THAW – Thaw (Avantgarde Music)

Nowa (debiutancka?) płyta Thaw buduje obraz w pewnym sensie perfekcyjnej kapeli na obecne czasy. Jeżeli przyjmiemy, że „wszystko już było” i znakomita większość współcześnie tworzonej „ciężkiej” muzyki opiera się na czerpaniu z kilku-kilkunastu wzorców, to stworzenie na ich bazie materiału spójnego i ekscytującego urasta do miana szczytu marzeń. Po kilkunastu odsłuchach „Thaw” gotów jestem stwierdzić, że zakapturzone chłopaki z wesołego Sosnowca na tym etapie swojej działalności sięgnęli własnego ideału.

Zeszłoroczna ep-ka „Advance” i rewelacyjny koncert w gdyńskim „Uchu” narobiły mi sporych nadziei na skokowy rozwój Thaw w stosunku do sympatycznego skądinąd poprzednika. Uroczy w swoim nieokrzesaniu „Decay” to wciąż materiał co najmniej przyzwoity, ale trudno zestawić go z dojrzałą, ukierunkowaną propozycją artystyczną ujętą na nowym albumie. „Thaw” ucieka z ram surowego, wspartego noise’m black metalu, odważnie i z wizją budując coś, co nie brzmi jak sklejka modnych gatunków, a raczej jak zwarta, czerpiąca z różnych nurtów całość podporządkowana idei transowości i ciężaru. Black metal, taki z rejonów Altar of Plagues, Tombs czy Deathspell Omega, jest tu zaledwie jedną ze składowych, wtopioną w dronowe, dalekie od przypadkowego buczenia struktury, które swobodnie odnalazłyby się na płytach KTL czy Khanate. Jeśli sludge – to pozbawiony Isisowego przynudzania, podbity elektroniką ciężar zaprawiony wokalem coraz bardziej odbiegającym od blackmetalowego standardu. Wszystko to ma na „Thaw” swoje miejsce i uzasadnienie, nie wyczuwam w tychThaw dźwiękach przypadkowości czy skoku na postmetalową koniunkturę celem dowartościowania muzyki wydumanym artyzmem. Jest w tych utworach myśl przewodnia, talent do komponowania i aranżowania, sprecyzowana wizja brzmienia i umiejętności wykonawcze, a ani poszczególne utwory, ani czterdziestodwuminutowa całość nie sprawiają wrażenia rozwleczonych ponad zdrowy rozsądek.

Szkoda by było, gdyby tak świetny materiał jak „Thaw” przepadł w międzyscenowej szczelinie między obojętnością sceny blackmetalowej a tłumami nieświeżych wełnianoczapkowców zapychających repertuar Relapse Records, Bandcamp i portal CvltNation. Nie powiem, żebym doznawał jakiejś szczególnej ekscytacji na wieść o zespołach, które z dużą dozą prawdopodobieństwa okażą się gorszą wersją Old Man Gloom, gdzie każdy dźwięk krzyczy „chcemy do Relapse!” – na ich tle „Thaw” jawi się albumem wyrazistym i świeżym, wybijającym się wysoko ponad gatunkową homogeniczność i przeciętniactwo. Zróbcie sobie prezent z tej płyty, prędko równie dobrej w podobnych klimatach nie uświadczycie.

Bartosz Cieślak