BEHEMOTH, BLINDEAD, MOROWE – Powrót Syna

Behemoth powrócił na koncertowe deski, a poznański występ był pierwszym od ponad roku. Zespół wrócił w pełni sił, z ogromnym zaangażowaniem i ochotą do grania. Półtoragodzinny set usatysfakcjonował podekscytowaną publiczność, która była świadkiem kapitalnego przedstawienia.

Behemoth, Blindead, Morowe – Poznań, Eskulap, 8 październik 2011

Morowe, które punktualnie rozpoczęło swój set, zaprezentowało materiał ze świetnej, wydanej w zeszłym roku nakładem Witching Hour, debiutanckiej płyty „Piekło.Labirynty.Diabły”. Zespół działający w studio jako trio, na scenie przeobraził się w siedmioosobowego potwora, z trzema wokalistami. Takie numery jak „Tylko piekło, labirynty i diabły”, „Komenda” czy „Jego oblicza” stanowiły mocne punkty niezwykle energetycznego i bezpośredniego występu. Katowicka ekipa, składająca się m.in. z członków Furii, Massemord, Ulcer Uterus czy Nuclear Vomit dała prawdziwy popis jak w trzydzieści minut rozgrzać do czerwoności publiczność. Smutny, hipnotyzujący black metal Morowego to idealne połączenie melodii, ciężkich riffów, oszalałych wokali i niebanalnej rytmiki. Zespół doskonale poradził sobie z niewdzięczną rolą otwierającego wieczór.

Gdy po dwudziestu minutach przerwy do roboty wziął się gdański Blindead w Eskulapie zapanowała atmosfera skupienia. Kapela pod wodzą Havoka, byłego gitarzysty Behemoth, zaprezentowała numery z wydanej rok temu przez Mystic, a już trzeciej w dorobku, płyty „Affliction XXIX II MXMVI”, która jest na krajowej scenie pewnym novum. Choć zagranicą podobne brzmienie popularne jest już od dawna, w Polsce atmosferyczne post-metalowe granie spod znaku Neurosis czy Isis dopiero teraz doczekało się godnego naśladowcy. Klimatyczny koncert porwał wszystkich zgromadzonych. Narastające i eksplodujące kawałki jak „Self-consciousness Is Desire And”, „Dark and Gray” czy „So It Feels Like Misunderstanding When…” oraz towarzysząca im wizualizacja, sprawiły, że czterdziestominutowy występ Blindead okazał się być czymś wyjątkowym i emocjonalnym. Przygniatające bębny, nastrój melancholii i zawodzący głos wokalisty. Te określenia najlepiej opisują, jak brzmi na żywo ten zespół z Wybrzeża. Solidna dawka człapiących i rozbudowanych kompozycji była rewelacyjnym sposobem na oderwanie się na chwilę od rzeczywistości, zaraz przed występem gigantów.

Powrót syna...
Powrót syna…

Podobnie jak podczas poprzedniej trasy po kraju, na jesieni 2009 roku, Behemoth zaczął kawałkiem „Ov Fire and the Void” z ostatniej jak dotąd płyty „Evangelion”. Scenografia także prawie identyczna jak dwa lata temu. Już na pierwszym numerze wystrzeliły salwy ognia, a temperatura gwałtownie skoczyła w górę. Zaraz potem kapela uderza z pełną szybkością i furią kawałkiem „Demigod”. Potem niespodzianka, czyli coś z odległej przeszłości i „Moonspell Rites” z wydanej w 1994 roku epki „And the Forests Dream Eternally”. Publiczność jest wniebowzięta. Później także z „Evangelion” kapela uderza numerami „The Seed ov I”, „Alas, The Lord is Upon Me” oraz „Shemhamforash”. Nergal zwraca się do fanów, mówi o swojej absencji i o tym, że teraz wrócili na dobre. Widać, jak niezwykle cieszy go ponowny kontakt z żywą muzyką i jaki ma głód grania. Kipi energią i zapowiada poszczególne numery. Seth i Orion wypruwają struny z gitar. Pojawiają się kolejne nowości w secie, czyli „Before The Aeons Came” z „Demigod”, „Heru Ra Ha (Let There Be Might)” z „Zos Kia Cultus”, „The Thousand Plagues I Witness” z „Pandemonic Incantations” oraz żelazny punkt programu, czyli „Antichristian Phenomenon” z „Thelema.6”. Następnie miażdżący „Conquer All”, właściwie soundtrack do tego, z czym musiał zmierzyć się lider Behemotha w trakcie ostatniego roku. Wrócił przynajmniej tak silny jak wcześniej, jeśli nie silniejszy. Kapela bez wytchnienia leci utwór po utworze udowadniając, że nic nie jest w stanie stanąć na ich drodze, żadne choroby czy przeciwności.

W dalszej części koncertu pojawiają się klasyczne już, bezkompromisowe i brutalne ciosy jak „Decade of Therion” z „Satanica”, „Slaves Shall Serve” z „Demigod” czy karkołomny „At the Left Hand ov God ” z bestsellerowego „The Apostasy”. Inferno, co pokazał niedawna także na trasie z Azarath, jest niekwestionowanym czempionem dewastowania perkusji w Polsce. Ten koncert był jego kolejnym zwycięstwem przez knock-out. Piekło, które rozpętał, zbiło publikę na mokrą pulpę.

Po krótkiej przerwie Behemoth wraca na bis w postaci kapitalnie sprawdzającego się na żywo, przebojowego „Chant for Eschaton 2000” oraz „Lucyfera”, idealnego kawałka na zamknięcie występu. Długi, przykuwający uwagę numer ze świdrującym riffem, wpadającą w ucho melodią i melodeklamacją Macieja Maleńczuka była wielkim finałem wielkiego wydarzenia.

Tekst: Adam Drzewucki

Zdjęcia: Łukasz Popławski