content top

ULCERATE – Shrines of Paralysis (Relapse)

ULCERATE – Shrines of Paralysis (Relapse)

Death metal to sztuka przetrwania. Nie ma chyba gatunku, który zaliczyłby tyle zmian, wzlotów upadków, lat tłustych i przeraźliwie chudych. Nie ma też wierniejszej publiki, która swoich ulubionych wykonawców potrafi wynieść na ołtarze. Czasami słusznie, czasami nie, ale bez problemu można zauważyć, że taka muzyka jest potrzebna. Potrzebna i w sumie – łatwa do zrealizowania. Bo w zasadzie nie o talent tu chodzi a raczej o mozolną pracę nad techniką, szczególnie w przypadku perkusistów. Trochę łatwiej mają gitarzyści, o basistach nie wspominam. Jeśli muzykanci cierpliwie odstoją swoje w kolejce po techniczną iskrę, kompozycje ujdą w tłoku, czyli hałasie. Może to krzywdzące, ale w uśrednieniu tak to widzę. W uśrednieniu, bo przecież gatunek ten posiadał i posiada wizjonerów, bez których dawno zdechłby w zatęchłym grobowcu, gdzie pewnie i tak jest mu nieźle. To dzięki nim przetrwał – i zapewne przetrwa – burze i okresy posuchy.  Do tych wizjonerów na pewno zalicza się nowozelandzka załoga Ulcerate. Poprzedni album Vermis okazał się być sztosem wywracającym detah metal do góry nogami; ekspozycja nieskoordynowanego hałasu, zbliżenie do rejonów black metalowych i ogólnie mała przewidywalność dzieła spowodowała, że Ulcerate stanął na czele peletonu ciągnącego gatunek za ryj. Być może trochę się zmęczyli albo przestraszyli swojego wizjonerstwa, bo na najnowszej płycie robią malutki kroczek do tyłu. Żeby było jasne – „Shrines of Paralysis” to nadal muzyka, która jest na death’owej scenie awangardą, jednak tym razem bardziej przewidywalną. Prym wiedzie oczywiście Michael, którego partie gitarowe sięgają w otchłań, sekcja poczyna sobie tym razem nieco bardziej standardowo. Mniej black’owych naleciałości, kilka sensownych, post metalowych wyciszeń. Nie ma zaskoczenia, chyba chodzi bardziej o oddech, który i tak śmierdzi szaleństwem. Nadal rzecz dla szaleńców i smakoszy hałasu.

Więcej

RUSSIAN CIRCLES – Bezpieczny występ

RUSSIAN CIRCLES – Bezpieczny występ

Chłopaki z Russian Circles chyba muszą lubić grać w naszym kraju. W ramach europejskiej trasy promującej „Guidance” zdecydowali się aż na trzy sztuki w Polsce – tyle samo będzie jedynie w Norwegii. Zdecydowali się także rozpocząć od Polski, a konkretniej od Wrocławia, który okazał się pierwszym przystankiem podczas trwającego równo miesiąc eurotripa . Można było mieć pewne obawy, czy zespół będzie potrafił z marszu rozwinąć wysokie obroty, a koncert w Firleju nie będzie tylko swego rodzaju przetarciem. Na szczęście, Russian Circles to sprawna maszyna sceniczna, która nie potrzebuje zbyt długo grzać silników.

Więcej

TRAUMA – Traumatyczny pierdolnik

TRAUMA – Traumatyczny pierdolnik

Niedoceniani w wystarczającym stopniu death metalowcy z Elbląga zrobili ogromny prezent maniakom ekstremalnej rzeźni. Wznowienie Invisible Reality, pierwszego demo Traumy, to prawdziwa gratka dla fanów polskiego metalu śmierci. O tym i nie tylko pogadałem z filarem formacji – Misterem.

Więcej

DEVIN TOWNSEND PROJECT – Potrzeba kreatywności

DEVIN TOWNSEND PROJECT – Potrzeba kreatywności

Stonowany lunatyk, sowizdrzalski filozof, depresyjny optymista, leniwy pracoholik. Devin Townsend to człowiek-instytucja. Instytucja taka, jak Devin Townsend Project. Z okazji niedawnej premiery krążka Transcendence, pogadałem z tym przesympatycznym człowiekiem, schodząc z tematu częściej niż kiedykolwiek.

Więcej

DEVIN TOWNSEND PROJECT – Transcendence (InsideOut Music)

DEVIN TOWNSEND PROJECT – Transcendence (InsideOut Music)

Któregoś dnia doszedłem do wniosku, że ten cały Townsend to taki David Bowie metalu szeroko pojmowanego. Spokojnie, zanim czytelnicy fanpage’a Są na świecie płyty, o których nie śniło się młodym klerykom wytkną mi brak elementarnej wiedzy i zrównają mój gust z najmniej żyzną glebą świata, proponowałbym się dobrze zastanowić. Niesamowicie charakterystyczna barwa głosu i mistrzowsko opanowany warsztat – są. Kilka muzycznych wcieleń i swoiste ADHD – jeszcze jak. Miłość do staroci – owszem. Czego więc spodziewać się po filantropie ze skłonnościami do paranoi i schizofrenii? Człowieka, który zaskakuje wszystkich swoimi solowymi dokonaniami i kooperacjami? „Transcendence” także wprawia w osłupienie, ponieważ Devin… Devin podsumował swoją twórczość, absolutnie nie siląc się na inkorporowanie nowych elementów.

Więcej
content top

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress