RED SMOKE FESTIVAL – Już za cztery dni!!

Skreśliłem już, tytułem wstępu, kilka słów na temat Red Smoke Festival, prezentując ogólny profil tego jakże ciekawego wydarzenia. Tym razem chciałbym wziąć na tapetę kilka wyróżniających się na tle tegorocznego line-up’u zespołów.

GODSLEEP  Zeszłoroczny debiut Greków spotkał się w środowisku z dość sporym entuzjazmem; zostali od razu okrzyknięci jednym z najbardziej obiecujących, młodych zespołów gatunku. A cóż to za gatunek? Wbrew tytułowi albumu, Godsleep jako jednego z tysiąca pierworodnych Sleep, protoplastów stoner rocka, widzieć nie sposób. Postawiłbym ich raczej wśród wnuków, czerpiących po trochu z wszystkiego, co do tej pory w rodzinie wydarzyło się ciekawego. Chwilami brzmią jak Kyuss na sterydach, czasami nasuwa się na myśl duszny, piwniczny klimat znany z nagrań Ramesses. A często po prostu nie silą się na kombinacje, nie wydziwiają, tłukąc proste, pełne południowego groove’u riffy. Tym fragmentom niewątpliwie wiarygodności dodaje wokalista, brzmiący jak nowe wcielenie Phila Anselmo, żeby nie szukać daleko (ok, niby nic w tym nadzwyczajnego – co trzeci chce tak brzmieć. Tyle, że u większości na chęciach się kończy). W tym wypadku mamy, widać, do czynienia z bardzo pojętnym uczniem, którego potępieńcze jęki niewymiernie pomagają w budowaniu tego chwilami chorego, posępnego nastroju. Jak taki klimat udaje się Grekom odtworzyć, występując na żywo, przekonamy się już drugiego dnia tegorocznego Red Smoke.

JEREMY IRONS & THE RATGANG MALIBUS  Spryciarze z tych Szwedów. Najpierw nadają zespołowi nazwę, w której widnieje nazwisko znanego aktora, by następnie na każdym kroku obwieszczać, że „nic wspólnego z aktorem nie mają„. Cóż, niezły pomysł na stworzenie czegoś z niczego. Punkt zaczepienia zatem mamy. Szczęśliwie, to nie wszystko, co The Ratgang Malibus mają w arsenale. A w zasadzie mają całkiem sporo. Z nostalgią patrzą wstecz, w lata 70. – czynią to jednak bez powielania starych klisz. W ich muzyce stonera jest raczej niewiele, przeważa bluesowa wrażliwość i jakaś szamańska transowość, w kreowaniu której spory udział ma nieprzeciętny wokalista, porównywany chociażby do Johna Garcii czy Roberta Planta. Momenty intensywności, w których odnosi się wrażenie nakładania na siebie kilku warstw dźwięków, płynnie przechodzą w stonowane, psychodeliczne wycieczki. I chyba właśnie w tych ostatnich Szwedzi czują się najlepiej. Jeremy Irons&The Ratgang Malibus egzystują sobie we własnym, niespiesznym tempie. Przez 12 lat istnienia zespół zdołał wydać zaledwie trzy pełnoprawne albumy. Takie dość luźne podejście do muzyki raczej nie wróży im wielkiej kariery i szerokiej rozpoznawalności; nie zmienia to jednak faktu, że w tym, co robią są naprawdę świetni.Red Smoke

BLAAK HEAT  Co tu dużo mówić – zdecydowanie jeden z zespołów, których występu na Red Smoke będę wypatrywał z największym oczekiwaniem. Ten francusko – amerykański skład garściami czerpie z kultury wschodniej – jest to widoczne zarówno w oprawie graficznej wydawnictw, jak i przede wszystkim w samej muzyce. Orientalne smaczki obecne są na najnowszym krążku Blaak Heat na każdym kroku. Za produkcję „Shifting Mirrors” odpowiedzialny był Matt Hyde, znany ze współpracy z zespołami z nieco innej bajki, m.in. Slayer i Deftones. Eksperyment chyba się powiódł, bowiem słuchając tego materiału, oczyma wyobraźni przenosiłem się gdzieś na zatłoczone, arabskie targowisko, pełne natrętnych, ulicznych sprzedawców i wypełzających z koszy tresowanych kobr. Dość obficie występują w tej muzyce także czysto metalowe naleciałości, a zdarza się również, że dźwięki niepowstrzymanie płyną gdzieś w rejony muzyki filmowej. Ogniskując, jako kolektyw, swoją uwagę na kulturze wschodniej, Blaak Heat z miejsca wyróżnia się z tłumu. Jeśli dodać do tego spore umiejętności, odwagę stawiania na nieoczywiste rozwiązania i swobodę czerpania z różnych gatunków muzycznych, powstaje intrygujący obraz grupy, której koncertu przegapić nie wypada.

WUCAN Postawmy sprawę jasno – to zdecydowanie nie jest zespół typowy dla profilu tego festiwalu. Tamburyn, flet, urocza wokalistka na froncie, wszystko mocno kontrastuje ze snującymi się po scenie, mniej czy bardziej ponurymi brodaczami, którzy zapewne w lipcowy weekend zdecydowanie zdominują deski pleszewskiego amfiteatru. Wucan to grupa pochodząca z Niemiec, powstała w 2012 roku. Jej członkowie przyjmują typową postawę „born too late”, swoją muzyką stawiając piękny ołtarzyk latom 60. i 70. Czerpią także inspiracje z krautrocka, folku czy bluesa. W efekcie powstaje interesująca i niesztampowa mieszanka. Jako jeden z  nielicznych zespołów wyrosłych na fali retro boomu, Wucan stawia na energię i pozytywne emocje, odrzucając od dawna już przeżartą rdzą tematykę okultystyczną. Wychodzi im to na dobre. Świata raczej nie zmienią (choć kto wie…), ale z pewnością wniosą na Red Smoke sporo ożywienia.

Adam Gościniak