziej niż poprzednie. Ciekawe jest to, że jak pogadasz z ludźmi, którzy głębiej w stonerze siedzą i są nieco bardziej – być może – ortodoksyjni jeśli chodzi o ten gatunek, to usłyszysz od nich opinię odmienną od naszej. Tzn. średni krążek, spadek formy. Mnie się spodobał od pierwszych dźwięków. Urzekł mnie ten riff, taki ubogi Tool w intro do „Above 179”, a potem poszło już z górki. Po prostu – nie nudziłem się, a nawet odczuwałem przyjemność z kontaktu z dźwiękami.

Adam: Wydaje mi się, że rzeczywiście mowa o jakichś ortodoksach. Bo to pierwszy album, na którym Grecy odważnie zapuszczają się na nowe dla siebie terytoria – bardzo dużo tu rock’n’rolla, więcej także przestrzeni, tripów, po prostu – momentów bardziej zamyślonych. I pierwszy album 1000mods, który naprawdę przypadł mi do gustu. Bo mniej tego bezsensownego ciężaru, za którym nic nie stoi, a więcej niewiadomych. Przynajmniej nie jest to wszystko tak przewidywalne. Choć oczywiście, i „kwadratowe” zagrywki się tu i ówdzie pojawiają. Ale są w mniejszości. Nie spodziewałem się tego po tym albumie, ale bardzo się cieszę, że zespół trochę wyszedł z tej swojej strefy komfortu. W końcu. I, podobnie jak Ty, uważam, że słucha się tej muzyki z przyjemnością. O to chyba chodzi.

Paweł: Tak, ten rock’n’rollowy pierwiastek bardzo mi się podoba. Intro do „Electric Carve” jest jak żywcem wyjęte z Clutch – przy pierwszym odsłuchu czekałem na głos Fallona, a tu… pustynia. No właśnie, pustynia, a nie gruz. Przyjemne, bujające wibracje – dużo jest takich momentów na tym krążku. Poza tym „Repeated Exposure To…” jest bardziej dopieszczony, jeśli chodzi o brzmienie, i bardziej chwytliwy niż poprzednie płyty. Mnie się ta zmiana podoba. Myślę, że dzięki temu krążkowi przybędzie im trochę fanów, bo do tej pory, co by nie mówić, znani byli raczej dla ludzi „w klimacie”.

Adam: Coś w tym jest, może im nowe grono fanów przybyć, ale z drugiej strony – o czym wspominałeś – ci dotychczasowi mogą poczuć się niedopieszczeni i jeżeli kolejny długograj również okaże się być nieco bardziej eksperymentalny, stwierdzą, że to już nie jest „ich” zespół. I za parę lat będą wspominać, jakie to pierwsze płyty 1000mods nie były, niestety, później zespół przekombinował… No ale najważniejsze, by nie grać pod tych twardogłowych. Mnie takie bardziej poszukujące oblicze zespołu przekonuje zdecydowanie bardziej, niż ich wcześniejsze dokonania. „Przyjemna” to w ogóle dobre określenie na tę płytę. Bo wybitna zdecydowanie nie. Choć momenty są, i słychać spory, ukryty jeszcze, potencjał. Od czasu do czasu pewnie do niej wrócę. Grecy zaimponowali mi tym, że zaczęli mieszać, szukać, kombinować. Nie chciałbym, żeby poszli całkowicie w jakieś improwizacje, nie w tym rzecz. Natomiast połączenie kilku oblicz w jedno, w odpowiednich dawkach, może dać naprawdę świetne rezultaty. Bez określania się i okopywania w jednej, wąskiej niszy. Choć na pewno nie każdemu przypadnie to do gustu.

Paweł: Historia trochę jak z Queens Of The Stone Age. Na pierwszym krążku jeszcze słychać było sporo Kyuss. Josh stał ciągle jedną nogą na pustyni, ale potem zwrócił się w zupełnie innym kierunku. I zgaduję, że niektórym fanom jego poprzedniej kapeli mogło się to nie spodobać, bo tam ciężaru to niewiele, raczej odkrywanie nowych terytoriów. Ta chęć, aby zagrać coś innego, aby wyjść ze swojej strefy komfortu – jak to ładnie określiłeś – jest bardzo naturalna, chociaż potrzeba do tego odwagi. Tej odwagi brakuje mi na przykład w Red Fang – jeszcze parę lat temu wydawało się, że będą grali w tej samej lidze co Mastodon. Niestety, zamiast iść do przodu, stanęli w miejscu i zaczęli się kręcić w kółko. To niezdrowe.

Adam: Prawda, debiut Red Fang to był naprawdę mocny cios. Niestety, im dalej w las, tym gorzej – choć i tu głosy są podzielone. QOTSA to troszkę inna historia, bo – jakby nie patrzeć – całkiem nowy twór, czysta karta. Fani mogli w swoich oczekiwaniach bazować tylko na personaliach, ale nie było to raczej uzasadnione. Jeśli chodzi o naszych Greków, to naprawdę – po kim jak po kim – ale po nich się takiego, dość wyraźnego w dodatku, zwrotu nie spodziewałem. Ale dobrze, że jest, jak jest. Czasem dzieje się tak, że świetnie zapowiadająca się kapela szybko zaczyna połykać własny ogon, a drugoligowe grajki niespodziewanie zmieniają kurs i zaskakują wszystkich in plus. Jak w życiu- talent stanowi tylko ułamek sukcesu. Ważna jest odwaga, nieszablonowość, wyjście tam, gdzie do tej pory nas nie było. Opuszczenie miejsca, w którym było nam ciepło i wygodnie, ale też i ciasno. I za to niezmiernie ten zespół podziwiam. Nawet jeżeli „Repeated Exposure To…” nie jest dziełem idealnym, stanowi stanowczy krok w nowym kierunku. Wpisuję nazwę do notesu, będę bacznie obserwował dalsze postępki 1000mods.mods

Paweł: Czyli co – dobry krążek, ale stonerowa płyta roku już raczej nie?

Adam: Wiesz co… fakt jest taki, że ten album rośnie w moich oczach z każdym kolejnym odsłuchem. Może po którymś razie doszedłbym nawet do wniosku, że to stonerowa płyta roku. Tym bardziej, że nie przychodzi mi teraz na myśl jakaś pozycja, która zdystansowałaby resztę o trzy długości i była bezkonkurencyjnym kandydatem do tego miana. Nie było takiej rewelacji w tym roku, chyba, że o czymś kompletnie zapomniałem. A Ty jak sądzisz?

Paweł: Rewelacji, podobnej do „Lore” z ubiegłego roku, nie było, masz rację. Ale, jakkolwiek mi się nowe dzieło Greków podoba, na szczycie podium bym go nie umieścił. Causa Sui, Greenleaf czy Witchcraft to moim zdaniem nieco ciekawsze płyty. „Repeated Exposure To…” to solidna pozycja. Mocne, czwarte miejsce (śmiech).

Adam: Jestem w stanie się z tym zgodzić. Mówią, że czwarte miejsce jest najgorsze, ale przecież to nie wyścigi. A w tym wypadku 1000mods są wręcz wygranymi, bo w życiu nie pomyślałbym, że będą w czołówce jakiegokolwiek mojego osobistego rankingu. Oby tak dalej.

Greka udawali Paweł Drabarek i Adam Gościniak.