MASSEMORD – A Life-Giving Power of Devastation (Pagan Records)

Mnogość projektów, jaka rozpętała się wokół Let the World Burn, mam takie wrażenie – w pewnym okresie zepchnęła Massemord na boczny tor. Trochę to dziwne bo niewiele jest zespołów, które za każdym razem nagrywają materiał dojrzalszy, mocniejszy, po prostu lepszy. A tak właśnie oceniam płyty katowiczan – od czasu debiutu każdy, kolejny materiał przynosi nową jakość. Chyba każdy, kto słuchał „The Madness Tongue Devouring Juices of Livid Hope”, poprzedniego krążka grupy, zgodzi się ze mną, że poprzeczka została zawieszona wysoko. Massemord nagrał płytę inną od tego pamiętnego wydawnictwa, inną głównie w samej formie bo muzyka to ciągle niszcząca doskonałość.

Massemord dał nam krążek, który być może jest taki jakich wiele, bo przecież albumów z black metalem jest całe mnóstwo, ale jak dla mnie jest to materiał niesamowicie dojrzały i autentycznie porażający. Zespół zrobił coś wyjątkowego – stworzył muzykę, która nawiązuje do wszystkiego, co nagrał wcześniej. Mamy tu dowód na absolutne okiełznanie formy, bo czym innym będzie nawiązanie do Furii, które słyszę tu co najmniej kilka razy? Forma została doprowadzona niemal do perfekcji i to pod każdym względem. Brzmienie tego materiału początkowo wydawało mi się jakoś dziwnie niedopracowane, szorstkie i w sumie mało czytelne lecz po głębszym zapoznaniu się z tematem nie wyobrażam sobie by „A Life-Giving…” mógł zabrzmieć inaczej. Produkcja, w której nic nie jest oczywiste, instrumenty chwilami gdzieś uciekają a perkusja wraz z opętanym blastem chowa się za ścianą gitarowych riffów, jest odważna, ale też pasuje do tego materiału bardzo dobrze. Niby Massemord nie pokazuje niczego, czego już bym nie słyszał, ale całośćMassemord została złożona w sposób, który bardzo dobrze świadczy o świadomości zarówno muzyków i jak realizatora tych dźwięków.

„A Life-Giving Power of Devastation” to płyta zrealizowana z rozmachem i w najlepszym, wielowymiarowym stylu. Zawiedzie się ten, kto czekał na album, w którym rządzić będą blasty i wszechobecna furia. Masakrujących hiper-tempami partii nie ma tu zbyt wiele, zamiast tego coraz mocniej i dosadniej akcentowany jest chaos i to w każdym wymiarze. Chaotyczne brzmienie. Wielopłaszczyznowo zrealizowane, przenikające się instrumenty, riffy, blasty i wrzaski… Massemord A.S. 2013 to zespół grający muzykę nie najszybszą, nie najbrutalniejszą, ale za to bardzo działającą na psychikę, trudną do zrozumienia, schizofreniczną i bardzo duszną. Pewnie to kwestia mocno rozbuchanych aranżacji oraz obranych środków wyrazu, ale słuchając tego albumu ciągle właściwie ma się wrażenie przytłoczenia, takie dziwnie irracjonalne uczucie, które nie pozwala w spokoju analizować tego, co płynie z głośników.

Lubię, kiedy black metal ma do zaoferowania coś więcej niż kilka prostych riffów, szum drzew i kruka w tle; nowy album Massemord być może wychodzi od początków, esencji gatunku lecz jednocześnie nie stawia przed sobą granic niosących sztywne gatunkowe ramy. Na „A Life-Giving…” pojawia się kilka elementów, które purystów przyprawią o koszmary; a to gitary zgrzytliwie zaakcentują podobieństwo do noise, a to cięższe partie nawiążą pokrętnie do death metalu. Słowem – chaos. Chaos lub całkowite oddanie artystycznej wolności, każde z tych określeń można dopasować do Massemord i każde z nich będzie moim zdaniem odpowiednie.

Można mieć do zespołu pretensje, że tak na prawdę nie poszedł tym wydawnictwem jeszcze dalej, bo mimo wszystko „A Life-Giving…” jest płytą, która mnie osobiście nie zaskoczyła. Jest to kontynuacja oraz ukoronowanie tego, co Massemord stworzył do tej pory, jednak gdzieś tam w zakamarkach myślowych powstaje pytanie – co dalej? Na tę chwilę jest to najlepszy album Massemord jaki mógł powstać, jednocześnie jeden z lepszych, blackmetalowych albumów ostatnich miesięcy. Polecam.

Wiesław Czajkowski