HOKEI – Don’t Go (Lado ABC)

Doszedłem do pewnego wniosku. Wniosek może wydawać się kuriozalny, ktoś stwierdzi, że głupi a jeszcze inny, że nie mam bladego pojęcia o czym piszę. Otóż, szanowni czytelnicy, muzykę zaczynam dzielić na światową i zaściankową, niezależnie od narodowości, wieku i układów, takich czy innych. Nowy podział zaczynam od Hokei, warszawsko – bydgoskiej załogi, która swoim debiutanckim krążkiem wyraźnie opowiada się po stronie muzy światowej.

Nie chce mi się zbytnio rozwodzić nad korzeniami tych muzyków, bo z niejednego pieca chleb jedli, bywali tu i tam, projektów co nie miara mają na koncie a teraz zjednoczyli siły pod szyldem Hokei. O co chodzi i dlaczego grają aż z dwoma perkusistami – dowiecie się z wywiadu, zaś tu i teraz słowo o muzyce. Muzykę światową tworzyć może zespół, który nie bierze pod uwagę czegoś takiego jak kategorie, zasady i czas. Czyli nie zastanawia się, co chce grać, nie myśli o tym, że po zwrotce musi być koniecznie refren, a każda zmiana tematu, musi pociągać za sobą jakieś aranżacyjne konsekwencje. Nie liczy się też z długościami – kawałek może mieć równie dobrze dwie jak i osiem minut. Wyzucie z zasad, konwenansów i przyzwyczajeń jest początkiem sukcesu i takowym jest dla mnie „Don’t Go”. Bo na tej płycie zespół kompletnie olał wszelkiego typu zasady i stworzył po prostu dobrą, intrygującą i plastyczną muzykę, której ogromną zaletą jest nieprzewidywalność i aranżacyjne niedopowiedzenie.

Nieprzewidywalność to przede wszystkim śmiałe lawirowanie po meandrach stylistyk. Zespół tak fajnie potrafi czerpać z przeszłości iHokei główny przyszłości, że muzyka zmienia się za każdym przesłuchaniem, co czyni ją wręcz magiczną. Kiedy pierwszy raz posłuchałem płyty, miałem wrażenie, że oto obcuję po raz kolejny z zespołem, co kłania się nisko noise rockowi z wiadomej epoki, tymczasem, każde kolejne podejście powodowało, że widziałem muzykę z zupełnie innej perspektywy. Bo nie chodzi wcale o to, że np. „Primax” rusza niczym zapomniany song Primusa, „Bless” czy „Ho” to ambientowe, gitarowe impresje a „Koty Psy” mogłyby trafić do katalogu Girls Against Boys czy nawet późnego Don Caballero. Chodzi raczej o to, że w niesamowity i plastyczny sposób interpretują zarówno alternatywę z lat 90 – tych, wspominają formacje typu Ewa Braun czy Thing a jednocześnie nie boją się prog – rockowych awangardzistów z King Crimson. Nie boją się też prowadzić utworów w sposób zupełnie odbiegający od logiki, zapominając o powtarzalności, piosenkach i harmoniach . Tu spotkać możemy luźne, niemal improwizowane loty, jest dużo gitarowej impresjonistyki („Don’t Go”) i ciekawie utkanych faktur. Dwa zestawy perkusyjne uzupełniają się głównie brzmieniowo, choć i tutaj można spotkać próby wyłamywania się ze schematu, np. w rewelacyjnym „Exe”, gdzie ciekawie rozłożono akcenty na werblach. Inna sprawa, że ten numer wyróżnia się za sprawą harmonii i mocno transowego charakteru całości. W zasadzie każdy numer przynosi nam coś ciekawego, nieszablonowego i zdecydowanie mało logicznego, jeśli brać pod uwagę standardy. Nadal, po iluś tam przesłuchaniach, uważam, że głównym źródłem jest tu dobro złotej epoki noise’u, począwszy od brzmienia, skończywszy na pomysłach muzycznych. Jest też w tej muzyce coś bardzo niepokojącego, swego rodzaju introwertyzm, zamknięcie, żeby nie powiedzieć – zarozumiałość i trzeba troszkę się wysilić, by ją polubić, ale jak wiadomo, trudna miłość bywa najbardziej satysfakcjonująca.

Hokei to przykład zespołu, który nie boi się swojej, muzycznej erudycji wykorzystywać w sposób odważny i zaskakujący. Odwaga w tym przypadku związana jest z faktem – a jednak –  niszowości ich produktu, bo pewnie po krążek, wydany przez Lado ABC, sięgną tylko najzagorzalsi fani inteligentnego hałasu. Z drugiej strony – to dobrze, bo sięgną po niego pasjonaci, którzy zapewne dają się ponieść emocjom, jakie zgromadzili muzycy na swojej płycie i to będzie dla zespołu największa nagroda. W każdym razie – ze swojej strony zachęcam odejść od łatwych do strawienia kąsków i dać się ponieść fali pozytywnego i niesamowicie inteligentnego hałasu znad Wisły.

Arek Lerch