TUNE – Uniwersalna muzyka nie istnieje

Do trzech razy sztuka, zatem tym  razem musi się udać. Łódzki Tune proponuje swoje najnowsze, enigmatycznie zatytułowane dzieło, które może zaskoczyć miłośników typowo rockowego uderzenia. Bo więcej tu elektroniki, miękkich syntezatorów a nawet skłonności w stronę Muse niż brudnego garażu. O swoistym „być albo nie być”, jakim jest „III”, opowiadali nam muzycy zespołu. 

Wiem, że może zabrzmieć to dziwnie, ale z Tune zetknąłem się dopiero przy okazji nowej, trzeciej płyty. Świadczy to źle o mnie, albo o tym, że dotychczas zespół nie został zauważony. Czy trzecia płyta może ten stan zmienić?

Leszek Swoboda: Mamy taką nadzieję. Do tej pory działaliśmy trochę po partyzancku, pierwszą płytę wydaliśmy własnym sumptem, drugą przez malutką zagraniczną wytwórnię, która nie miała wielkiego przełożenia na promocję w Polsce. Mystic to spory gracz, więc mamy wielką nadzieję, że teraz będzie o nas głośno.

Adam Hajzer: Zgadzam się. Zespół potrzebował solidnego wydawcy i producenta – na albumie „III” te dwie rzeczy sięT pojawiły. Poza tym: Do trzech razy sztuka (śmiech).

Przyznam, że zawsze zastanawiałem się, czy udział w takim wydarzeniu jak Must Be The Music odciska na zespołach piętno. Jak wy wspominacie ten epizod? Czy bez niego bylibyście dzisiaj innym zespołem?

Leszek: Chyba dosyć szybko o tym zapomnieliśmy. Było fajnie, ale to była tylko platforma do pokazania ludziom pierwszej płyty, bardzo skuteczna, swoją drogą. Generalnie, grając taką muzę jak my nie można myśleć o „talent show”  jako sposobie na popularność dłuższą niż parę miesięcy po programie.

Jakub Krupski: Must Be The Music było super przygodą. Niestety, pozwalającą artystom uwierzyć, że to już. Że załatwione i nic już nie trzeba. Cieszymy się z tej przygody, tak samo jak 546 pozostałych uczestników, 100 finalistów i 12 zwycięzców.

Adam: MBTM największe piętno odciska na zespołach, które przyszły tam grać tylko coverami, stając się poniekąd więźniami samego wizerunku. Nam (oraz kilku innym bandom) udało się przebić przez produkcję tego programu z autorskim materiałem, tym samym program zrobił dla nas zwyczajną robotę – wypromował zespół.

Kwestia promocji to dość drażliwy temat. Albo jest za słaba (przeważnie), albo zbyt intensywna i nie każdemu pasuje. Macie wizję, jak zaistnieć tak, by nikomu się nie naprzykrzać? Tym bardziej, że Tune gra dość specyficzną muzykę, którą chyba w tym kraju trudno pokazać…

Leszek: Nigdy nie było sytuacji, że wyskakiwaliśmy ludziom z lodówki. Chętnie sprawdzimy jak to jest i wtedy wrócimy do tego pytania.

Adam: Mamy pomysł taki, żeby za wszelką cenę być granymi w radiach. Nie wiem też czy jest dziś jakaś granica zbyt intensywnej promocji w czasach, kiedy news żyje kilka godzin, wyjątkiem jest chyba tylko dżingiel Eweliny Lisowskiej dla Media Expert (śmiech).

Jakub: A ja bym chciał zapytać co to ta „specyficzna muzyka”?

Specyficzna muzyka

Specyficzna muzyka

Specyficzna: międzygatunkowa, nie miesząca się w jednej szufladce. Duża ilość elektroniki, lekki posmak syntetycznych lat 80. Trochę Bowiego.

Leszek: Cieszymy się, że nasza muzyka jest oceniana jako specyficzna. Dzięki temu być może zostania zapamiętana.

Adam: Problem z klasyfikacją daje szansę na ponadczasowość, niesezonowość; staramy się balansować na granicy formy: oryginalność – łatwość słuchania, ale zawsze mysi być w tym Tune – czyli coś własnego.

Jakub: W zasadzie z twojego opisu wynika, że jest zupełnie uniwersalna. Myślę, że taka właśnie powinna w dzisiejszych czasach być muzyka. Świat jest już wystarczająco podzielony. Nie chcemy się bić z metalami ani disować z hiphopowcami. Chcemy robić muzykę. A że jest nas kilku w zespole, to pomysłów starczy na jeszcze kilka płyt. Kiedyś opisano nas jako progrocków. I nie ukrywam, że był to niemały problem, ponieważ kiedy zaczęliśmy robić cokolwiek innego, oni zaczynali brzydko o nas mówić (śmiech).

Progrock mnie zaskakuje, ale nie zgodzę się, że muzyka uniwersalna jest czymś dobrym. Nie da się schlebić wszystkim! Lepiej być radykalnym. Ale w mojej wypowiedzi nie chciałem powiedzieć, że jest uniwersalna. Raczej – całkiem oryginalna, bo stoi obok. Może tak: artystowski, indie rock na syntetycznych resorach. Może być?

Jakub: Tak, ale to cały czas muzyka – uniwersalne źródło transportu tylko ładne i z twardszym zawieszeniem (śmiech). Apropos „artystowskiego indie na syntetycznych resorach” – koleżanka z Aleksandrowa napisała mi właśnie, że „Sky High” jest hitem imprezy w lokalnym MOK’u…

Leszek: Wydaje mi się, że jesteśmy radykalni bo wprowadzamy radykalne zmiany na każdej płycie. Przez co nie serwujemy słuchaczom tego co najbardziej lubią i co już znają. Do każdej naszej płyty muszą podejść na świeżo. To tak jakby za każdym razem robić pierwszą płytę.

Adam: Żeby była jasność: nie robimy muzy pod ludzi, tylko dla ludzi. Nie chcemy schlebiać wszystkim; to co robimy jest subiektywnie tak dobre jak autentyczni jesteśmy my. Forma i brzmienie w jakim to zamykamy ma natomiast znamiona obecnych czasów, zwłaszcza część produkcyjna. Uniwersalna muzyka nie istnieje. Jest tylko dobra muzyka…

Wejdźmy do studia. Muzyka, którą przygotowaliście jest mocno przesiąknięta syntetykami, elektroniką. Mam wręcz wrażenie, że celowo chcieliście pozbawić się takiego, hmmm, rockowego brzmienia. Mam rację?

Leszek: Z mojej perspektywy wygląda to tak, że to nasza muzyczna podróż. Elektroniką zainteresowaliśmy się już na etapie drugiej płyty, ostatni utwór, który wtedy powstał, taki właśnie był („Live to work to live”) Uznaję to za naturalną konsekwencję naszej drogi muzycznej. Co ciekawe, ostatni utwór który powstał na „III” to „Monster”, jest chyba najbardziej progresywny, zatem być może w przyszłości czeka nas powtórka do grania z początków naszej muzycznej przygody.

Adam: Ależ jest tam rockowe brzmienie (śmiech). Postanowiliśmy jednak wzbogacić brzmienie elektroniką, ponieważ zainspirowała nas już na drugim albumie. W Polsce jest kilka zespołów takich jak Coma, radzących sobie genialnie w czysto rockowym klimacie. Nas kręcą nowe połączenia brzmień, takie jak mięsiste, synthowe dźwięki pochodzące np. z klawiszy Moog’a.

Myślicie, że „III” będzie przełomem? Co taki przełom będzie dla was oznaczał? Pytam w kontekście naszego ciasnego i mocno przeładowanego rynku muzycznego…

Leszek: Chcemy aby była przełomowa, lecz wydaje mi się, że nie ma na to recepty. Nie da się przewidzieć co trafi do serc słuchaczy. Jest szczera, zarówno w warstwie tekstowej jak i muzycznej, niczego nie udawaliśmy. Jest właśnie tak jak chcieliśmy to zrobić na tym etapie naszego życia.

Adam: Przełom dla mnie to poczucie jedności, jak w momencie założenia zespołu – chęci docierania z muzyką do całego świata. Każdy czytający taki wywiad pewnie rozumie albo powinien zrozumieć, że bez względu na to czy muzyka jest genialna czy nie, każdy twórca potrzebuje prędzej czy później odbiorcy. Na poprzednich, dwóch płytach ten proces się gdzieś zatrzymał – docierania do nowych ludzi, opowiadania swojej historii. Teraz czujemy, że znowu ruszymy na przód…  Przełom polega też na tym, że trzecia płyta to już oznaka pewnego rodzaju determinacji i doświadczenia.T2

A czy jest coś, jakaś granica, której nie będziecie przekraczać? Gdzie determinacja się kończy?

Leszek: Jest. Chcemy aby muzyka zawsze była dobra, żeby trzymała poziom. Będziemy lawirować pomiędzy gatunkami, lecz nigdy nie będziemy robić badziewia. Uważamy, że każdy gatunek muzyczny jest dobry, ma tylko lepszych i gorszych wykonawców. My chcemy zawsze zaliczać się do tych lepszych. Tak, determinacji nigdy nie zabraknie. Nie robić muzyki to jak nie oddychać. Po prostu się nie da.

Co takiego ciekawego/specyficznego jest w Łodzi, że pochodzi z tego miasta aż tyle dobrych, wielokolorowych zespołów?

Jakub: Duch jest. Duch miasta. Deus Loci. To takie coś, czego nie można dotknąć, ale co jest silnie odczuwalne. W Łodzi to wrażenie jest bardzo silne. Mimo, że miasto nie ma dobrego PR, i nie jest jeszcze najpiękniejsze, przyjeżdżając tu czuje się to „coś”. I to „coś” wdychają od dzieciństwa zespoły z Łodzi.

Adam: Tak. Łódź jest magiczna. Łódź cały czas płynie i się rozwija a przy tym zawsze zachowuje swoją tożsamość. Jest inspirująca. Mógłbym godzinami mówić o tym mieście, ale jestem łodzianinem, więc brak mi obiektywizmu. To miasto jest magiczne. Polskie Seattle…

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: archiwum zespołu/Marta Nowicka