BLINDEAD – Affliction XXIX II MXMVI (Mystic)

Dokładnie miesiąc temu miałem okazję obejrzeć ekranizację powieści Cormaca McCarthy’ego „Droga”. Wracałem do niej jeszcze, by smakować wisielczą, całkowicie pozbawioną nadziei perspektywę, z jaką musieli zmierzyć się mieszkańcy umierającej ziemi. W tym samym czasie kończyłem lekturę książki „Świat Bez Nas”, gdzie autor stara się odpowiedzieć na pytanie, co stanie się z ziemią, z której z dnia na dzień znikają ludzie. W dodatku dwa dni temu Korea Północna ostrzelała ksero braciszka, prowokując pesymistyczne prognozy nieuchronnej, III wojny światowej. I w środek tej myślowo – estetycznej depresji wpadła z hałasem najnowsza, czwarta (licząc ep – kę „Impulse”…) płyta pomorsko – warszawskiej bestii.

Blindead to dla mnie przykład zespołu, który swoją karierę prowadzi w sposób niemal idealny. Od pierwszej demówki, przez debiut dla Empire aż po genialne, dwie ostatnie płyty zespół w pełni wykorzystuje możliwości trudnej w sumie i mało komercyjnej muzyki. Oczywiście, nie jest to przykład kariery błyskotliwej z punktu widzenia finansowego, jednak artystyczne spełnienie grupa może zaliczyć do swoich sukcesów. Otoczona nimbem kultowości, kosząc co lepsze recenzje za „Autoscopia: Murder In Phazes”, za sprawą „Impulse” udowodniła, że ma odwagę eksperymentować w zupełnie innych rejonach.

Najnowsze dzieło pokazuje, że można połączyć eksperyment, potężne, sludge – metalowe uderzenie z niemal psychologiczną analizą stanu choroby psychicznej, czy też świat z takiej perspektywy.

Cały koncept muzyczno – liryczny „Affliction” spięty został w genialny sposób opowiadaniem Piotra Kofty „Rytm” (które dołączone jest do rewelacyjnego, swoją drogą , wydania płyty…). Nie chcę nikomu narzucać interpretacji, dlatego powiem, że to monolog  dziecka, dziewczynki – najprawdopodobniej autystycznej – chorej, według potocznego rozumienia i odrzuconej. W kontekście opowiadania, muzyka stworzona przez zespół poraża, powodując paraliż mentalny. Jak można było się spodziewać, stworzony koncept jest w pewnym sensie kompromisem między masywnością „Autoscopii” i przestrzenią „Impulse”. Siedem odsłon nowej płyty Blindead to podróż przez zwoje mózgowe bez udziału środków chemicznych. Zespół stworzył dzieło zamknięte, którego nie można słuchać w odcinkach, połączone utwory z tekstami zapętlają się i sam niepostrzeżenie przesłuchałem płytę trzy razy pod rząd. Skoro jednak, wyrwany z tego paraliżu, muszę podzielić się wrażeniami, wyróżnię „My New Playground” za wokalny duet, który przyprawia o gęsią skórkę, wprowadzając niemal w hipnozę. Dla odmiany „All My Hopes And Dreams” to duży odjazd, psychodeliczna przestrzeń, szumy, drony kończące się miażdżącym transem. Nie mniejsze wrażenie robi dramatyczny „It Feels Like Misunderstanding” a całość zamyka epicki, rozedrgany „Affliction XXVII II MMIX”. W sumie, opisywanie każdego kawałka  z tej płyty nie ma sensu, bo wszystkie w tajemniczy sposób przenikają się, zlewają za sprawą wszechobecnej elektroniki, miarowych, ale jakże efektownie zagranych bębnów i gitarowej pajęczyny tkającej siatkę brzmień absolutnie plastycznych i wizjonerskich. Najbardziej zauroczyła mnie jednak     muzyczność tego materiału. Zespół unika nadmiernych udziwnień, szczególnie na płaszczyźnie elektroniki, tworząc pozornie zwyczajne dźwięki, które dopiero jako całość okazują się być niedopowiedziane, przestrzenne, zostawiające więcej miejsca na własne wizje słuchacza.

Dlatego właśnie do Blindead absolutnie nie pasuje określenie muzyka rozrywkowa, bo przy „Affliction” brzmi to bardzo głupio. Jestem nieobiektywny, nie mam zamiaru się z tym kryć. Ba, uznaję, że pod koniec roku grupa zdystansowała wszystkich, skopała im tyłki i udowodniła, że w temacie ponurego, sludge’owego, podszytego psychodelią odjazdu nie ma sobie równych.

Arek Lerch