ALL PIGS MUST DIE – Nothing Violates This Nature (Southern Lord)

All Pigs Must Die to jedno z ciekawszych zjawisk na współczesnej scenie hc. Określenie tej formacji, które bardzo często spotyka się w muzycznych magazynach, jako zespołu hardcore/punk, ledwie mgliście sygnalizuje to co słyszymy na wydawnictwach tego jakże zacnego składu. Owszem, te dwie szufladki dominują na płytach APMD lecz tak naprawdę stanowią jedynie punkt wyjścia do szeroko prowadzonych, muzycznych poszukiwań, które, moim zdaniem, prowadzą w rejony bardzo, ale to bardzo ciekawe. W sumie to jest to jeden z niewielu składów, określanych mianem supergrupy, który muzycznie cały czas zalicza zwyżkę formy. Od czasu debiutanckiej ep-ki „All Pigs Must Die” każde wydawnictwo przynosi nową jakość. Tak jest też i tym razem; drugi album AMPD to materiał, który zapada na długo w pamięć…

Pierwsze dwa numery „Chaos Arise” oraz „Silencer” to mocny cios, podkreślający, skąd zespół ten się wywodzi, czyli esencja hradcore/punka. Oparte na mocnych riffach, ciężkie, brutalne granie poparte specyficzną rytmiką. Po tak mocnym otwarciu, gdy wykopane drzwi wpadają do pokoju, AMPD zaczyna kombinować. Przyznam, że właśnie za to lubię twórczość tej formacji – za otwarte podejście, za ciekawe pomysły, za hardcore, mroczny, ciężki i zdrowo pojechany. Kolejne kompozycje przynoszą nam coraz więcej pomysłów, które wykraczają poza kanon tego, co przeciętny zjadacz wegańskiej paszy rozumie jako hardcore/punk. Pojawiają się np. inteligentnie wplecione w miażdżące zwolnienia melodie czy niemal orientalne zagrywki gitarowe. Chwilami, tak jak na początku „Of Suffering”, czuję się jakbym słuchał Baroness; ten klimatyczny wstęp to przecież nic innego jak wysokiej próby sludge, bardzo zgrabnie połączony z ciągnącymi się w dalszej części utworu ultra ciężkimi acz melodyjnymi riffami. Ach… o ileż ciekawsze jest takie granie od czystego i prostego hc/punka jakim katuje nas większość bandów z tej półki gatunkowej. „Of Suffering” ciągnie się mocnym, sludge’owym tłem, miażdży melodią i totalnie rozdartym a idealnie zespojonym z pracąAll Pigs Must Die instrumentów wokalem. Jako się rzekło, jest nad wyraz interesująco a to dopiero połowa albumu…

Po swoistym, odjechanym wyciszeniu w postaci „Of Suffering”, AMPD serwuje chamski cios prosto w twarz. „Holy Plague” to właśnie taka idealna dla mosh’erów nawalanka, ostre jak brzytwa riffy, skoczne, pogięte tempa i ogień. Właściwie to od tego utworu następuje na „Nothing Violates This Nature” swoista eskalacja dźwiękowej przemocy. Z każdym, kolejnym numerem jest ciężej, mocniej, bardziej dziko z finalnym cięciem w postaci „Articles of Human…”. Jednak to, że AMPD w drugiej połowie materiału prezentuje swoje bardziej brutalne oblicze nie przeszkadza zespołowi cały czas drążyć temat kombinacji. Ostre cięcia przeplatają się z krótkimi partiami melodii, cały czas pojawiają się gdzieś w tle odniesienia do sludge i innych, pokrewnych szufladek. AMPD nawet gdy ciągnie ciężkim, wolnym riffem to i tak nie zwalnia tempa i bardzo często aranżuje takie partie w niecodzienny sposób, podpierając je obłąkaną, połamaną pracą bębnów.

„Nothing Violates This Nature” to płyta z najwyższej hardcore/punkowej półki, album, który w moim prywatnym rankingu stawiam nawet przed ostatnim dziełem Converge. Płyta, która nie znosi kompromisów, kopie i miażdży tak, że ból czujemy jeszcze długo po tym jak wybrzmią ostanie dźwięki. Poza tym jest to materiał, który za każdym razem daje nam możliwość odkrycia czegoś innego, płyta złożona, pełna pomysłów i śmiałych rozwiązań. AMPD nadal na absolutnym, artystycznym topie.

Wiesław Czajkowski