CULTED – Oblique To All Paths (Relapse)

Szwecja to kraj przekwitłej wiśni. A Kanada – zgniłego kapitalizmu. Za dobrze mają i z tego dobrobytu uderza im do głowy. No bo kto inny mógł wymyślić tak monstrualny zespół jak Culted? Trzecia płyta tego zwyrodniałego, internacjonalnego tworu to ponowna podróż w głąb szaleństwa, dźwiękowego horroru, widm i strachu. Pasy zapięte? Zapraszamy!

W zasadzie Culted nie wymyślił niczego nowego. Po prostu przechadzając się po muzycznym hipermarkecie wybierał to, co leżało na dolnych półkach i w działce z wyprzedażami. Przestarzały horror show. Black metal, taki z zardzewiałymi blastami, w dodatku goniący za własnym cieniem. Czarna, zwietrzała farba. Sala tortur rodem z „Hostelu”. I opuszczony, upiorny dom z okładki debiutu Black Sabbath. Gdzieś, przy wyjściu trafił się jeszcze pokraczny konik z „Haus der Lüge” Einstürzende Neubauten. Wszystkie te odpadki zostały dokładnie wymieszane i przetrawione. Efekt nazywa się „Oblique To All Paths”.

Muzyczne preparacje Culted nie należą do łatwych chociażby z powodu luźnego potraktowania ram czasowych – trudno otwierający, dziewiętnastominutowy „Brooding Hex” uznać za przyjazną piosnkę. To raczej labirynt, gdzie spotykamy zarówno dronowe odjazdy, doom metalowy, gitarowy zgiełk, czystej wody hałas i nieco transowych, mrocznych zawodzeń. Wspominam o tej pieśni na początku, bo to chyba najciekawszy fragment płyty. W podobnym tonie wypowiem się o „Transmittal”, poprCulted Bandzedzonym ponurym dronem „Distortion of the Nature of Mankind”. Zespół przez 62 minuty prowadzi nas po swoich mrocznych ścieżkach, miejscami brzmiących niczym filmowy soundtrack, to znowu atakuje czysto gitarowym hałasem. Warto zwrócić uwagę na brzmieniowe niuanse, często znane z poszukiwań grup industrialnych (szczególnie niemieckich…), stawiających na ekspozycję dystorcyjnej natury  instrumentów (bębny) a nie klarowną i wyczyszczoną formę, do jakiej przyzwyczaiły nas współczesne, cyfrowe studia nagraniowe. Tu właśnie ujawnia się eksperymentalne oblicze zespołu, przedkładającego ponad transparentność formy niedopowiedzenie, zabawę dźwiękiem, który nie układa się w zorganizowane struktury, oddziałując raczej klimatem, atakując wynaturzoną agresją czy ponurym nawarstwieniem ponakładanych na siebie faktur. Przez taki zamysł pozornie ginie puls, zastępowany upiorną, nieprzyjazną poświatą, przez którą musimy się przedrzeć, słuchając płyty kilka razy, by wreszcie zrozumieć intencje twórców. Trudno traktować krążek jako tradycyjnie rozumianą muzykę i to jest w nim właśnie najbardziej fascynujące. Można go traktować jako kopalnię dźwięków, bo za każdym razem odkryjemy coś nowego, zależy z jakim nastawieniem do niego podejdziemy. Takie płyty lubię i choć pozornie ten paczłork składa się ze znanych mi skrawków, znowu udało się grupie uszyć z niego obraz całkiem świeży; posunąłbym się nawet do stwierdzenia, że to najciekawszy album zespołu.

Culted sadowi się w grupie zespołów i projektów, które skrywają swoje oblicze w mroku, udostępniając słuchaczowi co najwyżej część swojego jestestwa, o resztę zaś trzeba walczyć. Jeśli zatem dobrze bawicie się przy twórczości Blut Aus Nord (szczgólnie z okresu „MoRT”…), Cultes Des Ghoules, Gnaw Their Tongues czy Lustmord, spokojnie możecie sięgnąć po „Oblique To All Paths”. Wrażenia gwarantowane, choroba psychiczna murowana i kaftanik bezpieczeństwa czeka. Shoegaze’owy blackmentalowiec w zakładzie psychiatrycznym marzący o końcu świata. Powodzenia.

Arek Lerch