FUNERUS  – Reduced to Sludge (Ibex Moon Rec.)

Wydawać by się mogło, że death metal ma już swoje największe triumfy za sobą. Jeżeli ktoś nie śledzi na bieżąco tego, co dzieje się na scenie to trudno jest zauważyć jakieś spektakularne wydarzenia, które przewróciłyby do góry nogami świat fanów tego gatunku. Osobiście uważam, że w tej chwili w death metalu naprawdę wartościowe zespoły egzystują w bardzo głębokim podziemiu i tylko od nas zależy, czy uda nam się je odkryć. Funerus to grupa, której nie znajdziecie na pierwszych stronach metalowych periodyków, nie poinformują Was o niej wszystkowiedzący znawcy z internetowych forów… Mimo to uważam, że jest to jeden z ciekawszych zespołów, które wydały płytę w tym roku. Nie chce mi się czekać do końca tekstu by wyrazić moje zdanie o „Reduced to Sludge”, dlatego też napiszę od razu – album to zacny; wart tego, by pogrzebać w rzekach gówna płynących przez metalowe podziemie…


„Reduced to Sludge” to prawdziwa, czarna perła wyłowiona ze wspomnianych wyżej podziemnych rzek. Czysta esencja szwedzkiego death metalu oparta na najlepszych wzorcach z początku lat 90. Przyznam szczerze, mimo rekomendacji nie spodziewałem się tego, że płyta ta po prostu mnie zmiażdży. Nawet przez chwilę nie pomyślałem o tym, że w roku 2011 może ukazać się album tak przesiąknięty duchem starej sceny. Zaczynając kontakt z „Reduced to Sludge” od razu zwracamy uwagę na brzmienie. Cholernie tłusty, toporny sound chwilami wywołuje przysłowiowe ciary na plecach. Jeżeli ktoś zapytałby mnie o idealne brzmienie albumu death metalowego, bez wahania wskazałbym dziś na efekt, jaki uzyskał Funerus. Właściwie każdy ze składowych elementów robi więcej niż dobre wrażenie. Gitary miażdżą ciężarem, wokalista growluje w sposób, który pozwala wątpić w to, czy facet należy jeszcze do świata żywych. Kult śmierci w czystej postaci wylewa się z głośników za sprawą doskonale słyszalnego basu (nareszcie zespół, który pamięta o tym, że istnieje taki instrument…) oraz miarowo bitej perkusji. Realizacja albumu reprezentuje poziom mistrzowski!

Wiadomo, że same studyjne sztuczki nie wystarczą do tego, by płyta zapisała się na dłużej w metalowych kronikach. Funerus doskonale o tym wiedzą i razem z świetnym brzmieniem prezentują słuchaczom zestaw kompozycji, które na długo zostają w pamięci. Zespół zdaje sobie sprawę z tego, że death metal to nie tylko blasty i techniczne wygibasy. Większe znaczenie przywiązując do dusznej atmosfery swoich hymnów, Funerus tworzą muzę, które zdecydowanie wybija się ponad przeciętność. Same kompozycje pozornie wydają się proste i niezbyt rozbudowane, lecz to tylko pierwsze wrażenie. Zagłębiając się w „Reduced to Sludge” otwiera się przed nami bogactwo świata zmarłych… wolne tempa to tylko początek, punkt wyjścia do death metalowej opowieści o minionej świetności szwedzkiej sceny. Chwilami Funerus gra tak ciężko, że zasadne zdaje się użycie terminu doom/death, po chwili przyspiesza i zaczyna się brutalna jazda, która powali na kolana najtwardszych zawodników.

Bez fajerwerków, przy użyciu prostych środków wyrazu udało się stworzyć Funerus kompozycje, od których nie sposób się uwolnić… „Reduced to Sludge” to monolit, płyta, której nie można słuchać wyrywkowo. Jedenaście śmiertelnych songów tworzy idealną całość; każdy kolejny utwór nawiązuje do poprzednika, zazębia się i kontynuuje opowieść…

Funerus zniszczył mój świat, nagrywając płytę, którą złośliwi nazwać mogą wtórną; przypomniał dlaczego death metal jest muzyką, która będzie towarzyszyć mi do końca mych dni…

W tym roku mogę już odpuścić sobie poszukiwanie nowych płyt z tym gatunkiem, wcześniej Morbus Chron a teraz Funerus zaspokoiły mój głód…

Wiesław Czajkowski