X-NAVI:ET – Postindustrialny folk

Z Rafałem Iwańskim rozmawialiśmy całkiem niedawno, przy okazji premiery płyty „Technosis” X-NAVI:ET, czas jednak płynie szybko i mamy już w łapach kolejne dzieło, czyli „Machina Nova”. Jest faktycznie nowa ta maszyna, i zdecydowanie wyszła poza fabryczną halę, ba, przeprosiła się z naturalnymi wspomagaczami, czego efektem jest niezwykła symbioza dotychczasowej formuły X-NAVI:ET z wykorzystaniem „żywych” brzmień i instrumentów. Bez zmian pozostaje mantryczna forma kompozycji, rozwijająca się nadal w nieco improwizowany sposób, jednak warstwa rytmiczna stała się bardziej umowna a smaki i klimat także są zupełnie inne. Może nieco drażniące, ale z biegiem czasu ujawniające swoje relaksacyjne właściwości. Iwański podchodzi do kompozycji z szacunkiem, pozwala wybrzmieć swoim instrumentom, bacznie się im przygląda, ale nie stara się na siłę naginać do własnych potrzeb, co najwyżej delikatnie preparuje i kierunkuje, tworząc w bardzo naturalny sposób cały szereg niezwykłych obrazów. Po raz kolejny można się w ten świat zatopić, delektować bez uczucia nudy bo to zdecydowanie produkt wielokrotnego użytku. Wiadomo też, że całej płyty raczej na żywo nie usłyszymy, choć nasz bohater dużo koncertuje. Warto zatem poczytać co się u niego dzieje i czym nas jeszcze zaskoczy.

Czy poprzedni krążek „Technosis” z dzisiejszej perspektywy jest dziełem, które w pełni cię satysfakcjonuje?

Ostatnio słuchałem tego albumu bo musiałem coś przeanalizować pod kątem doboru materiału pod koncerty audio-wizualne i oczywiście miałem jakieś krytyczne uwagi, bo mój umysł jest dość analityczny. Na szczęście, nie można już niczego poprawić.

Pytanie jest o tyle zasadne, że nowe dzieło „Machina Nova” pokazuje zupełnie inne oblicze X-NAVI:ET. Zostałem zaskoczony sposobem preparacji przestrzeni – zamiast elektroniki, naturalne brzmienia. Z czego wynika ten zwrot?

Fakt, na „Technosis” wykorzystałem sporo instrumentów perkusyjnych czy dętych, ale były z reguły dość mocno przetworzone i transformowane w loopy. Wydaje mi się, że na mini albumie „Machina Nova” wróciłem znowu do żywego grania, czyli tego co robię od lat np. w HATI. Jak słucham tej płyty to mam wrażenie, że to psychodeliczny postindustrialny folk… Nie wiem skąd ten zwrot, może stąd, że muzyka etniczna była mi zawsze bardzo bliska i nie da się od niej tak łatwo uciec.

Od HATI twoja nowa płyta różni się jednak nieco innym podejściem do rytmu. W zasadzie „Machina Nova” nie jest rytmiczna. Dopiero po długim słuchaniu człowiek łapie się na tym, że te struktury i ich uporządkowanie narzucają pewną wewnętrzną rytmikę. Ten brak dosłowności na początku nieco uwiera i przez to odkrywanie tej muzyki trwa nieco dłużej. To celowy zabieg?

Jest dokładnie tak jak mówisz – świadomie i podświadomie zmierzam w kierunku ucieczki od tego co oczywiste, jak np. wyrazisty rytm czy ambientowe plamy pozbawione pulsu. Korzystając z dobrodziejstw instrumentarium elektro-akustycznego i studia można przeprowadzać wiele prób i eksperymentów.

Postindustrialny folk

Postindustrialny folk

Nie obawiasz się, że taka muzyka może być dużo trudniejsza w odbiorze, szczególnie w wydaniu koncertowym? Miałeś już okazję skonfrontować te utwory ze słuchaczem?

Tak się składa, że utwory z mini albumu „Machina Nova” nie są przeznaczone do wykonywania na żywo, to materiał stricte studyjny. Natomiast połowę kawałków z „Technosis” gram na koncertach w mniej lub bardziej odmiennych wersjach. Jeśli chodzi o sam odbiór tej muzyki to zostawiam tę kwestię słuchaczom, zrobiłem co mogłem by było dobrze, jak najlepiej.

„Machina Nova” fascynuje mnie przede wszystkim jako wielki znak zapytania odnośnie samego procesu kompozycyjnego. Jak wygląda to w Twoim przypadku? Bardziej chodzi o testowanie i poszukiwanie odpowiednich brzmień czy układanie konkretnych aranżacji. Jak dalece opierasz się na intuicji?

Intuicja to jeden z fundamentów. Żeby odpowiedzieć w pełni na pytanie musiałbym przeanalizować każdy numer z osobna, bo każdy powstał w nieco inny sposób. Np. numer tytułowy – jedyny z udziałem zaproszonej z zewnątrz osoby, czyli Ani Zielińskiej na skrzypcach – osadzony jest na warstwie rytmiczno-dronowej. Ania nagrała kilka wersji partii skrzypiec, które zmiksowałem i nieco też edytowałem, dodając potem moje kolejne warstwy elektroniczne. Natomiast numery „Neo Primitiv” oraz „Weltschmerz” wypłynęły z chęci eksploracji wspaniałych fletów z Chin czyli „hulusi”. Granie na tych fletach sprawia mi zawsze dużo radości (na albumie „Technosis” instrument pojawił się w numerze „Orient: Melancholia). Stworzyłem więc pulsujące warstwy na bazie obiektów akustycznych i przetworzonego dźwięku analogowego syntezatora by potem do nich sobie grać na wspomnianych fletach. Potem nagrywałem kilka wersji by wybrać jak najlepszą i miksowałem. W wypadku tych dwóch numerów to w sumie wszystko… Rezultatem tych eksperymentów jest muzyka, mam nadzieję, że tak można nazwać to co finalnie stworzyłem. Emocje + technika + koncentracja + intuicja.

Czy tworząc ten materiał chciałeś wywołać jakieś konkretne emocje? Pytam, bo dość długo nie byłem w stanie określić własnych odczuć względem „Machiny”. Dopiero po jakimś czasie dotarła do mnie esencjonalna świeżość tych dźwięków i ich relaksacyjny charakter. Choć np. u niektórych osób te dźwięki wywołują rozdrażnienie (śmiech)…

Wydaje mi się, że trudno do końca przewidzieć jakie konkretnie emocje może wywołać dana muzyka. Na pewno świeżość i w pewnym stopniu relaksacyjny charakter to dobre tropy, o to mi tym razem chodziło. Plus na pewno uświadomienie sobie, a właściwie upewnienie się, że muzyka czy zajmowanie się nią to odrywanie się od rzeczywistości, mniej lub bardziej wyraźny zabieg odmieniający spostrzeganie świata. Ta muzyka nie jest dla każdego i nie na każdą porę.

X-NAVI:ET jest częścią wielkiej rodziny, zajmującej się improwizacją – zauważasz w ostatnich czasach zwiększone zainteresowanie słuchaczy takimi formami wyrazu? Pytam, ponieważ cały czas mam nieodparte wrażenie, że taka muzyka podoba się głównie dziennikarzom, natomiast tzw szersze audytorium pozostaje obojętne…

Masz na myśli konkretnie tzw. scenę bydgosko-toruńską czy muzykę z Polski?

Powiedziałbym, że z Polski…

Jeśli chodzi o moje działania solo to w warunkach koncertowych tylko w pewnym stopniu są one improwizowane, co zależne jest od kontekstu – czy np. danego wieczoru gram koncert innym artystą. Ogólnie zawsze jest to muzyka elektro-akustyczna. Możliwe, że jest tak jak mówisz – tzw. muzyka improwizowana, jeśli traktować ją jako gatunek, to raczej nisza. Dla mnie improwizacja to element mojej pracy z dźwiękiem i rytmem, często głównie punkt wyjścia. Tak było z reguły w HATI i tak jest gdy tworzę solo. Zespół taki jak np. Alameda 5 już dawno odszedł od improwizacji – wszystkie numery, które szykujemy na drugi album są zaaranżowane nuta w nutę, jeśli tak mogę powiedzieć. Jak wiadomo, improwizacja może być albo dobra albo zła. Widziałem wiele takich koncertów, które były świetne, a z innych po prostu uciekałem w popłochu, by ratować swoje nerwy.Machina Nova

No właśnie – ja wolę używać słowa „koloryzowanie” niż improwizacja. To co mówisz jest w pewnym sensie symptomatyczne, bo też mam wrażenie, że za chwilę wszyscy odwrócą się od improwizacji w stronę poukładanych, zaprogramowanych struktur. Gdzie jest zatem złoty środek?

Na pewno dobry i ważny jest codzienny, a przynajmniej jak najczęściej to możliwe, kontakt z instrumentami i muzyką, ćwiczenie zarówno indywidualnie jak i w zespole, otwartość czyli zdanie się na intuicję, zapraszanie do współpracy nowych ludzi. Muzyka to złoty środek – ona nas poprowadzi, ale trzeba o nią dbać.

Miałeś ostatnio okazję wystąpić na fajnym słowackim festiwalu, zatem poproszę o wiązankę refleksji – o samym feście i o twoim występie…

Festiwal Hradby Samoty odbywa się co roku w innym zamku na Słowacji lub w Czechach. W tym roku miałem przyjemność zagrać na 7. edycji, która odbyła się miejscowości Jelšava w południowo-wschodniej Słowacji. Cieszę się bardzo, że mnie tam zaprosili – dzięki temu mogłem uczestniczyć w wyjątkowym pod względem atmosfery wydarzeniu artystycznym. Odkryłem na żywo zupełnie mi nie znanych artystów z tzw. grupy Państw Wyszechradzkich, ale nie tylko. Na pewno zapamiętam występ kwintetu ENTRÓPIA ARCHITEKTÚRA z Budapesztu czy rosyjsko-czeskiego duetu MYASORUBKA. Kilka Słowackich zespołów, których nazw teraz nie pamiętam zaskoczyło mnie wysokim poziomem artystycznym, np. wykorzystaniem zaawansowanych syntezatorów modularnych w połączeniu z brzmieniem instrumentów etnicznych. Mój koncert audio-wizualny został bardzo dobrze odebrany, od razu dostałem zaproszenie do Drezna. Jest duża szansa, że za rok zagram na kolejnej edycji, która odbędzie się na zamku w Czechach. ale już nie z koncertem solo – możliwe, że z Voices of the Cosmos.

Dużo mówi się, że u naszych sąsiadów (czechy/słowacja) jest zdecydowanie lepszy klimat dla muzyki i koncertowania. Możesz coś na ten temat powiedzieć?

Niestety nie, bo to była moja pierwsza wizyta na „południu”. To jakiś paradoks – przez ostanie 10 lat zjeździłem z koncertami solo i z zespołami prawie całą Europę Zachodnią, byłem też w Norwegii i kilka razy na Litwie, ale nigdy w Czechach czy Słowacji. Po ostatnim owocnym wyjeździe postanowiłem, że muszę pograć w tych krajach.

No to na koniec opowiedz o swoich doświadczenia koncertowych – europejskich – jakie wydarzenieMachina Nova zapamiętasz na dłużej? Co w takich wojażach najbardziej zaskakuje?

Na przykład koncert HATI w Madrycie jesienią 2015 r. w Centro Centro, w wielkim zamku/muzeum, które jest w samym centrum miasta. Zaprosił nas tam Fracisco Lopez byśmy zagrali na koniec serii koncertów Audiópolis, której był kuratorem. Świetna akustyka sali koncertowej i niesamowicie dobre przyjęcie publiczności. Z chęcia wróciłbym do Danii na wyspę Fanø na Free Folk Festival, gdzie graliśmy z HATI w 2010 – wspaniała atmosfera i ludzie. Chciałbym wrócić na Litwę na Ménuo Juodaragis. Oba te festiwale, jak i Hradby samoty, są mi bliskie bo prezentują sporo muzyki na przecięciu muzyki eksperymentalnej, etnicznej i psychodlelicznej. Lubię takie letnie kameralne festiwale, bo dają możliwość spędzenia kilku dni w wyjątkowych okolicznościach, poznania ciekawych ludzi, obyczajów oraz w nawiązaniu kontaktów koncertowych.

Jakie plany na najbliższe miesiące?

Jeśli chodzi o solo to zaczynam dopiero coś układać na jesień, na pewno będzie kilka koncertów w Polsce oraz prawdopodobnie Niemcy i Czechy. W październiku zagram z bardziej ambientowym materiałem w Muzeum Narodowym w Warszawie w ramach cyklu Ucho Gmachu II, którego pierwsza edycja w 2015 r. została świetnie przyjęta (inaugurowaliśmy ten cykl z HATI). Z HATI zagramy na Kalisz Ambient Festival oraz na jednym dużym festiwalu w Krakowie – będzie to koncert specjalny z ikoną muzyki awangardowej, ale nie mogę jeszcze zdradzać szczegółów. Poza tym dwa koncerty z Alameda 5 w drugiej poł. sierpnia (Lublin i Warszawa), po których zaraz wchodzimy do studia. A teraz siedzimy od kilku miesięcy z Kubą (Ziołkiem) nad nagraniami i miksami albumu Kapital & Richard Pinhas. Płyta wyjdzie na pocz. 2018 w Instant Classic, potem zagramy małą trasę w Polsce z tym legendarnym gitarzystą i innowatorem muzyki elektronicznej.

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia; archiwum zespołu