UR JORGE – Uchwycenie potencjałów

Zostawiam ci morze, plażę, wybrzeże z Trójmiastem, molo, parasole. Zostawiam ci dworce, szosy i leśne trakty, miejscowości na drodze. Daję ci ulice, parki i kamienice, daję ci rzekę… – śpiewa na swojej nowej płycie Ur Jorge. I choć pojawia się tu 3M, to trio jest z Bydgoszczy i miejski klimat tego miasta gdzieś tam słychać. Albo przynajmniej takie mam odczucia. To z resztą nie jest ważne, skoro mamy do czynienia z sympatyczną, nieco nostalgiczną i bardzo emocjonalną płytą, o której pisałem w recenzji gdzieś obok. „Końcówki serii” to przykład muzyki, która nadaje się głównie do słuchania, przy której jakoś chce się człowiek zatrzymać, usiąść, łyknąć winka i po prostu – podumać. I choć nie zmienią świata ani układów w krajowym niezalu, to ciągle do tej płyty wracam, szczególnie wieczorami. Jeśli ten dziwny wstęp was nie odrzucił, zapraszam do rozmowy z perkusistą grupy, znanym też z 3moonboys Marcinem Karnowskim… 

Może zabrzmi to dziwnie, ale zdradź mi… dlaczego bydgoska scena alternatywna jest lepsza od warszawskiej?

Hm… nie wiem. Ale tak poważnie, nie widzę tego w ten sposób. Warszawska, bydgoska, to chyba bez znaczenia… Jest wiele wartościowych muzykantów na różnych scenach.

Jest jednak coś takiego jak bydgoskie brzmienie, coś specyficznego, podobnie jak łatwo usłyszeć tzw. trójmiejski vib. To bardzo pozytywne, ale nasuwa właśnie pytanie – które już zadawałem kiedyś – skąd się to bierze? Specyfika miasta?

Może coś w tym jest, na pewno szerokość geograficzna wpływa na wrażliwość twórców, jeśli tak mogę powiedzieć. Ale i też odwrotnie, ludzi zamieszkujący tę szerokość wpływają i współtworzą coś, co można nazwać „duchem” danego miejsca. Legenda bydgoskiej sceny rzeczywiście przewija się tu i ówdzie i zapewne ma swoje uzasadnienie. Czasem zapewne dopowiada i dointerpretuje. Czasem może też ciążyć. Tak myślę.JORGE

A czemu… ciążyć?

Bo jest to jednak pewien „ogonek”, który ciągnie się za tobą. Jakieś wyobrażenie o bydgoskim graniu funkcjonuje. Nie powiem, żeby to szczególnie determinowało, ale gdzieś z tyłu głowy… No i ta szufladka może zakłócić odbiór już na starcie. „Acha, z Bydgoszczy są, no to będzie smutnawo„.

Ha… może nie smutnawo, ale na pewno klimatycznie. I Ur Jorge taki właśnie jest – w pierwszej kolejności bardzo, bardzo klimatyczny. Żeby nie powiedzieć – nostalgiczny. Jak słucham tej płyty, to od razu mam ochotę usiąść i wziąć do łapy kubek z kawą (śmiech).

Słodzisz?

W sensie – kawę? Niestety, tak…

No trudno (śmiech). Masz rację, nostalgii tam sporo, ale chyba jest to rodzaj nostalgii z ciepełkiem, zatem ta kawa (gorzka), jak najbardziej. Myślę, że to rodzaj nostalgii pozytywnej. Klimat płyty na pewno po części wywołało miejsce, gdzie była ona nagrywana. W Sucharach, jakieś 30 km. od Bydgoszczy. No więc ok., miejsce ma znaczenie.

Czyżby kolejna sesja z cyklu „w drewnianym domku na wsi„?

Ano, tak. Było to nam bardzo potrzebne. Chcieliśmy odciąć się od codzienności na klika dni, zostawić wszystko za plecami i podejść do nagrań z wolną głową (i sercem, rzecz jasna). A drewno pięknie brzmi. A więc tak, w drewnianej sali u przyjaciół, z doskonałym realizatorem – Jarkiem Hejmannem.

Zastanawiam się – czy taki sposób nagrywania wpływa jakoś znacząco na gotową muzykę – w sensie, czy w takich okolicznościach dużo się zmienia w gotowych aranżach czy też taka sesja sprzyja tworzeniu muzyki „na gorąco”?

Bardzo wpływa, otwiera się człowiek. Niektóre pomysły pojawiły się dopiero w Sucharach, już w trakcie wspólnego grania. Niektóre rzeczy porzuciliśmy na rzecz nowych, wówczas samo miejsce do ciebie gada. No i po dniu nagrań nie wracasz do domu i nie myślisz o tym, że jutro rano trzeba do roboty, tylko zastanawiasz się, czy nie spróbować czegoś innego. Jesteśmy właściwie bez przerwy blisko muzyki. Pozamuzyczne sytuacje powoli się rozmywają a gdy znikają na dobre, w drewnianej sali powstają najlepsze rzeczy.

Z drugiej strony – na taki komfort pozwolić sobie może zespół, który bardzo dobrze się zna i panują w nim czysto przyjacielskie stosunki. W innym przypadku można się pozabijać…

No tak, to fundament powodzenia dla takich sesji. Ale to właściwie fundament wspólnego grania w ogóle. Jeśli nie przyjaźń to przynajmniej próba znalezienia wspólnego języka. Nie wiem, czy można grać z ludźmi, których się nie lubi… ja bym nie potrafił. Gdy się gra z ludźmi, to trochę tak jakby się prowadziło rozmowę. Trzeba zadbać o jakość tej rozmowy.

Czasami mam wrażenie, że w zespołach często nie rozmawiają ze sobą, tylko na siebie wrzeszczą (śmiech).

He, he, no tak, oczywiście zdarza się, że pojawiają się kłótnie. Ale to zależy do czego one prowadzą. W Ur Jorge kłócimy się mało. Raczej spieramy się.

Uchwycenie potencjałów

Uchwycenie potencjałów

Przejdźmy do meritum – jako opis muzyki podajecie tajemnicze hasło „propozycja muzyczna unikająca natarczywej lokalizacji gatunkowej„. No to w sadziłeś kija w moje mrowisko (śmiech). Teraz już nie odpędzisz się od pytania o gatunkową przynależność!

He, he, no nie wiem, może to jakaś alternatywa jest. Szeroko pojęta, gatunkowa mielona.

W 2018 roku słowo „alternatywa” jest tak szerokie, że mieści się w nim wszystko. Nawet metal (śmiech).

To prawda, tak to jest ze słowami, że się często dewaluują. Kiedyś bielizna oznaczała tylko rzeczy białe (jak nazwa wskazuje), ale się w końcu rozszerzyła sytuacja.

Ok, no to wymyśl nowe słowo, które was opisze. Poza gatunkową mieloną, bo wegetarianie się obrażą (śmiech).

Trudno będzie, ale jeśli musimy… może być Ur Jorge. A nazwę gatunku niech sobie słuchający wymyślą. Pewnie jest tak, że słychać tam różne rzeczy. Pewnie niektóre z nich pojawiają się podświadomie. Gramy tak jak nam w duszy gra i jest to zapewne wypadkowa wielu gatunków z przewagą alternatywy (sic!) szeroko pojętej.

Równie zajmujący jest tytuł. Czyżbyście adresowali płytę do piękniejszej części krajowej populacji (śmiech).

Końcówki serii… Wymyśliliśmy go kiedyś gadając (po raz setny pewnie…) o płycie, o tym w jakim kierunku ma to iść, z czym nam się kojarzy, jak to ma określać zawartość krążka. Właściwie nie do końca pamiętam już przebieg tych rozmów, ale było tam coś o niedokończeniach i o sytuacjach krańcowych. Pociągała nas wówczas taka nazewnicza sytuacja. Końcówki serii odsyłają do takich momentów, gdy coś się zamyka, otwierając jednocześnie nową historię.

Te końcówki serii to dla mnie trochę taka alegoria na to jak podchodzicie do muzyki: bo słyszę tu coś w rodzaju odpowiedzi na różne trendy we współczesnej alternatywie – jest trochę nu gaze, jest trans, muśnięcie jazzowego frazowania, słychać gdzieś Brdę, nieco dischordu i to właśnie do kupy brzmi jak takie „końcówki trendów”. Zbieracie co bardziej smakowite okruchy z alternatywnego stołu?

Pewnie trochę jest tak jak powiedziałeś, że są to jakieś okruchy, szczątki z różnych poetyk muzycznych. Masz rację, poszczególne gatunki wyczerpują się właściwie. Taką tezę można zresztą śmiało rozciągnąć na inne gałęzie twórczości (choćby literaturę czy film). Troska o trwanie w ramach jednej estetyki wydaje mi się strzałem w kolano, auto-kastracją. Gatunek może być jak zamknięta klatka, dlatego naprawdę ciekawe rzeczy muzyczne zazwyczaj przełamują, wykraczają poza ramy określonej estetyki.

Gdzie jest rdzeń waszej muzyki? Czy jest nim otwarty aranż, przełamanie typowej, zamkniętej struktury piosenek? Część rzeczy z płyty można ciągnąc w zasadzie w nieskończoność…

Może jest to jednak muzyczne otwarte spotkanie. Bo właściwie od tego zazwyczaj się zaczyna w przypadku Ur Jorge. Zaczynamy dżemowanie, a później nagle… Transowe rzeczy, które właściwie się nie kończą (to paradoks w kontekście tytułu płyty), trzeba później okiełznać i nadać im choćby pozory zamkniętych form. A niekiedy są to ledwie szkice, niedokończone fragmenty, które nigdy się nie rozwiną. W takich wypadkach chodziło o uchwycenie samych potencjałów, jeśli tak to mogę określić.

Owo „niedokończenie” jest bardzo smakowite, podobnie jak teksty, które – co mi się podoba – mogą egzystować jako samodzielne poezje…

Chyba mogłyby… sam nie wiem. W tej szczątkowości teksty zachowują się tutaj podobnie, ledwie sygnalizują kierunek, strzępy obrazów. Literacka asceza miała korespondować z tym wszystkim, nie chcieliśmy tego przegadać, zagracić.

Za całą koncepcją stoi moim zdaniem skromność – macie duże możliwości, ale staracie się z nimi nie narzucać, budujecie oszczędną narrację, bez popadania w przesadę aranżacyjną. To wszystko powoduje, że muzyka staje się bardzo wyrazista. Jednocześnie – mam takie wrażenie – mimo tego, że posiadacie odpowiednie predyspozycje, celowo unikacie tworzenia muzyki bardziej komercyjnej, hmmm, radiowej – czy to słuszne spostrzeżenie?

Trudne pytanie. Chyba każdy twórca dąży do konfrontacji z odbiorcą, Zespół Ur Jorge nie ucieka od tego kontaktu, wręcz przeciwnie, chcielibyśmy dotrzeć do jak największej liczby osób. Nie za wszelką cenę, oczywiście. Myślę, że nie ma tu celowości, nie ma bezkompromisowych założeń antykomercyjnych. Raczej wynika to z naszej natury, z takiej a nie innej osobowości poszczególnych członków. Nie wierzę w sztukę bez odbiorcy. Dla mnie publiczność była i jest współtwórcą. Muzyka najlepiej rezonuje w drugim człowieku. Czasami np. reakcje publiczności zmieniają koncert. Nic tak nie inspiruje jak otwartość po drugiej stronie.UJ

Na czym w waszym przypadku polega ta interakcja z publicznością, to jest intrygujące…

…i chyba nieuchwytne, albo raczej ja nie do końca potrafię to nazwać. Zdarzają się takie chwile, że granica pomiędzy sceną a widownią jest tylko umowna, a te kategorie to ledwie robocze nazwy w tej sytuacji. Nagle jest się wewnątrz całości, w której poszczególne elementy mają swoje miejsce i wszystkie są nośnikiem, jeśli mi wolno tak to określić, treści. Wówczas koncert po prostu „się wydarza” i to cała mądrość. Właściwie napisałem o swoich indywidualnych odczuciach, ale myślę, że inaczej się nie da; ta tymczasowość i jednorazowość spotkania podczas koncertu zawsze mnie fascynowała. To chwila niepowtarzalna, dlatego tak ważna.

Skoro przy koncertach jesteśmy – jak wygląda ta strona waszej działalności – co chcecie osiągnąć, jakie są plany promocyjne?

Obecnie rzecz nam się mocno skomplikowała. Mamy roszadę personalną w składzie, do której zmusiła nas sytuacja wyjazdowa Magdy. Mamy nowy skład i musimy troszkę popracować na próbach. Ale w tym roku chcemy ruszyć i zagrać kilka koncertów. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie sprawnie i uda się wkrótce trochę pograć.

Czy już oficjalnie przedstawiacie nową personę, czy na razie trzymacie nas w niepewności?

My jesteśmy pewni, ale poczekajmy z oficjalnymi ogłoszeniami…

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: archiwum zespołu/Justyna Wieszok