WHALESONG – Szczurzy król

Z Whalesong spotkaliśmy się po raz pierwszy w 2011 roku, kiedy promowali album Filth. Wtedy też zainteresowali nas swoją wizją industrialu. Może inspirowaną nieco gwiazdami gatunku, ale kto dzisiaj niczym się nie inspiruje? Nie spodziewałem się, że trudna w odbiorze, zgrzytliwa muzyka zjedna im wielu fanów i faktycznie, po debiucie zrobiło się wokół grupy raczej cicho. Obawiałem się, że zespół odszedł do krainy wiecznej luty, ale okazało się, że wcale nie. Nie dość, że się przeorganizowali, zażyczyli – wreszcie! – żywego pałkera, to jeszcze dłubią drugiego długograja, którego zwiastuje mała płytka o wymownym tytule „Roi Des Rats” z niezbyt przyjemnym obrazkiem na okładce. Zmieniła się także sama muzyka, tu w klasycznych ostrogach industrialu pokazując się jedynie w maksymalnie brudnym, zgruzowanym „Rat King”, której to piosnce bliżej zresztą do noise’owego zsypu niźli industrialnej hali. I dobrze. Dużo większe zaskoczenie sprowadza na słuchacza trzynastominutowy wałek tytułowy, pokazujący… drone’owe oblicze zespołu, którego nie powstydziliby się mistrzowie z Sunn O))) czy krajowi władcy mgieł – Thaw. Dobre to, choć nadal niekomercyjne, jednak świadczy o ewolucji, pomysłowości a nade wszystko o tym, że zespół – teraz już trio – trzyma czujnie rękę na podziemnym pulsie. I to wszystko było wystarczającym powodem, by zająć chwilkę szefowi tego kramu – Michałowi „Neithanowi” Kiełbasie, który postara się nieco podgrzać atmosferę przed zbliżającą się premierą pełnej płyty. Jest na co czekać. 

Na początek musi paść pytanie, którego nikt nie lubi, ale cóż… Poprzedni (pierwszy…) wywiad jaki przeprowadziliśmy datuje się na 2011 rok. To kupa czasu i raczej nie było o Was głośno przez te lata. Zatem – co się działo jak się nic nie działo?











W trakcie tej dość długiej przerwy zagraliśmy kilkanaście koncertów, wypuściliśmy nowy mix utworu „Fallout” okraszony wideoclipem, a w 2014 zremiksowaliśmy trzy utwory Cult of Luna, które można znaleźć na ich albumie „Cultroi des rats of Luna Remixes”. Poza tym miały miejsce zmiany składu, a co najważniejsze – od roku gramy jako trio.

Nie żałujesz, że tak mało graliście? „Filth” zasługiwał na więcej…











Częściowo tak, aczkolwiek cóż poradzę, tak już wyszło. Liczę jednak, że wkrótce uda nam się to nadrobić promując nowe materiały, tym bardziej, że nowe kompozycje dają nam więcej możliwości i dużo lepiej brzmią na żywo niż te z „Filth”.

Z tego okresu najbardziej interesuje mnie kolaboracja z Cult of Luna. Jak doszło do tej współpracy? Kto znalazł kogo?











Ogólnie była to dość przypadkowa sytuacja – Cult of Luna robili to na zasadzie konkursu chwilę przed ich trasą z God Seed. Udostępnili ścieżki do trzech utworów z „Vertikal” i finalnie najlepsze ich zdaniem remixy trafiły na kompilację. Ku mojemu zaskoczeniu wszystkie trzy, które przygotowałem trafiły na wspomniany album. Poza Whalesong są tam także remixy autorstwa Fleshworld czy Beastmilk.

Szczurzy król

Szczurzy król

Może to byłby dobry pomost do czegoś więcej? Były nadzieje, czy to po prostu jednorazowa, całkiem miła akcja?











Raczej jednorazowa akcja, tym bardziej, że niedługo później Cult of Luna zakończyli działalność. Była to bardzo fajna sprawa i zarazem nobilitacja, do dzisiaj jestem z nich bardzo zadowolony, co nieczęsto mi się zdarza.

Ok, teraz o mniej wesołych sprawach, czyli zmianach w składzie. To chyba rzecz, która jest dla zespołów najgorsza z możliwych – co było powodem roszad w Whalesong i jak wygląda to dzisiaj? Możesz z ręką na sercu powiedzieć, że to już koniec?










Głównym powodem zmian w składzie był przeważnie odległość i brak czasu ówczesnych basistów – a granie koncertów bez jakichkolwiek prób jest bardzo ryzykowne. Na szczęście, od dwóch lat wszystko jest unormowane – od początku 2014 na basie gra Sivy, a trochę ponad rok temu rozszerzyliśmy skład o żywego bębniarza co diametralnie zmieniło nasze brzmienie i dało nam wiele nowych możliwości.

Rozwiń „nowe możliwości”? Czy to oznacza zmiany w stylistyce? Nadal pasuje wam etykietka „industrial”?











W mojej opinii zdecydowanie tak. Przede wszystkim, w tej chwili finalnie utwory mogą mieć w pełni luźne ramy i możemy je improwizować na żywo. Jednego dnia utwór będzie miał pięć minut, innego dziesięć. W przypadku gry z automatem takie coś jest nie do pomyślenia – wszystko jest wyliczone co do minuty. Ma to swoje plusy, ale na dłuższą metę zaczyna wiązać ręce i blokować. Dzięki obecnej formie zespołu żaden z nas nie wie czego się spodziewać. Zarazem jesteśmy dalej tym samym zespołem. Zresztą, pełny album, który w tej chwili zaczynamy miksować, planowo był napisany właśnie z automatem perkusyjnym.

Przechodzimy zatem do „Roi Des Rats”. Rozumiem, że to materiał zajawka – singiel zapowiadający duży album?











Tak, to jest minialbum mający na celu przypomnienie o tym, że istniejemy i zarazem swoista zapowiedź pełnej płyty.

Posłuchałem muzyki, zobaczyłem okładkę, spojrzałem za okno i wpadłem w ciężką depresję… Dlaczego w Waszej muzyce nie ma ani grama optymizmu? Chyba, że potraktujemy to jako coś w rodzaju „oczka” w stronę słuchacza…











Niestety, nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie – takie dźwięki i emocje po prostu same ze mnie wychodzą. Nie mogę w żaden sposób tego wyjaśnić…IMG_4193

Ok, ale przecież „coś”,

 ktoś na Twoje emocje, czyli na muzykę przez Ciebie tworzoną, ma wpływ?











Na pewno otoczenie, wydarzenia, które mają miejsce dookoła mnie, ludzie, których spotykam i ogólnie wszystko z czym mam styczność. Prawdą jest iż to wszystko ma wpływ na mnie i zarazem muzykę, którą tworzę. Równocześnie te dźwięki mnie w pewien sposób ogólnie odzwierciedlają. Nie zastanawiam się tworząc, po prostu to robię, stąd ciężko mi to wytłumaczyć słowami.

Rzeczą, która mnie trochę zaskoczyła, w pewnym sensie pozytywnie, jest otwarcie na nowe kierunki w sztuce, bo utwór tytułowy to w zasadzie drone’owa suita, po linii Sunn O))) Akurat tu bębniarz się nie przyda. Co chcę powiedzieć – ten mini album nie określa i nie zdradza, co wydarzy się na dużej płycie… Może uchylisz rąbka tajemnicy?











Pełna płyta będzie dość zróżnicowana, znajdzie się na niej kilka szybszych utworów, a także jeden oparty w całości na basie i jedna drone’owa kompozycja. Ogólnie będzie bardzo dużo transu, trochę eksperymentów i noise’u. Warto dodać, iż wspomogło nas gościnnie w nagraniach kilku znajomych, dzięki czemu nasze spektrum brzmieniowe ciekawie się rozszerzyło.

Na jakim etapie są przygotowania do wydania płyty? Wydajecie własnym sumptem, czy znalazła się firma, która będzie tym razem sygnować płytę?











W tej chwili zaczynamy powoli miksy. Prawdopodobnie materiał wydamy własnym sumptem w okolicy połowy tego roku. Muszę dodać, iż świetnie prezentuje się artwork, który przygotowaliśmy z fotografem Michałem Bielem na potrzeby tego wydawnictwa.

Przebije „szczurzą instalację”?











Będzie totalnie inny, jedynie kolorystyka podobna. Swoją drogą, okładka „Roi des Rats” dla niektórych jest szalenie odrażająca, a najciekawsze, że król szczurów powstaje bez jakiejkolwiek ingerencji człowieka i jest bardzo interesującym zjawiskiem.









 Kilka lat temu trafiłem na to zupełnie przypadkiem, co zresztą zainspirowało potem tekst do utworu „Rat King”. Bardzo ciekawa sprawa, aczkolwiek nieczęsto się zdarza. Jednak już w średniowieczu ludzie natrafiali na króla szczurów – znalazłem kiedyś gdzieś w sieci drzeworyt, na którym widać właśnie szczury splątane ogonami.

IMG_4044-2Czy chcesz w ten sposób spuentować dzisiejszą ludzkość?











Kimże jestem by to robić… Jeśli chodzi o koncepcję całego wydawnictwa, pozostawiam w pełni wolną interpretację każdemu. Można ją na różne sposoby odebrać, nie ma jednej jasnej odpowiedzi.

Potraktujmy zatem te słowa jako zachętę do cierpliwego oczekiwania na płytę. W tzw. międzyczasie – co planujecie? Koncerty itp…











Na chwilę obecną skupiamy się na skończeniu płyty i jej wydaniu, koncerty zaczniemy raczej wraz z premierą pełnego albumu, chyba, że pojawią się jakieś ciekawe możliwości i propozycje. Równocześnie zaczynamy powoli pisać nowe utwory na drugi album.









 Bardzo dziękuję za wywiad i ciekawe pytania. Kto nie słyszał „Roi des Rats” może to nadrobić sprawdzając nasz bandcamp.

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: archiwum zespołu/Michał Biel