FAUST AGAIN – Illusions (Noizgate Records)

Szczycimy się często tym, że mamy polskie odpowiedniki Neurosis, Entombed czy Watain, które zaspokajają siedzącego gdzieś w głębi nas inż. Mamonia. Lubimy piosenki, które już kiedyś słyszeliśmy, często wynosząc na piedestały zdolnych, ale wciąż rzemieślników. Z całym szacunkiem, nie jesteśmy narodem odkrywców. Często zadowalamy się umiejętną reprodukcją, rzadko szukając poza tym, co znamy i do czego przywykliśmy. Twórcy z nas też nieszczególni, prędzej nieźli odtwórcy. Jeżeli komuś z tym wygodnie, to jego sprawa, choć ciężko byłoby mi wybaczyć sobie przegapienie płyty kalibru „Illusions” Faust Again, która jest wyjątkiem mimo wszystko potwierdzającym tę ostatnią regułę.

Prób otagowania tego, co robi ów poznański kwintet było aż nadto: począwszy od emo metalu i metalcore w czasach, gdy oba te określenia wcale nie odsądzały zespołu od czci i wiary, po późniejsze zarzuty zrzynania z Gojira czy wręcz flirtowania z nu metalem. Everything is more complicated than you think, słyszymy w jednym z utworów. Rzeczywiście, sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. „Illusions” nie jest bowiem płytą, której zawartość da się sprowadzić do zręcznego, dwuczłonowego określenia, a następnie zmyć jakiekolwiek o niej wspomnienie kilkoma chrzczonymi piwami w piątkowy wieczór. A to już wartość sama w sobie.

Żadna z proponowanych przez Faust Again dwunastu nowych kompozycji nie lgnie bowiem ochoczo do utartych konwencji. Każda z nich to swego rodzaju roztwór, w którym mieszają się pierwiastki death metalu, hardcore, metalu progresywnego, a nawet rocka. Mieszają się, dodać należy, nad wyraz swobodnie, nie twFaust Againorząc mdłej muzycznej brei, tylko zgrabne, promieniejące świeżością piosenki. W całość wprowadza nas sunący beztrosko „Everyone’s Experience” z którego onirycznymi tonami kontrastują jedyne padające w jego trakcie słowa: We are nothing. Sielanka przerwana zostaje wiercącym riffem „My Favorite Masquerade”, rozbłyskującego dalej bogactwem melodyjnych leadów, najbardziej zresztą udanych od czasów przynajmniej drugiej płyty. Później jest jeszcze ciekawiej: „Break the Silence” to dzięki nośnemu głównemu tematowi, wyrazistej rytmice i skandowanemu refrenowi koncertowy pewniak, „As the World Forgets You” przykuwa uwagę sekwencją akordów a la Deftones, natomiast „All the Way Down” równoważy ze sobą ekstremalne oblicze formacji z jej firmową umiejętnością wieńczenia numerów rozbrajającymi harmoniami. Wszystkich złaknionych grania bardziej osadzonego na pewno zadowoli obecność „Something You’ve Always Missed”, oferującego prócz pulsującego groove i breakdownów także efektowne zabawy z tonacją, czy najbardziej bodaj rozbudowanego „The Will to Align” skutecznie zwiększającego napięcie wraz z każdą sekundą. Wszystko to natomiast podane z dbałością o odpowiednie proporcje, zupełnie inaczej niż w przypadku dość chaotycznego, a miejscami rozwlekłego albumu „The Trial” sprzed niecałych czterech lat.

Nowe kompozycje sprawdzają się dużo lepiej także jako nośnik treści. Teksty, mimo iż ogniskują się raczej wokół sfery osobistej, to dzięki celnemu puentowaniu i wplecionym gdzieniegdzie cytatom potrafią zyskać bardziej uniwersalne znaczenie, tworząc opowieść o dążeniu jednostki do samorealizacji. Nie ma tu paraliterackiego bełkotu, wysilonych metafor, ani zwrotów wymagających ukończonego fakultetu filologii. Jest za to sens i budujące przesłanie, które razem z dopracowaną warstwą muzyczną dają jeden z bardziej dojrzałych polskich albumów ostatnich lat. „Illusions” to muzyka pełna finezji, której zawsze brakowało większości grajków wywodzących się ze sceny hardcore, i słowa, spośród których każde ma swą wagę, o co byłoby trudno na pierwszym z brzegu albumie metalowym. To sztuka brzmiąca nowocześnie i wiarygodnie zarazem. Faust Again  po raz kolejny dają do zrozumienia, że są zespołem jedynym w swojej klasie.

Cyprian Łakomy