DR MISIO – Pogo (Universal)

Dr Misio pozbył się siatkowych koszulek, obwisłych gaci, przywdział garnitury, jeszcze bardziej sposępniał i przypierdolił drugą płytą na pohybel… właśnie, chciałby się napisać młodym, ale szkoda mi tych zagonionych w korpo debili z przyklejonym do łapy termoizolacyjnym kubkiem rozpuszczalnej kawy, więc napiszę – wszystkim, bo każdy znajdzie tu coś wstydliwego ze swojego żywota. A także na pohybel tym, co traktowali Dr Misio jako jednorazowy wybryk. Jest pogo, tylko dla kogo?

Nie lubię pisać tekstów polemicznych, jednak jakoś tak się złożyło, że czekając na autoryzację wywiadu z zespołem a tym samym wstrzymując publikację recenzji płyty, mimochodem zerknąłem na to, co napisano o „Pogo” w pewnym, kolorowym, telefonicznym portalu. Przeczytałem tam coś o panach w średnim wieku, którzy zazdroszczą młodym. Pomijam fakt, że też jestem w średnim wieku, zastanawiam się jedynie – czego, do cholery, zazdroszczą? Bo słuchając tekstów z tej płyty czuję raczej potworny sarkazm, z jakim opisywane jest to młode pokolenie, które niby może bardzo dużo a nie tylko, że zacytuję „tyrka, wypłata i urlop”. Nie zazdroszczę wcale uzależnienia od telefonów komórkowych, konieczności określania się na profilach społecznościowych i spowiadania w Internecie („Modlitwa”), nie zazdroszczę im dyktatu hipsterskiego dress code („Metro”) wali mnie okrutnie, który akurat klub jest aktualnie modny, co jest na topie w temacie dragów i co koniecznie trzeba przeczytać („Hipster”). Śmieję się do rozpuku z zagonionych w korporacyjnym kieracie, zestresowanych młodziaków w garniturach, którzy za udział w kolejnym „projekcie” dostaną parę złotówek, i tak zżartych przez kredyty („Klub Trup”). Czy to jest ta „młodość”, której mam komuś zazdrościć? Dr Misio celnie uderza, patrosząc naszą codzienność, krzyżując szczury na aluminiowych drzwiach biurowców. Rozprawia się też z narodowymi „świętościami”, używając słownych klisz w zupełnie innym, niemal bluźnierczym kontekście („nasze powstanie warszawskie…”, „pałacyk michla żytnia wola, wciągamy koks spod parasola”, „wielka parada nieżywych…”). W porównaniu z Młodymi, dużo więcej tu takiej, szarej rzeczywistości, zadumy nad codziennym zwlekaniem się z wyra i stawianiem czoła życiu i owej polskości, jakkolwiek by jej nie rozumieć („Jesteśmy tymi, co wynoszą gówna, jesteśmy tymi co wynoszą gówna, z własnego domu ostrożnie ze wstrętem, wietrzymy przez dni kilka, chociaż chłodno jest…”). Być może ta szarość jest natrętna, może symboliczna, ale zawsze sugestywna. Co ciekawe, po raz kolejny Arek Jakubik korzysta z tekstów Świetlickiego i Vargi, pozostając piorunująco autentyczny w tej gorzkiej, żeby nie powiedzieć nihilistycznej wizji. Może się to wydawać cokolwiek dziwaczne, ale te teksty w jakiś sposób pozwalają się oczyścić. Nie chciałbym, rzecz jasna, budować jakiejś mitycznej symboliki; po prostu rzadko kiedy słowa tak dobitnie do mnie przemawiają. No i ta przewrotność – powiedz komuś że jest idiotą i bucem a on i tak będzie tańczył…dr.misio 72 re

Muzyka? Na pewno dużo bardziej ujednolicona w stosunku do debiutu. Tam wyróżniało się kilka utworów, tu w zasadzie słucham płyty od deski do deski, wchodząc w ten zimny, depresyjny, niemal nowofalowy klimat. Zespół doskonale zgrał się ze sobą, nikt się nie wychyla i zgodnie z tym, co prawi w wywiadzie Arek, faktycznie, słychać, że to kolektyw a nie trupa przygrywająca liderowi. W sumie, stworzyli jakiś precedens, bo jest to chyba jeden z pierwszych przypadków, kiedy nie czuję jakiegoś zażenowania słuchając kapeli, gdzie lideruje postać znana w małego i dużego ekranu. Dlaczego zatem się udało? Może brak ciśnienia, może takie a nie inne doświadczenia, dające pewną perspektywę? Umiejętność zdystansowania się od tego, co powszechnie uznawane jest za modne i obowiązkowe? W tej ostatniej kwestii – Dr Misio nadal pozostaje zespołem, grającym dźwięki zdecydowanie niemodne, nie ogląda się na trendy i choć w innym przypadku można byłoby mówić o naftalinie, muzycy reaktywowali polskiego, starego i rockowego trupa w zadziwiająco inteligentny sposób. Nawet jeśli gdzieś znajdziemy cytaty z klasyków „muzyki młodzieżowej”, są sprytnie wprzęgnięte w aranżacje, dodając całości smaku. Zespół wykonał zresztą rzecz ryzykowną – pozostając przy takiej stylistyce, pozbawił się owego, PRL-owskiego kontekstu i nadal potrafi zaboleć. Cóż, może trzeba mieć po prostu talent?

Arek Lerch

Zdjęcie: Radek Polak